Numer 449 - Pierwszy dzień zajęć wokalnych

Następnego dnia Wiktoria spotkała się w kawiarni razem z Magdą i Iwoną. Opowiedziała im dokładnie historię tego gbura i pana marudy.
- I co z nim zrobisz?  - spytała Magda
- Nie wiem, ale przecież to nie ja wybieram pacjentów. Jutro jeszcze zaczynam te zajęcia wokalne.
- Myślisz, że Pan Maruda się pojawi? - spytała Iwona
- Pan Maruda ma mnie dość, więc myślę, że zrobi wszystko, aby się mnie pozbyć, albo w ogóle nie spędzać ze mną czasu.
-A nie myślisz, że on taki naprawdę nie jest, tylko świadomość tego, że ma problemy onkologiczne obudziło w nim takie uczucia?  - zasugerowała Iwona 
-Ja nie jestem tego taka pewna - powiedziała Magda - Świnia z niego i tyle! 
-A ja nwm co mam z tym zrobić... - westchnęła Wiktoria 

*Wiktoria*

Wypiłam gorącą czekoladę. 
-Zobaczymy, co przyniesie nam jutro - powiedziałam i rozstałam się z dziewczynami. Wróciłam szybko do domu

Poprosiłam tatę, aby jutro zawiózł mi klawisze do szpitala. Chciałam śpiewać z dziećmi i grać im nie tylko na gitarze. Bardzo bym chciała, aby pokochały muzykę. 
Tata oczywiście zgodził się, a ja poszłam do swojego pokoju, aby wybrać repertuar na kolejny dzień. 
Byłam taka podekscytowana, ale cały mój zachwyt minął, kiedy wróciłam pamięcią do tego ponuraka. Kacper szepnął mi ostatnio, że tylko przywieziono mu rzeczy bez słowa. Nikt go nie odwiedził. Z jednej strony było to przykre, ale z drugiej nie dziwię się, że nikt nie chce z nim rozmawiać. Tylko ja byłam tak głupia... Ale w końcu dostałam za swoje. 

Następnego dnia wstałam rano dość wcześnie. Ubrałam się w 


Włosy związałam w kucyka, delikatnie podkreśliłam usta pomadką.  Wzięłam gitarę i pojechałam do szkoły. Umówiłam się z tatą, że przywiezie mi klawisze przed 16.00, abym miała chwilę wszystko rozstawić. 

W szkole spotkałam się jednak z Kamilem. Uśmiechnął się do mnie z daleka, ale ja nie podzielałam jego entuzjazmu. Odwróciłam się do niego tyłem i poszłam w swoją stronę. Ponownie chciał mnie odprowadzić na przystanek, ale poszłam inną drogą. 

Pojechałam do szpitala. Była 14.30. Przeszłam się po kilku oddziałach. Dużo dzieciaków zadeklarowało się, że na pewno będzie na zajęciach. 
Poszłam na onkologię. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam, że Kacpra nie ma, a gbur śpi. Był taki... Słodki? Nie... Atrakcyjny... Podeszłam do jego karty gorączkowej. 
"ARKADIUSZ MARKIEWICZ UR. 24.02.2018r."
Coś mi mówiło to nazwisko. Wpisałam je w wyszukiwarkę. Miał już stronę na Wikipedii... 
"Arkadiusz Markiewicz - ur. 24.02.2018 r. w Krakowie - polski piłkarz grający na pozycji napastnika w polskim klubie Wisła Kraków, dwukrotny najlepszy sportowiec Małopolski"
Zrobiłam szybko zrzut ekranu i wysłałam do dziewczyn na grupę 
Magda:To on jest tym zabójczo przystojnym piłkarzem?
Ja:Na to wychodzi
Magda : O Boże... Chcesz mi powiedzieć, że jesteś na tej samej sali obok tego boskiego piłkarza?
Iwona : Co on teraz robi?
Ja: Śpi

I nagle Magda zadzwoniła na grupie. Podeszłam więc do okna bo tam miałam najlepszy zasięg. Okno było przy łóżku Arka. Stanęłam do niego tyłem 
-To jest on.. Wszystko się zgadza... Pisze na karcie gorączkowej
-Jak to jest możliwe, że go nie rozpoznałaś? - spytała Magda
-Nie interesuje się polskimi klubami. Oglądam czasami tylko Serię A albo Bundesligę.
- Ale jak go poznałaś?
-Przeczytałam imię i nazwisko na karcie gorączkowej... Pamiętam, że na moich urodzinach tata i wujek zeszli właśnie na temat polskiej piłki.. Skojarzyłam teraz to nazwisko.. W końcu w ukochanym serialu mamy ten przystojniak też się nazywał Markiewicz, tylko że Jan
-Może tak syna nazwie... - powiedziała Iwona
-Oj... Jaki syn - zaśmiałam się
- A jak wygląda, jak śpi? - spytała Magda
-Możemy zejść na inny temat. Kamil znowu chciał mnie odprowadzić na przystanek
-Znowu? - zaśmiała się Iwona
- Ale musisz przyznać, że przystojny - odezwała się Magda głosem lekkiej marzycielki
-Wiecie co.... Uroda nie jest tak ważna. Tylko on tak narzuca mi się ciągle... Jest 2 lata starszy ode mnie... A zachowuje się gorzej niż Olek z Mateuszem...
-Nie przesadzaj... - westchnęła Magda - Tacy są najsłodsi
-Chcesz mi Magda powiedzieć, że chłopcy zachowujący się jak dzieci, do tego strasznie nieśmiali cię kręcą? - zaśmiałam się - Bo mnie nie 
-Dalej czekasz na księcia? - spytała Iwona 
-Nie wiem, czy książę jest mi pisany.  - nie wiedziałam, że ten fragment Arek już słyszał - Ja się nie nadaję, aby rozmawiać o miłości - był i Antek i Mateusz. Jeden gorszy od drugiego.. 
-Pamiętaj o Maćku z podstawówki - przypomniała mi Magda 
-Tak.. Jeszcze Maciek mnie zapraszał na czekoladę albo lody.. W dodatku nachalny Norbert, któremu powiedziałam, że jest fajnym kolegą i się obraził i teraz ten nieśmiały Kamil, który codziennie chce mnie odprowadzać na przystanek i choć jadąc do szpitala, jedziemy tym samym autobusem, idziemy innymi drogami na przystanek. 
-Nie przesadzaj 
Nagle się odwróciłam i zobaczyłam, że Arek nie śpi 
-Muszę kończyć, dziewczyny.... - powiedziałam zdenerwowana 
-Coś się stało? - spytała Iwona 
- Nic się nie dzieje - powiedziałam - Już po 15.00. Idę na zajęcia wokalne.. 
Schowałam telefon 
-Słyszałeś coś? - spytałam zdenerwowana
-Obgadywałaś mnie? - był nerwowy 
-Nie... Ale rozmawiałam z przyjaciółkami.. Myślałam, że śpisz 
-Widzisz, że jestem sam na sali, czuję się niekomfortowo w twoim towarzystwie - warknął
-Rozumiem, ale nie musisz być od razu taki niemiły.... A tak w ogóle.. Nie wiesz, gdzie jest Kacper? 
-Miał jechać na badanie 
-Aha.. 
Wzięłam torebkę i gitarę i poszłam do świetlicy.. Była już 15.20. Tata przywiózł mi już klawisze, które rozłożyłam. Pomogłam dzieciakom na wózkach wjechać na świetlicę. Uzbierała się grupa 35 dzieciaków. Byłam pod wrażeniem 
-Znacie mnie z wolontariatu, ale dostałam propozycję, abyśmy razem śpiewali. Może nie wszyscy wiecie, ale ja też śpiewam w kościele. Mam tutaj dzisiaj moje klawisze i moją gitarę. Chciałabym wam pokazać, że śpiew dla Boga jest czymś cudownym, kto śpiewa dla Boga, dwa razy się modli..
Jak będziecie grzeczni, to ci którzy będą chcieli, będą mogli nauczyć się grać na instrumentach, może przyniosę kiedyś mój kontrabas... Zobaczymy. To od czego zaczniemy? Nie wyszliśmy jeszcze z okresu świąt, to może jakieś kolędy? 

Zasiadłam za klawiszami. Zaczęłam grać, a potem razem z dzieciakami zaśpiewałam

Wśród nocnej ciszy głos się rozchodzi:
Wstańcie, pasterze, Bóg się wam rodzi!
Czym prędzej się wybierajcie,
Do Betlejem pospieszajcie
Przywitać Pana.
Czym prędzej się wybierajcie,
Do Betlejem pospieszajcie
Przywitać Pana.

Poszli, znaleźli Dzieciątko w żłobie
Z wszystkimi znaki danymi sobie.
Jako Bogu cześć Mu dali,
A witając zawołali
Z wielkiej radości:
Jako Bogu cześć Mu dali,
A witając zawołali
Z wielkiej radości:

Ach, witaj Zbawco z dawna żądany,
Cztery tysiące lat wyglądany
Na Ciebie króle, prorocy
Czekali, a Tyś tej nocy
Nam się objawił.
Na Ciebie króle, prorocy
Czekali, a Tyś tej nocy
Nam się objawił.

