Numer 453 - Walentynki


*Wiktoria*

Przez następny tydzień nie przychodziłam w ogóle do szpitala... Nie chciałam spotykać się z Arkiem. Chociaż wiem, że mogłam go unikać, nie idąc po prostu do jego sali, to jednak nie chodziłam do szpitala w ogóle.

Walentynki wypadały w czwartek.

Rano nie miałam ochoty w ogóle iść do szkoły, a gdy widziałam rodziców pijących sobie z dzióbków, robiło mi się niedobrze na samą myśl, że Kamil Juszczak może coś głupiego wymyślić.

Po zjedzeniu śniadania poszłam na górę i ubrałam się w


Niechętnie pojechałam do szkoły i już przed samym wejściem chciałam zapaść się pod ziemię.
Kamil czekał na mnie pod drzwiami wejściowymi z czerwoną różyczką, a z oddali widziałam biegnącego Norberta, który machał mi, mając w ręku jakiś mały bukiecik kwiatów.
Nie wiedziałam zupełnie, jak temu zaradzić.
Stanęłam przed Kamilem, a on uśmiechał się do mnie szeroko.
- Wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek - powiedział do mnie i wręczając mi różyczkę, pocałował mnie w policzek..
Ja nie wiedziałam, jak się zachować, a Norbert stanął jak wryty..
- Kamil... - szepnęłam do niego
- Tak?
- Możemy wejść do środka?
- Tak.. - i złapał mnie za rękę i weszliśmy do szkoły.
Ale już na korytarzu puściłam jego dłoń.
- Dlaczego mnie złapałeś? - spytałam
- A... - zaciął się - A.... to my nie jesteśmy parą? - był zaskoczony
- Nie wiem, w którym momencie zrozumiałeś coś takiego? - byłam wyraźnie oburzona
- Wtedy mnie pocałowałaś... Więc myślałem.... - spuścił głowę i dalej czuł się nieśmiało
- Możemy porozmawiać po szkole? O której kończysz?
- 13:15
- Ja też - odpowiedziałam
- To pod szkołą będę na ciebie czekał
- Ok...

Poszłam sama do szafki i włożyłam do niej różyczkę.
Przez cały dzień nie mogłam się skupić.. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć Kamilowi, aby nie urazić przede wszystkim jego uczuć. Do tego była jeszcze sprawa Norberta, który przez wszystkie 6 lekcji siedział strasznie załamany na lekcjach


Gdy po skończonych lekcjach poszłam do szafki i przebrałam się oraz wzięłam różyczkę wyszłam przed szkołę.
Kamil już na mnie czekał.
- Hejka - powiedział
- Kamil.. - zaczęłam, ale nie wiedziałam, co powiedzieć dalej
- Może od początku - uśmiechnął się do mnie i położył dłoń na moim policzku
- Jakiego początku? - spytałam
- Ja cię kocham.. - szepnął do mnie i położył drugą dłoń na moim drugim policzku
- A ja.... A ja.... Ja nie wiem, co czuję... - powiedziałam i z moich oczu spłynęły dwie łzy...
Nie wiem, dlaczego się wzruszyłam, a Kamil patrzył mi prosto w oczy i delikatnie pocałował.... Odwzajemniłam jego pocałunek... A potem przytuliłam się do niego..
- Ja muszę wszystko sobie, Kamil, przemyśleć. - powiedziałam
- Rozumiem cię - odpowiedział mi - Ja na ciebie będę czekać.
- Będziesz? - spytałam
- Będę - pocałował mnie w policzek i rozstaliśmy się, każde z nas poszło w inną stronę

A ja nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić... Czy ja naprawdę go kocham? Czy to jakieś zauroczenie? Czy to w ogóle jest miłość, czy ja jestem  z nim tylko dlatego, że jest mi go szkoda, tak po ludzku....

Wsiadłam w autobus i pojechałam do szpitala. Zostawiłam różyczkę w szatni.

