*Kasia*
Był koniec stycznia. Przygotowywaliśmy się do urodzin Izy. To już 9 lat, jak urodziłam ją podczas, gdy Kamil skakał w konkursie Pucharu Świata.
Urodziny wypadały w środę - w samym środku tygodnia. Dzień wcześniej pojechałam do pracy.
Założyłam
Zajęcia zaczęłam o 8:00, a skończyłam o 10:25.
Musiałam jednak jeszcze zostać w szkole na kilkadziesiąt minut. Pani z sekretariatu w końcu mnie "złapała". Musiałam podpisać pełno dokumentów.
- Naprawdę, panią jest ciężko złapać - zaśmiała się
- Naprawdę? - również się uśmiechnęłam - A byłam pewna, że mam naprawdę dużo godzin i ciągle jestem w szkole, ale też brak okienek robi swoje, zawsze miałabym wtedy czas.
- To jest pani jedyną, która nie ma tylu okienek
- Ja mam jedno, w czwartki.
Podpisałam więc wszystkie rozporządzenia i papiery. Pojechałam prosto na zakupy.
Najpierw spożywcze , aby upiec tort na urodziny, a potem pojechałam prosto do galerii handlowej.
Zauważyłam w jednym ze sklepów Magdę - przyjaciółkę Wiktorii. Uśmiechnęła się do mnie i powiedziała "dzień dobry". Odpowiedziałam jej i poszłam przeglądać spódnice. W pewnym momencie podeszła do mnie Magda i spytała
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale... czy Wiktoria dzisiaj jest w szpitalu?
- Tak - odpowiedziałam - Dzisiaj ma zajęcia
- Nic nie mówiła mi właśnie
- Zależy, miała chodzić co drugi dzień , ale czasami sama sobie ustala, w które dni przyjdzie.
- Widziałam się z nią w tamtym tygodniu, ale jakoś niechętnie mówi , co się dzieje w szpitalu
- Wiesz, Madziu.. Mi też niechętnie opowiada, sama jej mówiła, że to jest naprawdę coś ciężkiego... A ona za każdym razem wraca na onkologię.
- Kiedyś sama opowiadała, jak to tam wygląda... Straszne... Ale... ja już nie przeszkadzam. Do widzenia
- Do widzenia - odpowiedziałam
Wybrałam jedną plisowaną spódnicę i poszłam do przymierzalni. Wyglądałam w niej jak nastolatka - uśmiechałam się do siebie.
Zapłaciłam i wyszłam. Była już 15:30. Wróciłam do domu i wieczorem zaczęłam piec tort.
Wiktoria przyszła mi pomóc.
- Jak tam dzisiaj było w szkole? - spytałam
- Nawet dobrze - odpowiedziała mi jakoś bez uśmiechu
- A w szpitalu?
- Wiesz, mamo... - westchnęła - Co być mi poradziła?
- W czym?
- Jest taki chłopak - Arek, ma białaczkę i jest tak tym zdołowany, że wyżywa się na wszystkich i nie wiem, co mogę zrobić..
- Jeśli jest tak negatywnie nastawiony... Moim zdaniem... Nie rób nic, niech przeczeka przez chwilę
- Ale ile można czekać? Nikt go nie odwiedza, jego mama była tylko w momencie przyjęcia do szpitala.
- Nie ma rodziny?
- Nie wiem....
Upiekłyśmy więc tort, a gdy tylko go przystroiłam i odstawiłam, Wiktoria od razu poszła na górę do swojego pokoju.
Następnego dnia Izabela obchodziła swoje urodziny. Gdy wróciłam ze szkoły z pomocą męża udekorowałam dom i przygotowałam przyjęcie w salonie.
Poszłam na górę, aby się przebrać.
Założyłam
Złożyliśmy naszej córeczce życzenia i wręczyliśmy prezent.
Wiktoria również miała dla niej prezent. Zeszła po schodach ubrana w
Miała w ręku fioletową torebkę prezentową i wręczyła ją siostrze. Piotrka jeszcze nie było, był na treningu.
Urodziny rozpoczęły się o 17:00. Był Bronisław, a także rodzice chrzestni Izabelki - Natalia (kuzynka Kamila) z mężem i synem Hubertem, który ma już 7 lat, a także mój kuzyn - Janek z żoną Olą , przyjechali jednak bez dzieci.
Po życzeniach, prezentach i torcie zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia z jubilatką. Dopiero po 19:00 zjawił się Piotrek. Zmęczony po szkole i treningach. Przywitał się z nami, złożył życzenia swojej siostrze i poszedł na górę wziąć prysznic...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000



Komentarze
Prześlij komentarz