I my czekamy na Ciebie, Pana,
A skoro przyjdziesz na głos kapłana,
Padniemy na twarz przed Tobą,
Wierząc, żeś jest pod osłoną
Chleba i wina.
Padniemy na twarz przed Tobą,
Wierząc, żeś jest pod osłoną
Chleba i wina.

-A znasz to? - spytała Marika - I zaczęła nucić "Hejże ino dyna dyna, narodził się Bóg dziecina"
-Oczywiście, że znam. - uśmiechnęłam się

I zaczęliśmy śpiewać 

Gore gwiazda Jezusowi w obłoku, w obłoku. 
Józef z Marią asystują przy boku, przy boku

Ref.:
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem

Wół i osioł w parze służą przy żłobie, przy żłobie
Huczą, buczą delikatnej osobie, osobie 

Ref.:
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem

Pastuszkowie z podarunki przybiegli, przybiegli
W koło szopę o północy obiegli , obiegli

Ref.:
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem


Anioł Pański sam ogłosił te dziwy , te dziwy
Których oni nie słyszeli jak żywi, jak żywi

Ref.:
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem

Anioł Pański kuranciki, wycina, wycina
Stąd pociecha dla człowieka jedyna, jedyna

Ref.:
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem

Już Maryja Jezuleńka powiła, powiła
Stąd wesele i pociecha zstąpiła, zstąpiła

Ref.:
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem

Gore gwiazda Jezusowi w obłoku, w obłoku
Józef z Marią asystują przy boku, przy boku

Ref.:
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem
Hejże ino dyna, dyna, narodził się Bóg dziecina
W Betlejem, w Betlejem

Zaśpiewaliśmy później jeszcze kilka kolęd. Skończyliśmy dopiero po 17.00. Rozstałam się z dzieciakami z uśmiechem na twarzy.
Kacper był na wózku, więc postanowiłam odprowadzić go do sali. Jego sala była na parterze, więc musiałam z piętra zjechać na parter. Weszliśmy do sali. Arek przeglądał coś w telefonie. 
Spojrzał się na mnie obojętnie i dalej skupił wzrok w telefon.
Pomogłam położyć się Kacprowi
-Kiedy teraz będziesz?
-Może w sobotę, albo dopiero w poniedziałek
-A nie możesz w niedzielę?
-Nie mogę
-A dlaczego? - zrobił takie słodkie oczka
-Do południa jestem w kościele, ponieważ gram i śpiewam, a po południu oglądamy rodzinnie skoki
-Puchar Świata?
-Tak, ale wcześniej jest Puchar Kontynentalny. Brat skacze, więc mu kibicuję.
-Rodziny piłkarzy mają szaliki, a wy co macie?
-Nic.. Moja mama ma taką koszulkę jak piłkarską, ale z nazwiskiem taty i bez numeru, ale to... Jak mój starszy brat był malutki
-Ile lat ma twój brat?
-w grudniu skończył 18
-Tez jest takim nadopiekuńczym bratem? - zaśmiał się Kacper
-Piotrek jest bratem typu "nienawidzę cię, daj mi spokój", ale też "Wiktoria, pomóż, potrzebuję rady, co mam zrobić" i jednocześnie "jestem twoim starszym bratem i nie pozwolę, aby ktoś cię skrzywdził" - zaśmiałam się
-Ale masz fajnie
-Muszę już lecieć. Tata zaraz przyjedzie, musimy wziąć klawisze..
-To twój tata je tutaj przywiózł?
-Tak. Już po 15.00
-Ale masz fajnie.
-Wszyscy mamy fajnie. Każdy z nas... - zaśmiałam się
I wyszłam z sali..
Arek jak nigdy nie był zgryźliwy. 


***
Arek przez czas trwania zajęć chciał napisać coś do Jessici, ale nie wiedział co. Mama napisała mu tylko krótkiego SMS-a z pytaniem, jak się czuje... A jak ma się czuć młody chłopak z białaczką.... Nienawidził życia i ludzi. Miał Ich dość. Media już pisały o tygodniowej nieobecności Arkadiusza Markiewicza na treningach i zgrupowaniu Wisły Kraków.. A on dalej nie powiedział kolegom i trenerowi o chorobie. 


----------------------------------------------------------------------------------------


                                    kiki2000

Komentarze