Numer 448 - Zachęta do zajęć wokalnych

*Wiktoria*

Wstałam już o 4:00. Nie mogłam spać. Wszystko mnie dobijało. Do tego ten chłopak w szpitalu. To było nieuniknione, że go spotkam...
Usiadłam na brzegu łóżka i wzięłam do ręki telefon. Przejrzałam szybko media społecznościowe..... Wyjęłam zza szafy gitarę, musiałam ją dzisiaj wziąć ze sobą.
Poszłam do łazienki, aby się odświeżyć. Założyłam już

Do tego szary sweterek i zeszłam na dół. Było ciemno.... Zrobiłam sobie herbatę i śniadanie. Usiadłam w kuchni i jadłam kanapki przy świetle żarówek z okapu... Nie chciałam rozjaśniać całego domu.

Po jakiejś godzinie usłyszałam, że ktoś schodzi na dół. Była to mama. Stanęła przede mną ubrana w

- Mamo... - powiedziałam - Co ty już ubrana?.
- Ciebie miałam spytać o to samo...
- Nie mogłam spać.
- Ja muszę być dzisiaj w szkole o 7:00.
- Dlaczego?
- Tak niestety wyszło... Dowiedziałam się wczoraj po południu, ale ty zamknęłaś się w pokoju i  nie wychodziłaś w ogóle.
- Jakoś wczoraj miałam doła...
- Och.. Zdarzają się te młodzieńcze humorki... Przez to nie mogłaś spać?
- Chyba tak..
- A może przez kogoś...
- Mamo... Proszę cię...
- Ja ciebie też proszę...
 - Jeśli chodzi o tego Juszczaka z twojej klasy, to mam go dość. Wczoraj chciał pójść ze mną na przystanek. - byłam oburzona
- Widzę po minie, że się nie zgodziłaś  - usiadła obok mnie
- A co miałam zrobić? Zgodzić się?
- Nie chcę się pomiędzy was wtrącać... On jest po prostu tobą zauroczony...
- A ja nie mam ochoty rozmawiać z mężczyznami...
- Dlaczego?
Opowiedziałam jej historię z wczorajszym nowym pacjentem
- Jeszcze nikt nigdy na mnie tak nie krzyczał... - aż się rozpłakałam
Mama przytuliła mnie i pocałowała w głowę
- Oj... Kochanie moje... Chłopak leży na onkologii, może dowiedział się o jakiejś diagnozie...
- Ale nie musiał wyładowywać złości na mnie....
- Nie musiał, ale byłaś jedyną osobą pod ręką... Sama do niego zagadywałaś..
- Chciałam poznać... Jak zawsze robię z pacjentami..
- Sama mówisz, że on już prawie dorosły
- Tak wygląda..
- Więc nie musisz rozmawiać z nim jak z małym dzieckiem... Tylko już jak z młodym dorosłym.
- Mamo...
- Tak?
- Co ja mam zrobić?
- Nie wiem....
- Myślisz, że brak rozmowy z nim będzie najlepszym sposobem
- Na co?
- Nie wiem...
- Dzisiaj jedziesz do szpitala?
- Tak...
 

Wypiłam herbatę i po godzinie wyszłam z domu. Pojechałam do szkoły, zostawiając gitarę  w szafce. Spotkałam się na korytarzu z Magdą. Opowiedziałam jej szybko historię o nieznajomym gburem, który leży na onkologii.
- I co z nim zrobisz?
- Nie wiem... Może umówimy się jutro z Iwoną? Pogadamy we trzy.
- Ok, tylko gdzie...
- Nie wiem... Zaproszę was na gorącą czekoladę.
- Dobra! - przytuliłam się z Magdą i poszłam na zajęcia.

