Numer 441 - Wolontariat, chrzest Blanki

*Wiktoria *

Stwierdziłam, że nie mogę spędzić tych wakacji, jak poprzednich w domu. Musiałam coś robić, przeczytałam już połowę lektur do 1 klasy szkoły średniej, a była dopiero połowa lipca. 
Gdy tylko dowiedziałam się, że dostałam się do szkoły, w której pracuje mama, o mało nie skakałam z radości, z drugiej strony nie chciałam, aby mama mnie uczyła rozszerzonej historii. Wiem, że dzieciom nauczycieli jest ciężko i zazwyczaj idą do innej szkoły, ale to liceum jest najlepsze w całym mieście. 

Wpadłam więc na pomysł, aby być wolontariuszką. Tylko nie wiedziałam gdzie.. Mama myślała o jakimś schronisku, tata wpadł na pomysł, że może do domu dziecka, ale ja chciałam pomagać wszystkim, dosłownie wszystkim. Udałam się do szpitala. 
-Czy byłaś już kiedyś w wolontariacie? - spytał mnie dyrektor
-Tak, w szkole podstawowej działałam w szkolnym kole Caritas
-Potrzebujemy wolontariuszy, przede wszystkim na oddziale dziecięcym
-Kiedy mogłabym zacząć?
-Od jutra, ale nie będziesz przychodziła codziennie, co kilka dni wystarczy, zaraz pani Basia zaprowadzi cię na świetlicę
-Dobrze
-A co umiesz robić?
- Grać na pianinie, gitarze, organach, kontrabasie i flecie
-Jestem pod wrażeniem
-Śpiewam też..
-Znam cię z dni Zakopanego, jak śpiewałaś. W tym roku również wystąpisz?
-Mam w planach - uśmiechnęłam się
-Można zdradzić repertuar? - zaśmiał się
-To ma być niespodzianka
-Rozumiem....
Dyrektor wstał więc z krzesła 
-Więc witamy naszą wolontariuszkę - podał mi rękę
-Dziękuję - powiedziałam
Po chwili Pani Basia weszła do gabinetu i oprowadziła mnie po szpitalu, bardziej skupiłyśmy się na pediatrii, a także na świetlicy. Gdy weszłam do środka, było tam bardzo kolorowo. Pełno stolików, zabawek, telewizor z dostępem do internetu.
- I jak się Pani podoba? - spytała
-Bardzo mi się podoba - odpowiedziałam, a Pani Basia wręczyła mi plakietkę, jak lekarską, tyle że z uśmiechnięta minką i napisane Wolontariusz.
-Możesz napisać markerem swoje imię - powiedziała - Tylko takim wodoodpornym, bo w szpitalu szybko Ci się zmyje...

Podziękowałam jej, wzięłam plakietkę i wyszłam ze szpitala.. Już za 2 dni w sobotę ciocia Aga i wujek Maciek chrzcili Blankę, a ja miałam zostać jej matką chrzestną.... A nie miałam jeszcze sukienki. 


W piątek pojechałam z mamą na jakieś zakupy do galerii. Musiałam kupić również coś Blance. Kupiłyśmy więc z mamą złoty łańcuszek z literką "B", a także piękna książeczkę, jako pamiątkę chrztu, w którą się wpisałam
"Dla chrześnicy Blanki od matki chrzestnej - Wiktorii"
Schowałam pamiątkę razem z łańcuszkiem do złotej torebki prezentowej i położyłam za szafę. 

Nie mogłam się doczekać tego, że będę matką chrzestną takiej kruszynki

W sobotę chrzest miał odbyć się o 14.00.

Rano pojechałam więc z mamą do kosmetyczki, która wykonała mi śnieżnobiały manicure. 
Gdy wróciłyśmy do domu, zaczęliśmy się wszyscy szykować.
Ja założyłam 


Do tego włosy rozpuściłam i wyprostowałam. 
Mama również postawiła na proste włosy oraz na



Gdy byliśmy już gotowi, pojechaliśmy prosto do kościoła. Agnieszka i Maciek  z małą Blanką już czekali , siedzieli w pierwszej ławce, usiadłam więc obok nich, Agnieszka podała mi białą szatę dla małej z napisem "Blanka Kot - pamiątka chrztu". Obok mnie siedział daleki kuzyn Maćka, jakoś 3 lata starszy ode mnie

Mała w ogóle nie płakała, tylko całą mszę przespała. Było to aż dziwne. Po wyjściu z kościoła zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia i pojechaliśmy do restauracji, gdzie mieliśmy zjeść obiad. Mama zrobiła mi zdjęcia z malutką Blanką, a ja wstawiłam to zdjęcie na swojego instagrama
"Z moją chrześnicą - Blanią.."



----------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                            kiki2000

Komentarze