*Wiktoria*
Wakacje trwały w najlepsze. Piotrek jeździł ciągle na zgrupowania, a gdy miał wolne, był tylko z Patrycją. Jego ukochana zdała prawo jazdy, dlatego teraz mogli jeździć gdzie tylko chcieli i o której tylko chcieli, nie byli w żaden sposób uzależnieni od komunikacji miejskiej. A ja jeździłam co trzeci dzień do szpitala na kilka godzin, bawiłam się z dziećmi na świetlicy, albo karmiłam te, które miały problemy. Najgorzej było na onkologii, tam nie lubiłam przychodzić, zawsze wychodziłam z tego oddziału z bólem głowy.
Końcem lipca założyłam
Włosy związałam w kucyka i pojechałam do szpitala. Już większość pielęgniarek czy lekarzy znała mnie w szpitalu. Zawsze przychodziłam tam z uśmiechem i zarażałam nim wszystkich, a najbardziej pacjentów. Założyłam tylko plakietkę i wybrałam się na ortopedię. Akurat była pora obiadowa.
- Wikusia - powiedziała salowa - Tam na piątce jest chłopiec ze złamaną ręką, dwa dni temu go przywieźli, nakarmisz? - spytała - Ten drugi ma specjalne jedzenie, więc mu już dałam
- Ależ oczywiście - powiedziałam i wzięłam talerz
Zapukałam na salę, na piątce było dwóch chłopców, jeden już jadł, a przy drugim , 4-latku siedział jakiś chłopak, zapewne brat
- Dzień dobry! - powiedziałam jak zwykle z uśmiechem
Młody chłopak, około 16 lat odpowiedział mi również "dzień dobry", a drugi chłopiec , który już jadł aż wykrzyknął w moją stronę "Wiktoria, jesteś!"
- Nazywam się Wiktoria i pani salowa powiedziała mi, że masz złamaną rękę - zwróciłam się do chłopca
- Tak...
- Jak masz na imię?
- Tomek
- Ładne imię - położyłam talerz na stoliku - Pani salowa poprosiła mnie, abym cię nakarmiła, ale widzę, że masz gościa - zwróciłam się do chłopaka
Chłopak był wysoki, miał kruczoczarne włosy i czarne oczy... I do tego miał bardzo kwadratową twarz
- Tak, jak go nakarmię - powiedział i wziął talerz
Poszłam zatem do drugiego z chłopców
- A ty, jak się czujesz? - spytałam, wskazując na złamaną nogę
- Super, myślałem, że nie przyjdziesz
- Zawsze do was przychodzę
- Jak byłem na onkologii, to nikt nie przychodził z nami się bawić
- Ja tu jestem dopiero od niedawna
- Jak często będziesz przychodzić?
- Co 3 dni... może częściej.
- Salowa mówiła, że jesteś sławna - zaśmiał się 7-latek
- Naprawdę? - również się uśmiechnęłam i poczułam, że ten chłopak obok przyglądał mi się ukradkiem
- Ty śpiewasz, a twój brat skacze na nartach
- Mój tata też skakał - powiedziałam
- Naprawdę?
- Tak, mój tata wygrał wszystko, co można było zdobyć
- Macie to wszystko w domu?
- Tak
- Masz jakieś zdjęcia
- Tak
Wyjęłam komórkę i pokazałam mu swoje zdjęcie sprzed roku, jak mam w ręku Kryształową Kulę
- Co to?
- To Kryształowa Kula - powiedziałam
7-latek przesunął galerię dalej i zobaczył mojego tatę
- A to kto?
- Mój tata
- Jak ma na imię?
- Kamil
- Mój tata też tak ma na imię - uśmiechnął się
- Później pokażę ci resztę zdjęć, ale teraz zjedz
W tym momencie na salę wszedł doktor
- Pani Wiktorio - zwrócił się do mnie
- Tak, Panie doktorze?
- Na kardiologii są dzisiaj cyrkowcy, chcę, żebyś ich poznała
- Ja? - spytałam niedowierzając
- Tak, planują z tobą występ
- Ale ja w ogóle nie jestem nawet kolorowo ubrana
- Spokojnie, oni wszystko mają
- Och, pan doktor zawsze coś wymyśli - uśmiechnęłam się do lekarza około 40-stki
- Miło mi to słyszeć, w końcu twoi rodzice również nam pomagają, mama licytuje suknie i pieniądze nam przekazuje
- Teraz mało jest wyjść, więc siedzimy w domu i oglądamy gale w telewizji
Wzięłam więc torebkę i pożegnałam się z pacjentami, mając na sobie wzrok tego chłopaka.
Na kardiologii dostałam strój prawdziwego klauna, umalowali mi twarz na biało, a różnymi farbkami pełno kolorowych piegów. Do tego jeszcze peruka i wręcz wygłupialiśmy się. Tańczyliśmy z dziećmi, śpiewaliśmy różne piosenki. Dostałam nagle gitarę i usiadłam na krześle wokół dzieci.