Idąc korytarzem spotkałam się z jednym z lekarzy odpowiedzialnym za wolontariat. Zaprosił mnie do swojego gabinetu
- Tak, Panie doktorze? - spytałam
- Musimy ci przyznać, że twoje zajęcia  z dziećmi są cudowne i dzieci są takie radosne... Przynoszą nam same korzyści.
- Miło mi - powiedziałam
- A co byś powiedziała na koncerty?
- Koncerty? - zaśmiałam się
- Chodzi nam o to, żeby dla starszych, ale nie tylko... Raz w tygodniu..
- Dobrze! - aż wykrzyknęłam z radości
- Zgadasz się, Wiktorio?
- Jak najbardziej! - powiedziałam - Tylko kiedy?
- Jutro chciałbym dogadać z tobą szczegóły, chyba, że ciebie jutro nie będzie...
- Postaram się być... A jak nie, to dopiero w poniedziałek
- Dobrze... Jak będziesz, to zgłoś się do mnie
- Dobrze

Pożegnałam się z lekarzem i poszłam odwiedzać oddziały.
Nie przejmowałam się już Kamilem. Wiadomość, a raczej propozycja od lekarza Jasińskiego sprawiła, że zapomniałam o nim.

Po wizycie na chirurgii, w końcu postanowiłam pójść na onkologię. Odwiedziłam tam każdą salę i gdy doszłam do ostatniej z nich, na końcu korytarza, po lewej stronie... Nie wahałam się, ani razu. Zapukałam najpierw i weszłam do środka.
Kacper aż wykrzyknął moje imię:
- Wiktoria!! Nareszcie jesteś!!
Podeszłam do niego i przytuliłam się do Kacpra
- Czemu nie przychodziłaś? - spytał
A ja spojrzałam się w tym momencie na Arka, który również kątem oka przyglądał się mi..
- Tak jakoś wyszło, przepraszam cię bardzo
- Co dostałaś na Walentynki? - spytał
A ja uśmiechnęłam się
- Różyczkę - uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i poprawiłam kosmyk włosów, który opadał na moją twarz
- Od adoratora?  - zaśmiał się
A mi nie było do śmiechu
- Można tak powiedzieć - odpowiedziałam smutno
Nagle przyszła pielęgniarka i musiała zabrać Kacpra na kolejne badania.
- Znowu? - spytał Kacper
- Niestety - powiedziała pielęgniarka i poszli razem
A ja siedziałam tyłem do Arka... Martwiłam się o Kacpra
Nagle Arek odchrząknął
- Przepraszam - powiedział
A ja przez chwilę nie dowierzałam, że on coś takiego w ogóle powiedział
Odwróciłam się do niego
- Nie chcę wyjść na niemiłą, ale chyba się przesłyszałam... - powiedziałam dość spokojnie, a nie jak zwykle sarkastycznie.
- Przepraszam cię, że tak ostatnio na ciebie naskoczyłem, nie powinien na ciebie tak naskakiwać, nie jesteś niczego winna. I mam świadomość, że to przeze mnie nie przychodziłaś tutaj do nas...
Wstałam z krzesła obok łóżka Kacpra i usiadłam na krześle przy Arku
- To ja ciebie powinnam przeprosić  - powiedziałam cicho - Nie powinnam się wtrącać w twoje życie prywatne, w ogóle nie powinno mnie to obchodzić...
Arek spojrzał się na mnie..
- Ale uświadomiłaś mi, że naprawdę między mną a Jessicą jest źle.. Jeszcze mnie nie odwiedziła..
- A w ogóle wie, że tutaj jesteś? - spytałam
- Tak, wie..
- Dzwoniła do ciebie w ogóle?
- Nie... Na wiadomości już nie odpisuje...
- Arek... Ja nie chcę się wtrącać, ale... jeśli ona się tobą nie przejmuje, nie interesuje się twoim stanem zdrowia, nie wspiera cię... To ten związek nie ma sensu
- Wiem - odpowiedział - Też to ostatnio zrozumiałem, ale zrozumiałem, że jedynymi osobami, które się mną interesują, to władze kluby.
- Ostatnio twoi wygrali - powiedziałam... - 3 do 2..
- Naprawdę? - uśmiechnął się - Nawet nie śledzę tych newsów... A kto strzelił?
- Wojciechowski dwie bramki , a trzecia to z karnego... Jakiś.. Dudej...
- Tak, Dudej - potwierdził - Ukrainiec
- A ty, jak się czujesz?
- A jak się mam czuć... - uśmiech już znikł z jego twarzy  - Będą teraz mi robić przeszczep szpiku kostnego.... A jak to się nie uda.... To została tylko chemioterapia.
Nagle, odruchowo złapałam go za rękę
- Uśmiechnij się - powiedziałam - Wszystko będzie dobrze.
- Ale ja w to nie wierzę.