Nie było tego dnia w szkole ani Norberta ani Kamila, więc byłam naprawdę szczęśliwa. Po lekcjach, zmieniłam buty, założyłam kurtkę, wzięłam gitarę i poszłam na przystanek.
Po 20 minutach byłam już pod szpitalem. Tam poszłam do szatni i powiedziałam pielęgniarkom o zajęciach. Były naprawdę szczęśliwe. Chodziłam więc  po różnych oddziałach i ogłaszałam, że za 2 dni na świetlicy o godzinie 16:00 będą zajęcia wokalne, będziemy śpiewać często pieśni religijne, ale i nie tylko.
Gdy została mi tylko onkologia, chciałam zachęcić te dzieciaki, najbardziej chore, jeszcze bardziej. Poprosiłam, aby panie pielęgniarki otworzyły wszystkie drzwi w salach. Usłyszałam już szepty , typu " co się będzie działo"
Wzięłam więc do ręki gitarę i zaczęłam  grać oraz śpiewać

Jezus, daje nam zbawienie, 
Jezus, daje pokój nam.    
Jemu składam dziękczynienie,
chwałę serca mego dam.

Jezus siłą mą, Jezus pieśnią mego życia. Królem wiecznym On niepojęty w mocy swej. Dziś znalazłem to, czego szukałem do dzisiaj. Sam mi podał dłoń, bym zwyciężał w każdy dzień.


Wchodziłam do sal i śpiewałam. Niektóre dzieci znały teksty, a ja zapraszałam je na zajęcia
wokalne. Był naprawdę szczęśliwe.

Gdy zaśpiewałam drugą zwrotkę i przyszedł czas na refren, zbliżałam się do sali Kacpra
i gbura, którego nazwałam podczas lekcji biologii "Panem Ponurakiem i Nerwusem"
Podkręciłam akordy i weszłam do sali, śpiewając

Jezus siłą mą, Jezus pieśnią mego życia. Królem wiecznym On niepojęty w mocy swej. Dziś znalazłem to, czego szukałem do dzisiaj. Sam mi podał dłoń, bym zwyciężał w każdy dzień.


Kacper uśmiechał się od ucha do ucha, klaskał i śpiewał razem ze mną, a gbur odwrócił się
 tyłem i zatkał sobie uszy.
- Kacper, jeszcze raz, tylko że mocniej. - I jeszcze mocniej zaśpiewaliśmy refren.
- Co ty robisz? - spytał
- Będę prowadziła zajęcia wokalne na świetlicy. Zaczynamy za 2 dni. Mam nadzieję, że
mnie nie zostawisz - uśmiechnęłam się
-No co ty - powiedział - Ja ciebie nigdy nie zostawię

- Mam nadzieję - uśmiechnęłam się
- A co jeszcze zaśpiewamy? - spytał
- Co tylko chcesz
Spojrzałam się na gbura, który dalej miał zatkane uszy
- Nie lubisz muzyki?! - spytałam głośno
Ale mi nie odpowiedział
- Był u niego ktoś z rzeczami, po prostu mu jej dał.. Nawet się nie przywitali - szepnął Kacper

Nie wiedziałam, co mam powiedzieć... Było mi go trochę szkoda
- To co zaśpiewamy?
- Co chcesz
Wyjęłam z torebki marakasę.
- Skąd masz?
- To moja...
- Dla mnie?
- Będziesz wybijał rytm... Zaśpiewamy to trochę po góralsku
Kacper więc wybijał rytm, a ja zaczęłam grać
- Przydałyby nam się skrzypce - powiedziałam -Byłoby idealnie
- Umiesz grać na skrzypcach?
- Nie, ale na wiolonczeli tak
I zaczęliśmy śpiewać

Pan jest Pasterzem moim, niczego mi nie braknie, na niwach zielonych pasie mnie. Nad wody spokojne prowadzi mnie

- A teraz szybciej! - krzyknęłam i zaśpiewaliśmy jeszcze szybciej i żywiej


Gdy skończyliśmy, Kacper przytulił się do mnie
- Dziękuję - powiedział
- Mam nadzieję, że będziesz za 2 dni, będziemy śpiewać wszyscy, ci, którzy chcą
- Masz już chętnych?
- Nie... Nie wiem...
- Myślisz, że się zgodzą?
- Myślę, że tak.
- Ja będę na 200%, może mi jeszcze uda się go namówić.... - westchnął
- Wątpię... - powiedziałam