- Co dzisiaj zaśpiewamy? - spytałam
- My jesteśmy krasnoludki! - krzyknął chłopczyk z końca sali
Nastroiłam więc gitarę
My jesteśmy krasnoludki,
hopsa sa, hopsa sa,
pod grzybkami nasze budki,
hopsa sa, hopsa sa,
jemy mrówki, żabkie łapki,
oj tak tak, oj tak tak,
a na głowach krasne czapki,
to nasz, to nasz znak.
Gdy ktoś zbłądzi, to trąbimy,
trutu tu, trutu tu,
gdy ktoś senny, to uśpimy,
lulu lulu lu,
gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka,
ajajaj, ajajaj,
to zapłacze niezabudka,
uuuuu.
My jesteśmy krasnoludki,
hopsa sa, hopsa sa,
pod grzybkami nasze budki,
hopsa sa, hopsa sa,
jemy mrówki, żabkie łapki,
oj tak tak, oj tak tak,
a na głowach krasne czapki,
to nasz, to nasz znak.
gdy ktoś zbłądzi, to trąbimy,
trutu tu, trutu tu,
gdy ktoś senny, to uśpimy,
lulu lulu lu,
gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka,
ajajaj, ajajaj,
to zapłacze niezabudka,
uuuuu.
hopsa sa, hopsa sa,
pod grzybkami nasze budki,
hopsa sa, hopsa sa,
jemy mrówki, żabkie łapki,
oj tak tak, oj tak tak,
a na głowach krasne czapki,
to nasz, to nasz znak.
Gdy ktoś zbłądzi, to trąbimy,
trutu tu, trutu tu,
gdy ktoś senny, to uśpimy,
lulu lulu lu,
gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka,
ajajaj, ajajaj,
to zapłacze niezabudka,
uuuuu.
My jesteśmy krasnoludki,
hopsa sa, hopsa sa,
pod grzybkami nasze budki,
hopsa sa, hopsa sa,
jemy mrówki, żabkie łapki,
oj tak tak, oj tak tak,
a na głowach krasne czapki,
to nasz, to nasz znak.
gdy ktoś zbłądzi, to trąbimy,
trutu tu, trutu tu,
gdy ktoś senny, to uśpimy,
lulu lulu lu,
gdy ktoś skrzywdzi krasnoludka,
ajajaj, ajajaj,
to zapłacze niezabudka,
uuuuu.
Dzieci śpiewały razem z nami, a ja chodziłam pomiędzy nimi z gitarą.
- Następnym razem może przyniosę keyboard z domu - powiedziałam
- A na czym umiesz grać? - spytało dziecko
- My, klauni - zaczęłam - umiemy grać na wielu instrumentach, ja umiem na gitarze, plecie, pianinie, kontrabasie i organach
- Organach? - zrobił się wielki szum na sali - Takich jak w kościele?
- Tak, bo ja gram i śpiewam w kościele - uśmiechnęłam się
Po spotkaniu z dziećmi poszłam do łazienki się przebrać w swoje ciuchy. Było już po 14:00, więc postanowiłam wyjść ze szpitala i pojechać na Krupówki, byłam umówiona z Magdą i Iwoną.
Nagle wychodząc, jakiś chłopak zatarasował mi drogę.
- Przepraszam - powiedziałam
Jednak on jakby nie słyszał, stał do mnie tyłem. Dotknęłam jego ramienia.
- Przepraszam?
Odskoczył jak oparzony
- Och... - westchnął
- Przepraszam, chcę przejść, a stanąłeś centralnie w przejściu.
- Proszę - odsunął się - Wiktorio
Odwróciłam się w jego stronę, to był ten sam chłopak, który był u swojego brata w szpitalu
- Nie przypominam sobie, abyśmy przeszli na ty! - rzuciłam do niego ostro i poszłam w swoją stronę
Następnego dnia osoby, z mojej klasy w liceum napisały na grupie klasowej , że chcą się spotkać na Krupówkach.
Założyłam więc
Rozpuściłam włosy, wsiadłam w autobus i pojechałam na miejsce.
Patrycja napisała, że jest już jest z grupką 5 innych osób, a ona jest blondynką i ma zielone końcówki włosów.
Zobaczyłam ją z daleka, stały obok niej jakieś 3 dziewczyny i dwóch chłopaków
Podeszłam do nich i wśród tych chłopaków był ten sam, którego poznałam w szpitalu.
- Cześć - powiedziałam - Wiktoria jestem
Przywitaliśmy się wszyscy, a ten chłopak podszedł do mnie, podał mi rękę i powiedział do mnie
- A ja Norbert
- Miło mi - odpowiedziałam sarkastycznie
Po jakiś 15 minutach byliśmy już wszyscy.
Poszliśmy na lody, zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcie i ciągle widziałam, że ten chłopak się na mnie patrzy, chciałam więc stamtąd jak najszybciej odejść.
Gdy już się rozchodziliśmy, Norbert podszedł do mnie
- Może cię odprowadzę na przystanek?
- Nie
- Może dasz mi swój numer telefonu?
- Nie
- Może spotkamy się później?
- Nie! - wykrzyknęłam i uderzyłam go moją torebką w ramię - Zostaw mnie w spokoju! - i pobiegłam na przystanek
-------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz