Od poniedziałku - 7 stycznia wróciłam normalnie do wolontariatu w szpitalu..
Rano po śniadaniu pobiegłam na górę, aby ubrać się do szkoły. Mój styl zmienił się zupełnie. Założyłam
I pojechałam do szkoły.
Na początku wydawało mi się, że będzie to dzień jak co dzień. Spotkam się znowu z kolegami z klasy, posłucham mojej cudownej polonistki, Norbert znowu będzie chciał się ze mną gdzieś umówić, a ja go odrzucę, jak zwykle, a także spotkam mamę na korytarzu.
Wszystko powoli się spełniało.
Na dłuższej przerwie zauważyłam mamę na korytarzu. Poznałam ją po ubraniu.
Miałam do niej podejść, ale zauważyłam, że uprzedził mnie Kamil Juszczak z jej klasy. Dawał mojej mamie jakąś kartkę. Byłam pewna, że albo chce się zwolnić, albo usprawiedliwić jakąś nieobecność.
Gdy od niej odszedł, zauważył mnie.
-Cześć - powiedział niechętnie i ze spuszczoną głową
-Cześć - odpowiedziałam
Widziałam, że jest bardzo nieśmiały. Ciągle wzrok kierował na podłogę
-O której dzisiaj kończysz?
-O 14.05.
-Ja też
-To fajnie - chciałam go zbyć i już miałam odejść, gdy się odezwał
-Może pójdziemy razem na przystanek?
-Nie mam czasu, muszę jechać do szpitala
-Coś się stało? - był wyraźnie przestraszony
-Nie... - odpowiedziałam zdawkowo - Ale z drugiej strony nie powinno cię to obchodzić
-Ale mnie obchodzi - podniósł głowę
Spojrzałam się na niego wzrokiem, jakbym chciała zadać pytanie "Dlaczego?", ale nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Jakby odjęło mi mowę
- Bo się martwię o ciebie
Zaskoczył mnie tymi słowami. Był taki pewny jak to mówił. Tym razem to ja się speszyłam. Spuściłam głowę i pobiegłam pod swoją salę.. Miałam dość takich zachowań ze strony chłopaków.
Żałowałam, że jestem ładna i zgrabna po mamie. Chciałabym być niska, gruba, brzydka, mieć pełno pryszczy, tłustą cerę i włosy.. I nieogolone nogi.. Wtedy na pewno żaden by się na mnie nie spojrzał. Chyba, że byłabym kujonką. Wtedy chcieliby spisać lekcje.. Ale i tak bym im nie dała. Nie rozumiem osób, którym się nie chce odrabiać prac domowych, aby nie umieć poświęcić czasu na coś takiego.. Przecież to powinien być nasz obowiązek... Święty obowiązek. Babcia opowiadała, jak to musiała po szkole pomagać w polu, a w wakacje były żniwa i wykopki, ale jakoś wszyscy lekcje mieli odrobione. A teraz? Co to za czasy nastały.....
Po zajęciach wybiegłam szybko ze szkoły. Pobiegłam na przystanek. Niestety.. Kamil na nim czekał. Westchnęłam ciężko i stanęłam po przeciwnej stronie. Traf chciał, że wsiedliśmy w ten sam autobus.
Starałam się unikać go. Nie patrzyłam mu w oczy, jednak czułam jego wzrok na sobie. Gdy autobus zatrzymał się przed szpitalem, wybiegłam z niego jak najszybciej.
Weszłam do szpitala , jak zwykle uśmiechnięta. Poszłam do szatni, zostawiłam kurtkę, zmieniłam buty i przypięłam do swojej bluzki plakietkę "wolontariusz"
Poszłam więc na kardiologię dziecięcą. Większość dzieciaków już znałam. Jak zwykle uwielbiałam spędzać z nimi czas.. Po godzinie postanowiłam pójść jeszcze na onkologię, do mojego ulubionego pacjenta - Kacpra.
Zapukałam do sali. Młody leżał na łóżku, grał w gry na tablecie
- Cześć - powiedziałam
- Hejka - odpowiedział mi uśmiechnięty - Mam dla ciebie dobre wieści! - był taki uśmiechnięty, jak to mówił
- Jakie? - spytałam, siadając obok niego na łóżku
- Za kilka minut będę miał nowego lokatora
- Naprawdę?
Kacper był tak podekscytowany nowym kolegą
- Pani pielęgniarka była 10 minut temu i u mnie,poprawiała łóżko i mówiła, że zaraz będę miał kolegę, ale jeszcze go nie ma.