W tym momencie weszła salowa z podwieczorkiem. Wzięłam oba talerze z kanapkami.
Jeden podałam Kacprowi, a z drugim podeszłam do gbura
- Podwieczorek - powiedziałam, podając mu talerz
- Nie chcę.. - warknął
- Zjedz.... - powiedziałam
- A co ty, moja niańka?
- Jestem wolontariuszką
- A ja księciem!
- Na księcia trzeba mieć wygląd! - wiedziałam, że uderzę w jego punkt. Wyglądał na takiego
lalusia.
Odwrócił się w moją stronę i z całą siłą, wytrącił mi talerz, rozbijając go na podłogę. Szynka,
ser, pomidory, chleb... Część wylądowała na podłodze, część na jego łóżku, a reszta na mojej
bluzce.
Zdenerwowałam się. Widziałam, że jednak go to nie rusza.. Patrzył się w sufit, jakby czekał na
zbawienie
- To, że jestem wolontariuszką i chcę pomagać, a że ty masz jakieś humory, to nie oznacza, że
możesz wyżywać się na mnie! Zrozumiałeś?! Nie będę po tobie sprzątać, bo tobie coś się nie
podoba?! Jak masz coś do mnie to powiedz mi to w twarz! - krzyczałam wniebogłosy...
Zgarnęłam pomidora z mojej bluzki i położyłam na szafce.... Talerz na podłodze rozbił się na
miliony kawałków.
Podeszłam do szafki i wyciągnęłam z niej czystą ścierkę. Rzuciłam nią w twarz tego marudy.
- Masz i wycieraj! Bo nikt tego nie będzie za ciebie robił!
Pobiegłam do łazienki.. Wytarłam łzy, a potem zaprałam bluzkę...
Wyszłam z niej szybkim krokiem... A ten idiota dalej leżał na łóżku, trzymał jednak ścierkę w
ręku.
Wzięłam gitarę i torebkę z łóżka Kacpra
- Smacznego Kacper - powiedziałam i gdy już miałam wyjść, młody powiedział do mnie
- Przyjdziesz za 2 dni?
- Tak, będę na pewno... Mam nadzieję - wyszłam z sali trzaskając drzwiami i ponownie , gdy
wyszłam ze szpitala, zapłakałam... Miałam go dość. Zupełnie dość..


***
- Za mocne to było - odezwał się Kacper
- Mówiłem, że nie będę jadł
- Denerwujesz ją.
- Twoją przyszłą żonę - zaśmiał się
- Ona jest naprawdę cudowną dziewczyną. Ma super głos, urodę, jest taka pomocna, naprawdę
nie rozumiem, jak można jej nie lubić.
- Ona jest denerwująca i koniec tematu
- Ona ciebie nienawidzi.. Zmieniłeś ją o 180 stopni. Wcześniej taka nie była
- To nie mój problem
- Ale właśnie, że twój. Naprawdę co ona ci takiego zrobiła?
- Nie lubię takich osób...
- Jakich?
- Nie interesuj się młody.

Gbur wyjął telefon z szafki... Jego Jessica do tej pory do niego nie napisała. Wiedziała dobrze,
że jest w szpitalu, że ma białaczkę... Lekarze mówią, że jest ona uleczalna, ale.... on w to nie
wierzył. Miał dość szpitali... Wystarczy mu, że nie ma jednej nerki z powodu nowotworu, który
przeszedł w dzieciństwie, a teraz jeszcze białaczka? Najlepszy zawodnik Wisły Kraków, w którego
nie wierzono, że można grać na takim poziomie po takich problemach zdrowotnych, znowu
musiał być w szpitalu. To był okropny cios. Chłopaki się do niego nie odezwali w ogóle...
Nagle dostał powiadomienie, że Jessica dodała nowy post na Instagrama.
Wrzuciła zdjęcie w skąpym stroju , była na jakiejś imprezie z koleżankami. Spojrzał się na nią.
Była od niego starsza o 5 lat, ale mu to nie przeszkadzało... Co z tego, że za rok broniła swoją
pracę magisterską na kosmetologii, a on był dopiero w 3 klasie liceum sportowego w Krakowie.
Wiek to tylko liczba, ale dalej łudził się, że ukochana napisze do niego kilka ciepłych słów, albo
i nawet przyjedzie do niego, rzuci się mu na szyję i powie, że wszystko będzie dobrze.
Ale tak się nie stało i nic się nie zapowiadało, że tak właśnie będzie.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


kiki2000

Komentarze