- Ale musisz uwierzyć, że wszystko będzie dobrze - powiedziałam i złapałam go jeszcze mocniej - Nie możesz się załamywać
- Ale jak mam się nie załamywać, jak ja mogę nie wrócić już nigdy do piłki?
Spojrzałam się na niego i szczerze uśmiechnęłam się.
- Mój tata miał pełno kontuzji.... Był ciężko ranny w wypadku samochodowym, a potem.... wracał na skocznię jeszcze mocniejszy. I ja po prostu wierzę, że z tobą będzie tak samo.
- Tylko gdybym ja tak umiał uwierzyć w siebie...
Patrzyłam się na niego i jakaś dziwna siła sprawiła, że zapomniałam o tym, że nazywałam go gburem...
On również patrzył się na mnie swoimi cudownymi oczami.. Dlaczego cudowne? Bo ich kolor jest niespotykany...
Ścisnął mnie mocniej.... i powiedział
- Powiedz mi coś o sobie
Uśmiechnęłam się i zachichotałam
- A co mam ci powiedzieć?
- O swojej rodzinie... Jacy jesteście.... Co lubisz robić...
- Nie wiem... Od czego zacząć... - speszyłam się trochę
- Od początku.. - uśmiechnął się szczerze
I widziałam w jego uśmiechu jakąś nieopisaną energię.
- A więc... Nazywam się Wiktoria Stoch i każdemu przytakuję, mówiąc "tak, od tego Stocha" - zaśmiałam się.. Arek też - Mam piątkę rodzeństwa, jednego starszego brata , trzech młodszych braci, w tym bliźniaków oraz młodszą siostrę... Tata obecnie opiekuje się moimi najmłodszymi braćmi, ale zajmuje się klubem, sklepem... jest na sportowej emeryturze. Mama jest nauczycielką historii....
- Opowiedziałaś tak.. bez uczuć.. - powiedział do mnie - A ja chcę prawdę od ciebie...
- Prawdę? - spytałam - A więc... To, że mam takie nazwisko, często mi przeszkadza. Kocham śpiewać i grać.... Ja nie widzę innego sensu mojego życia. Śpiewam w kościele, jestem organistką, prowadzę tutaj zajęcia... Doszłam do półfinału The Voice Kids...
- Naprawdę?
- Tak, tylko, że zawsze byłam przedstawiana, jak córka Kamila Stocha - wybitnego skoczka narciarskiego... Nawet jak wygrałam konkurs pieśni patriotycznych w Krakowie, czyli etap wojewódzki, to i tak pisano o mnie, że córka Kamila Stocha wygrała konkurs... To jest naprawdę uciążliwe. Mój starszy brat - Piotrek, skacze na nartach i również znany jest z tego na skoczni, że ma takiego ojca... Rodzice jego dziewczyny nie chcieli się zgodzić na ich związek, ponieważ nie chcą sławy i rozgłosu... Czyż to nie jakiś nonsens? - zaśmiałam się
- Zaśpiewaj mi coś.... - powiedział całkiem poważnie - Coś wesołego... Żywego..
- Ja? - zawstydziłam się
- Tak... Ty...
Spojrzałam się na niego
- Znasz Annę German? - spytałam
- Nie...
- Kobieta o anielskim głosie... Musisz znać... "Człowieczy Los", "Tańczące Eurydyki", "Nadzieja", "Być może", "Echa miłości" - pełna entuzjazmu wykrzyczałam
- Nie znam, ale tytuły są takie... smutne...
- Ale ty chcesz coś wesołego.. - zauważyłam
- Chcę

Dalej trzymałam jego dłoń, nie umiałam jej puścić.. a drugą poprawiłam kosmyki włosów, które opadały mi na twarz
- Nazywali ją białym aniołem... Zmarłą zbyt wcześnie...  - powiedziałam, spuściłam głowę na chwilę.. Przypomniałam sobie szybko tekst i nagle zaczęłam śpiewać

Świt się nagle zarumienił, gdy przez okno ujrzał nas
A na straży stanął w sieni, pojednany z nami czas
A na straży stanął w sieni, pojednany z nami czas
Spoza ramion, Twych widziałam w górę mknący słońca krąg
I o wszystkim zapomniałam, przytulona do twych rąk

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła,
Więcej dla mnie znajdź

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła,
Więcej dla mnie znajdź

Dwie szuflady listów miałam, które przysyłałeś mi
A ja żebyś przyszedł chciałam i zapukał do mych drzwi
A ja żebyś przyszedł chciałam i zapukał do mych drzwi
Kwiatów na balkonie spytaj jak wyglądam cię co dnia
Jak w marzeniach mych Cię witam, każdy z nich Twe imię ma...

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła
Więcej dla mnie znajdź

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła,
Więcej dla mnie znajdź...


A potem w rytm zanuciłam "Laj, laj , laj"

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła,
Więcej dla mnie znajdź...

A ja, gdy śpiewałam, byłam jak w transie.. Ja to po prostu kocham robić... Arek patrzył się na mnie i był... oczarowany?
- Ty również masz anielski głos.... - powiedział po chwili.. - Zaśpiewaj mi jej coś jeszcze...
- Ale tych znanych hitów ci nie zaśpiewam - zaśmiałam się
- Dlaczego?
- Sam je musisz poznać..
- Ale twój cudowny głos naprawdę jest anielski
- Oj... - powiedziałam - Nie słódź mi tak - zaśmiałam się

Poprawiłam ponownie włosy i uśmiechając się do Arka, zaczęłam śpiewać

Tak chciałabym dać ci kochanie
Kilka gwiazdek na pierwsze śniadanie
I rogal księżyca, a na wety
Tylko jak go tu ściągnąć niestety
Kupiła bym ci me kochanie
Małe słońce , prywatne wydanie
By rozjaśnić Twój każdy dzień życia
tylko powiedz gdzie jest do nabycia

Wszystko co piękne na ziemi i niebie
chciałabym miły mój zdobyć dla ciebie
Wszystko co piękne na ziemi i niebie
chciałabym miły mój zdobyć dla ciebie

Kupiła bym ci me kochanie
Łut szczęścia w srebrnym celofanie
Ale nie wiem gdzie tu w jakim samie
Luksusowy towar ten dostanę
Kupiła bym ci me kochanie
Mleczną drogę na spacerowanie
Tylko trudno ją tu przenieść z nieba
To też z żalem wyrzec się jej trzeba

Wszystko co piękne na ziemi i niebie…

I tak widzisz moje Kochanie
Co z wszystkich mych życzeń zostanie
Zamiast gwiazdek z nieba i słońca
Tylko miłość wierna ma gorąca
Tylko miłość lecz czy to rzecz mała
Czy cenniejsza nad inne bo trwała
Niezniszczalna … już na to pytanie
Chyba sam odpowiesz mi kochanie ?

Zamiast cudeniek na ziemi i niebie
Dałam Ci Serce Me , Dałam Ci Siebie
Zamiast cudeniek na ziemi i niebie
Dałam Ci Serce Me , Dałam Ci Siebie...

Widziałam, że uśmiechał się do mnie... A jego dołeczki sprawiały, że się jakoś... zarumieniłam.
- Ile te piosenki mają lat? - spytał
- Są z lat 70. - odpowiedziałam
- O miłości.. - westchnął
- Te tak... - powiedziałam - W końcu dzisiaj Walentynki
- Nie powinnaś spędzać ich z chłopakiem? - spytał
- To zbyt skomplikowane - odpowiedziałam - Tak jakby go nie mam
- Jak taka dziewczyna, jak ty może być samotna? - spytał
I nagle zrozumiałam, że chyba sytuacja zabrnęła tego dnia za daleko...
Speszyłam się i puściłam jego rękę.
- Przepraszam - powiedziałam - Muszę wracać już do domu....
- Już? - spytał
- Tak
Gdy się podnosiłam, złapał mnie za rękę
- Poczekaj - powiedział
- Tak?
- Chcę ci powiedzieć... Żebyś wiedziała.... Że.... Dziękuję ci za dzisiaj... Zapomniałem przy tobie o moich problemach...
- Nie ma za co - powiedziałam - W końcu jestem wolontariuszką
Puściłam jego rękę i jak najszybciej opuściłam salę..
Gdy tylko z niej wyszłam.. Usiadłam na krześle na korytarzu... A serce biło mi jak szalone....
- Boże... - szepnęłam - Co się ze mną dzieje.... Co się dzieje.....

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                          kiki2000

Komentarze