- Pewnie zaraz będzie - odezwałam się - A tak w ogóle, to mam coś dla ciebie..
- Co?
Wyjęłam z torebki pomarańczę
- Dziękuję. - wziął ją od razu z moich rąk
- Obrać ci ją?
- Tak
Wyjęłam więc nożyk, który zawsze noszę przy sobie. Tata zawsze mnie ostrzega, że mam na siebie uważać, więc po prostu stwierdziłam, że nożyk i scyzoryk , a także gaz łzawiący w torebce będą najlepszą opcją.
Jak zwykle musiałam się ubrudzić, obierając pomarańczę. Ręce kleiły mi się od słodkiego soku. Zostawiłam więc obrany owoc na talerzyku, podałam Kacprowi i poszłam do łazienki.
Myjąc ręce usłyszałam, że drzwi do sali się otwierają. Było słychać głosy kilku osób. Czyżby to ten nowy kolega Kacpra?
Wyszłam z łazienki, a moim oczom ukazał się nastolatek, wyglądał już dawno na pełnoletniego, leżał na łóżku. Nie widziałam jednak jego twarzy. Nad nim stała chyba jego mama. Niska blondynka, ubrana w najmodniejsze ubrania tego sezonu mówiła coś do syna.
- Oj, jak dobrze, że panią widzę! - powiedziała do mnie kobieta
- Mnie? - zdziwiłam się, ale podeszłam do niej bliżej
- To jest mój syn - powiedziała, a ja spojrzałam się na chłopaka.
Wysoki, wysportowany, ponieważ mięśnie był bardzo widoczne pod koszulką. Miał pięciokątną twarz z dwudniowym zarostem, do tego haczykowaty nos, , blisko osadzone oczy z opadającymi kącikami o niespotykanym kolorze. Wpadały i w brąz i w zieleń, a nad nimi gęste brwi, wysokie czoło, spiczaste uszy i gęste włosy, postawione "do góry"
Lekko uśmiechnęłam się do niego... Był naprawdę przystojny, lecz on obrócił głowę w drugą stronę. Był wyraźnie zły i miał dość mojego towarzystwa. Wyglądał jak gbur.
- Ja muszę jechać do Krakowa, mam tak spotkanie biznesowe.
- Rozumiem - odezwałam się - Ale w czym ja mam pomóc
- Pomoże, siostra, mojemu synowi
- Ja? - zaśmiałam się, ale temu przystojniakowi do śmiechu nie było
- Mój syn musi tutaj zostać, lekarze nie wiedzą na jak długo, będzie Pani do niego zaglądać?
- Ja jestem tylko wolontariuszką - wskazałam na swoją plakietkę.
- Oj tam - powiedziała, wzięła swoją torebkę, która leżała na łóżku syna. - Wyślę kogoś, przyśle ci twoje rzeczy, chcesz coś? - spytała syna
On jednak odpowiedział słabym głosem
- Idź już...
Kobieta spojrzała się na syna, złapała go szybko za rękę, po czym jeszcze szybciej ją puściła i wybiegła z sali.
A ja stałam jak wryta. Chłopak dalej odwrócony był do mnie tyłem.
- Cześć - powiedziałam do niego - Wiktoria jestem
On jednak dalej nic nie odpowiedział
- A ja Kacper! - odezwał się młody
- A ty? - spytałam
Jednak nie dostałam odpowiedzi.
- Twoja mama jest bardzo energiczna - zaśmiałam się nerwowo - Tak samo jak i moja. Moja mama też czasami wejdzie gdzieś, przejdzie jak huragan, zostawiając za sobą masę zniszczeń i wyjdzie niepostrzeżenie. Szalona kobieta. Ja nie wiem, jak mój tata z nią ... - i nagle chłopak odezwał się do mnie, odkręcił się w moją stronę bardzo nerwowo
- Możesz się już zamknąć? Chcę pobyć sam!!
Jeszcze nigdy żadna osoba tak nerwowo się do mnie nie obnosiła.
- Nie będziesz sam - powiedziałam - Masz Kacpra na sali. Ludzie mówią, że nigdy nie jest dobrze być samemu. Samotność to .. - znów przerwał mi ,a ja spojrzałam się na jego nieskazitelne oczy pełne nienawiści
- A ty zawsze tak dużo mówisz?! Możesz się w końcu zamknąć!? Czy naprawdę nie umiesz zamknąć jadaczki przez kilka minut?! Pobyt na onkologii chyba dla nikogo nie jest różowy?! Taka z ciebie wielka wolontariuszka i nie wiesz takich rzeczy?!
Był strasznie nerwowy. Widziałam, jak jego wszystkie żyły się pokazują pod skórą... Jeszcze nikt nigdy na mnie tyle nie krzyczał.
Chciałam powstrzymać się przed wybuchem moich emocji... Czułam, że zbierają mi się łzy w oczach. Odwróciłam się do niego tyłem, wzięłam torebkę z łóżka Kacpra
- Nie przejmuj się - powiedział młody - Ja cię lubię...
Jednak wybiegłam z sali, rzucając do ściany
- Cześć, Kacper, wpadnę za kilka dni.
I dopiero na korytarzu dałam upust moim emocjom. Poszłam do szatni, zmieniłam buty, założyłam kurtkę i poszłam na autobus. Wychodząc ze szpitala, usłyszałam głos znajomego lekarza
- Wiktorio?
- Tak? - odwróciłam się, wycierając oczy.
- Mamy dla ciebie propozycję?
- Naprawdę?
Nie patrzyłam jednak na jego oczy, ponieważ nie chciałam, aby widział moje łzy
- Mamy dla ciebie propozycję...
- Jaką?
- Chodzi o to.... że chcemy, abyś prowadziła zajęcia wokalne z dziećmi, na świetlicy.
- Jakie zajęcia, wokalne?
- Chcemy..... Weszliśmy w porozumienie z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży i Caritas. A wiemy, że jesteś w Szkolnym Kole Caritas. Chodzi nam o piosenki religijne.
- A kiedy byłyby takie zajęcia?
- Co drugi dzień... Tak planujemy.
- Dobrze...
- Wiktoria...
- Tak?
- Zaczniesz od jutra?
- Jutro może przyjdę i powiem wszystkim dzieciom, że będę prowadzić.... O 16:00?
- Najpierw powiedz dzieciakom, które byłyby chętne. Sala jest duża, niektóre na wózkach i łóżkach możemy zmieścić...
- Dobrze, dziękuję panie doktorze...
- Za co?
- Za wiarę we mnie - powiedziałam i wyszłam ze szpitala.
Cały wieczór siedziałam w pokoju i nie wiedziałam, jak rozgryźć tego chłopaka. Postanowiłam, że dowiem się, dlaczego on tutaj jest, dlaczego jest taki nie miły i kim on w ogóle jest... Rozgryzienie go, było moim celem na kilka najbliższych dni....
***
Gdy Wiktoria wybiegła z sali, chłopak uśmiechnął się głupio
- Z czego się śmiejesz? - spytał się go Kacper
- Z tej laski... Głupia i tyle.... Gada jak papla.. Nie lubię takich.. - westchnął
- Wiktoria jest bardzo fajna, cudowna....
- Przestań gadać, młody....
- A tobie co jest?
- Mi? W jakim sensie?
- Ja mam guzki na płucach... Nie chcę martwić Wiktorii, ale mam przerzuty... Dają mi .... pół roku życia.. Tego nie da się wyleczyć... Podtrzymują mnie tylko jakimiś lekami... A ty?
Chłopak odwrócił się do niego tyłem... Jego diagnoza była przerażającego dla niego i jego kariery... Mama miała to gdzieś, nie przejmowała się nim, a jego karierę i marzenia miała w dupie...Ojciec alkoholik uciekł jak był mały, a obecny mąż mamy ,wielki biznesmen, jeździ za granicę i widują się może 5 razy do roku.... Miał dość życia. Było to dla niego zbyt ciężkie... Mógł już nigdy nie wrócić na boisko.... A przecież ostatnio znów strzelił hat tricka.... I tutaj nagle taki traf... Zawroty głowy, upadek na treningu.... Diagnoza lekarzy.... Ale nie przejmował się tym i dopiero kolejny upadek na zgrupowaniu w Zakopanem zmusił trenera do zawiezienia go do szpitala... A przecież trener nie może się dowiedzieć o białaczce.... Nagle poczuł ostre ukłucie w dole brzucha... Aż syknął z bólu...
Nagle odezwał się młody.
- Jak mnie boli klatka piersiowa, to Wiktoria zawsze opowiada mi bajkę, albo kawały... Każe mi odpoczywać i się nie ruszać.
- A co ty masz do tej Wiktorii,co?!
- Nie wiem, dlaczego ty jej nie lubisz... Przecież ona jest taka cudowna... Jakby nie fakt, że jest 8 lat starsza, to może bym się z nią ożenił.
Chłopak prychnął.
- Co za idiotyzm w tych górach..... - westchnął i z bólem brzucha przekręcił się na bok... Usnął dopiero po 3 godzinach
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz