Numer 455 - Pierwszy koncert

Nadeszła niedziela. Chociaż mama mi powtarzała, że nie mam się czego bać, ponieważ występowałam przed większą publicznością, a nawet w telewizji, bardzo chciałam, aby wszystko wypadło znakomicie.

Po powrocie z kościoła siedzieliśmy wszyscy w kuchni i jedliśmy obiad. Piotrek jak zwykle był na zawodach.
- Rozmawiałem ostatnio ze sztabem PZN - odezwał się tata
- A coś się stało? - spytała mama
- Mówili mi, że w kolejnym periodzie dostaliśmy dodatkową kwotę startową, chcą jakiegoś chłopaka z kadry B na Raw Air wziąć...
- Mówili coś więcej? - spytałam
- Może Piotrek! - wykrzyknęła Iza
- Właśnie myślą o naszym Piotrku - odezwał się tata
- Naprawdę?! - mama aż podskoczyła z radości
- Tak, ale nie jestem pewien, czy to będzie dla niego dobre - tata był lekko zawiedziony
- Ale dlaczego? - spytała mama
- Raw Air to mordercze dni, nie będzie go przez dwa tygodnie, będzie skakał codziennie i to na wysokim poziomie, bo każdy skok się liczy do łącznej klasyfikacji...
- Moim zdaniem nasz syn sobie poradzi, w końcu ma to we krwi - uśmiechnęła się mama
- Tak, ale nie wiem, czy to będzie dobre, aby nasz syn przeskoczył tak szybko z kadry B do kadry A pod koniec sezonu.
- Zawsze to jednak jakieś doświadczenia - powiedziała mama
- A po drugie Patrycja będzie go wspierać - uśmiechnęłam się
- Ostatnio właśnie Patrycja do nas nie przychodzi - zauważył Karol
- Piotrka też nie ma w domu, ciągle tylko skacze i skacze - dopowiedziała swoje trzy grosze Iza
- Młody jest, cały wielki świat przed nim - powiedziała mama - Może Patrycja już niedługo będzie jeździła na gale do Warszawy - zaśmiała się
- A wy? Nie zostaliście zaproszeni w tym roku?  - spytałam
- Byliśmy, ale stwierdziliśmy, że w tym roku nie pojedziemy, może w kolejnym, jak będzie taka możliwość
- Też bym chciała jeździć na takie gale.. - zaczęłam marzyć
- Może ty będziesz odbierać za Piotrka, bo Juszczak i sport to dwie proste, które nigdy się nie przetną - odezwała się mama
A ja spojrzałam się na nią z wielkim zaskoczeniem
- Jak to?! - spytałam
- Myślisz, że ukryjesz coś takiego przed nami? - mama się uśmiechnęła -Pamiętaj, że rodzice wiedzą zawsze o wiele więcej
- Ale skąd wy w ogóle.... - byłam w szoku
- Chyba nie będę ci opisywać, jak bardzo Kamil był szczęśliwy i opowiadał wszystkim kolegom z klasy o nowej dziewczynie. Jako wychowawca chcę wiedzieć o wielu rzeczach. Więc już się dowiedziałam
- Mamo.. - westchnęłam
- Kochanie.. - odezwał się tata - Życzymy ci wszystkiego dobrego z tym chłopakiem, ale jest nam przykro, że... że nic nam nie powiedziałaś.
- Przepraszam, ale dla mnie to też nowa sytuacja i tak do końca to nie wiem, czy ja go kocham... - westchnęłam jeszcze bardziej
- Jak to? - spytała mama
- Tak to - odpowiedziałam i wstałam od stołu. Była już 13:00 - Przepraszam was, ale muszę się przyszykować...

Pobiegłam na górę. Gdy wzięłam telefon do ręki, miałam prawie 40 nieprzeczytanych wiadomości od Kamila. Pisał mi różne miłe rzeczy, jak bardzo mnie kocha i w ogóle i chciał się bardzo spotkać, ale ja po prostu go zbyłam. Napisałam, że jadę do babci, choć tak naprawdę zaraz musiałam wychodzić na mój występ w szpitalu.
Odłożyłam telefon i przebrałam się w


Włosy  rozpuściłam i delikatnie podkręciłam lokówką. Jeszcze na koniec dodałam trochę cieni do oczu i delikatną pomadkę.

Zeszłam na dół, a mama powiedziała tylko głośne "Wow"
Spojrzałam się na nią
- I jak?  - spytałam
- Wyglądasz cudownie - powiedziała - Moja córeczka!
Przytuliłam się delikatnie do mamy.
Tata zrobił nam wspólne zdjęcie, później mama stanęła przede mną i tatą i zrobiła mi zdjęcie z tatą :)

Mama zawiozła mnie do szpitala razem z moim kontrabasem.
Biegałam po całym szpitalu. Marcel z mojej klasy już czekał na mnie z klawiszami.
- Już jesteś! - powiedział do mnie
- Hej! - powiedziałam i zostawiłam przy nim mój kontrabas - Popilnujesz? - spytałam - Muszę jeszcze kogoś odwiedzić!
- Ok - powiedział - Jest dopiero 15:30. Masz jeszcze chwilkę!
- Dzięki ci bardzo!

Pobiegłam do sali Kacpra i Arka. Kacper akurat jadł obiad, bo wcześniej był po badaniach i nie mógł jeść
- Cześć, chłopaki! - powiedziałam, wchodząc na salę
Arek spojrzał się na mnie i zrobił wielkie oczy.
- Gotowa? - spytał Arek
- Tak - odpowiedziałam
- Wszystko będzie dobrze....
- Mam nadzieję - westchnęłam, ale pokazałam mu, jak drżą mi ręce
Arek podniósł się na łóżku i usiadł.
- Ostatnio zacząłem trenować - powiedział - Już zaczynam chodzić po miesięcznym leżeniu.
- Cieszę się  - powiedziałam
- Gdzie masz ten występ? - spytał
- Tutaj, w tej sali obok.
- Aha...
- To... to... - zacięłam się przez chwilę - To ja już pójdę.


Wyszłam więc z sali. Poszłam jeszcze do łazienki, poprawiłam delikatnie fryzurę i weszłam do sali. Klawisze i kontrabas już czekały. Mikrofon na środku również.
A niektóre krzesła były już zajęte nie tylko przez pacjentów, ale i też lekarzy, pielęgniarki.
Sala zapełniła się po brzegi chwilę przed 16:00.  Byłam jeszcze za kulisami, gdy jeden z lekarzy zaprosił wszystkich do środka i powiedział, że ma nadzieję, że takie koncerty będą częściej.
- A teraz przed państwem... Wiktoria Stoch!
Wyszłam więc na scenę przy ogromnych brawach. Stanęłam przed mikrofonem
- Dzień dobry, państwu! - powiedziałam z uśmiechem i gdy spojrzałam się na tych wszystkich ludzi... Zauważyłam w połowie rzędu Arka... Serce zabiło mi mocniej.

Marcel zasiadł za klawiszami , a ja wzięłam na chwilę kontrabas. Zagraliśmy wspólnie krótki początek, a potem odstawiłam mój instrument i zaczęłam śpiewać.... W głowie miałam tylko jedną myśl "Z dedykacją dla Arka"

W kawiarence na rogu
każdej nocy jest koncert.
Zatrzymajcie się w progu,
Eurydyki tańczące.
Zanim świt pierwszy promień
rzuci smugą na ściany,
niech was tulą w ramionach
Orfeusze pijani.

Płyną gwiazdy jak stulecia,
noc kotary mgły rozwiesza.
Na tańczące Eurydyki
koronkowy rzuca szal.
Rzeka śpiewa pod mostami,
tańczy krzywy cień latarni,
o rozwarte drzwi kawiarni
grzbiet ociera czarny kot.
Kto ma takie dziwne oczy?
Eurydyka, Eurydyka!
Kto ma takie dziwne usta?
Eurydyka, Eurydyka!
Już niedługo na widnokrąg
świt różowy spełznie wolno,
mgły rozwieją się jak przędza,
zbledną światła, pryśnie czar.

Wiatr się zerwał w zaułkach,
trąca drzewa jak struny.
Czy to śpiewa Orfeo,
czy to drzewa tak szumią?
Na wystawę w drogerii
czarny kot cicho wraca,
zanim kogut zapieje,
musi wtopić się w zapach.

Rzeka szemrze pod mostami,
znikł już szary cień latarni,
wchodzą ludzie do kawiarni,
na ulicy zwykły gwar.
A wiatr tańczy ulicami,
wiatr kołuje jak pijany,
i rozwiesza na gałęziach
z pajęczyny tkany szal.
Kto ma takie dziwne oczy?
Eurydyka, Eurydyka!
Kto ma takie dziwne usta?
Eurydyka, Eurydyka!
A wiatr tańczy ulicami,
wiatr kołuje jak pijany,
mgły rozwiały się jak przędza,
został tylko, został tylko, czarny kot.

A publiczność była osłupiona... Uśmiechnęłam się więc i zaczęłam śpiewać kolejną piosenkę z 10 wybranych przeze mnie utworów. Wstęp również zagrałam na moim kontrabasie, a potem zaśpiewałam :

Może kiedyś był ktoś inny,
ktoś piękniejszy,
ktoś wierniejszy.
Może tęsknił do swych wspomnień.
Może kochał tak jak ja.
Może świty go budziły wschodem słońca najwcześniejszym,
lecz czy poznał wielką miłość i jej smak?


Jesteś moją miłością
niewyznaną, ukrywaną tyle lat.
Z tobą się splotły marzenia
jak warkocze srebrnych nocy pełnych gwiazd.
Jesteś moją miłością,
kiedy marzę wiatr powtarza słowa te,
że jesteś moją miłością niekłamaną, ukrywaną jak najdroższy w życiu skarb.
Ty jesteś moją miłością
- dziś już wiesz.
(śpiewając po raz pierwszy refren spojrzałam się na Arka, a on na mnie. I nasz wzrok nie uciekał. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy, to było coś niesamowitego. Śpiewałam do niego o miłości, chociaż kilka dni wcześniej związałam się z Kamilem... Czy to nie nonsens?)

Może gdyby to powiedział
ktoś piękniejszy,
ktoś kochany,
może w oczach by z wrażenia
zawirował cały świat.
Może słowa by cieszyły,
a odpowiedź była lżejsza.
Gdyby serce przemówiło,
że to ja.


Jesteś moją miłością
niewyznaną, ukrywaną tyle lat.
Z tobą się splotły marzenia
jak warkocze srebrnych nocy pełnych gwiazd.
Jesteś moją miłością,
kiedy marzę wiatr powtarza słowa te,
że jesteś moją miłością niekłamaną, ukrywaną jak najdroższy w życiu skarb.
Ty jesteś moją miłością
- dziś już wiesz.

A publiczność dalej patrzyła na mnie w osłupieniu. Nie wiedziałam o co chodzi... Czy bym naprawdę śpiewała tak tragicznie, że nie wiedzieli jak się zachować i woleli to przemilczeć?
Nastroiłam się więc do kolejnej piosenki, tym razem rosyjskiej.

Pakrojetsja nieba pylinkami zwjozd
I wygnutsja wietwi uprugo
Tiebja ja usłyszu za tysjaczu wjorst
My echo, my echo
My dołgaje echo drug druga
My echo, my echo
My dołgaje echo drug druga

I mnie do tiebja gdie by ja nie była
Datronućsja siercjem nie trudna
Apiać nas ljubow za saboj pazwała
My nieżnasć, my nieżnasć
My wiecznaja nieżnasć grug druga
My nieżnasć, my nieżnasć
My wiecznaja nieżnasć grug druga

I dażie w kraju napołzajuscziej ćmy
Za grańju smiertelnaga kruga
Ja znaju s taboj nie rasstaniemsja my
My pamjać, my pamjać
My zwiezdnaja pamjać grug druga
My pamjać, my pamjać
My zwiezdnaja pamjać grug druga

My echo, my echo
My dołgaje echo drug druga
My echo, my echo
My dołgaje echo drug druga

  I wtedy zobaczyłam, jak ludzie wręcz płaczą.. Na czele z doktorem Jasińskim, który siedział z boku i zakrył twarz rękoma... Jednak ja byłam nadal całkiem poważna. Przeszłam zgrabnie do kolejnej piosenki. I gdy Arek usłyszał pierwsze nuty, uśmiechnął się. Pamiętał... Śpiewałam mu to ostatnio.. Tę piosenkę zaśpiewałam razem z moim instrumentem. Kontrabas grał tutaj pierwszą rolę.


Tak chciałabym dać ci kochanie
Kilka gwiazdek na pierwsze śniadanie
I rogal księżyca, a na wety
Tylko jak go tu ściągnąć niestety
Kupiła bym ci me kochanie
Małe słońce , prywatne wydanie
By rozjaśnić Twój każdy dzień życia
tylko powiedz gdzie jest do nabycia

Wszystko co piękne na ziemi i niebie
chciałabym miły mój zdobyć dla ciebie
Wszystko co piękne na ziemi i niebie
chciałabym miły mój zdobyć dla ciebie

Kupiła bym ci me kochanie
Łut szczęścia w srebrnym celofanie
Ale nie wiem gdzie tu w jakim samie
Luksusowy towar ten dostanę
Kupiła bym ci me kochanie
Mleczną drogę na spacerowanie
Tylko trudno ją tu przenieść z nieba
To też z żalem wyrzec się jej trzeba

Wszystko co piękne na ziemi i niebie

chciałabym miły mój zdobyć dla ciebie
Wszystko co piękne na ziemi i niebie
chciałabym miły mój zdobyć dla ciebie

I tak widzisz moje Kochanie
Co z wszystkich mych życzeń zostanie
Zamiast gwiazdek z nieba i słońca
Tylko miłość wierna ma gorąca
Tylko miłość lecz czy to rzecz mała
Czy cenniejsza nad inne bo trwała
Niezniszczalna … już na to pytanie
Chyba sam odpowiesz mi kochanie ?

Zamiast cudeniek na ziemi i niebie
Dałam Ci Serce Me , Dałam Ci Siebie
Zamiast cudeniek na ziemi i niebie
Dałam Ci Serce Me , Dałam Ci Siebie...


 I przez całą piosenkę uśmiech nie schodził nam obojgu z ust. Jego wsparcie było dla mnie tak ważne... Naprawdę, dawało mi siłę.

Uśmiechnęłam się więc i zaczęłam śpiewać dalej

Pocałunków tyle
dałam szaławile,
a on przenajsłodsze chwile
podarował mnie.
Mrużył czarne ślepie,
śpiewał mi o stepie.
A mnie było z nim najlepiej,
a bez niego źle.

A la la la la …

To dopiero radość była, gdy się zjawił
najszaleńszy szaławiła wśród szaławił,
wiatr mu do mnie trafić pomógł,
przyprowadził aż do domu
i wiedziałam, że nikomu nie dam go!
A la la la la ..
I wiedziałam, że nikomu nie dam go!

Ale dzisiaj z rana
szepnął mi: kochana,
już mnie kusi dal nieznana,
już mi pora w świat.
Widzę już go niesie,
niby wilka w lesie.
A jak ruszył w złotą jesień
zginął po nim ślad.
A la la la la …

Czmychnął sobie szaławiła i ma frajdę,
nie wie, że choć go zgubiłam, to go znajdę.
Czy to Kutno, czy to Gniezno,
niech się włóczy w noc bezgwiezdną,
ale diabli go nie wezmą tylko ja!
A la la la la …
Ale diabli go nie wezmą tylko ja!


Przyszedł czas na ostatnią taką wesołą piosenkę. Arek, gdy ponownie usłyszał melodię uśmiechnął się delikatnie, a ja odwzajemniłam jego uśmiech.

Świt się nagle zarumienił, gdy przez okno ujrzał nas
A na straży stanął w sieni, pojednany z nami czas
A na straży stanął w sieni, pojednany z nami czas
Spoza ramion, Twych widziałam w górę mknący słońca krąg
I o wszystkim zapomniałam, przytulona do twych rąk

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła,
Więcej dla mnie znajdź

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła,
Więcej dla mnie znajdź

Dwie szuflady listów miałam, które przysyłałeś mi
A ja żebyś przyszedł chciałam i zapukał do mych drzwi
A ja żebyś przyszedł chciałam i zapukał do mych drzwi
Kwiatów na balkonie spytaj jak wyglądam cię co dnia
Jak w marzeniach mych Cię witam, każdy z nich Twe imię ma...

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła
Więcej dla mnie znajdź

Jedna chwila, jedna chwila wystarczyła
Takich chwil mi więcej daj
Chwil, o których każdej nocy będę śniła,
Więcej dla mnie znajdź...

 

W tym momencie Marcel zagrał trochę smutniejszą melodię, a moja publiczność patrzyła się na mnie i czekała co teraz zrobię.

Otwarto drogę nam do gwiazd
już przyciągania zrzucamy brzemię
nadejdzie pora, przyjdzie czas porzucić Ziemię.
Znajdziemy może inny sens
i inne szczęście będzie nam dane.
I zapomnimy, zapomnimy gorycz klęsk wśród

obcych planet.
A kiedy polecimy tam
i za tęsknota ruszymy w pościg.
zaświeci stara ziemia, zaświeci Nam światłem miłości.

Westchniemy Ziemio pusto Nam
[ pusto nam ]
Wśród nieskończonych świateł i cieni
[ świateł i cieni ]
Zadamy starym , starym słowom kłam
[ starym słowom kłam ]
Nie tak jest w niebie jako na Ziemi
[ jako na ziemi ]
Zgadniemy czego , czego Nam jest brak
i zrozumiemy czego Nam trzeba
I zawołamy to nie tak , to nie tak
[ nie tak ] nie tak [ nie tak ] nie tak [ nie tak ]
Za mało ziemi zbyt dużo , dużo nieba

Dalekie światło wezwie nas
i powrócimy z czarnych przestrzeni
w najdroższy
niegasnący blask x 3
jedynej ziemi
[wiernej nam] jedynej Ziemi x 3


Teraz postanowiłam znowu na rosyjską piosenkę.

Svetit neznakomaya zvezda
Snova my otorvany ot doma
Snova mezhdu nami goroda
Vzletnyye ogni aerodroma
Zdes' u nas tumany i dozhdi
Zdes' u nas kholodnyye rassvety
Zdes' na neizvedannom puti
Zhdut zamyslovatyye syuzhety

Nadezhda - moy kompas zemnoy
A udacha - nagrada za smelost'
A pesni dovol'no odnoy
Chtob tol'ko o dome v ney pelos'

Ty povep', chto zdes' izdaleka
Mnogoye tepyayetsya iz vidu
Tayut grozovuye oblaka
Kazhutsya nelepymi obidy
Hado tol'ko vyuchit'sya zhdat'
Hado byt' spokoynym i upryamym
Chtob poroy ot zhizni poluchat'
Radosti skupuye telegrammy

Nadezhda - moy kompas zemnoy
A udacha - nagrada za smelost'
A pesni dovol'no odnoy
Chtob tol'ko o dome v ney pelos'

I zabyt' po-prezhnemu nel'zya
Vse, chto my kogda-to nedopeli
Milyye ustalyye glaza
Siniye moskovskiye meteli
Snova mezhdu nami goroda
Zhizn' nas razluchayet, kak i prezhde
V nebe neznakomaya zvezda
Svetit, slovno pamyatnik nadezhde

Nadezhda - moy kompas zemnoy
A udacha - nagrada za smelost'
A pesni dovol'no odnoy
Chtob tol'ko o dome v ney pelos'


Zostały mi jeszcze 2 utwory do końca.

Być może, gdzie indziej są ziemie piękniejsze
i noce gwiaździstsze, i ranki jaśniejsze,
być może, bujniejsza, zieleńsza jest zieleń
i ptaki w gałęziach śpiewają weselej.

Być może, gdzie indziej... lecz sercu jest droższa
piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza.

Są zmierzchy na fiordach i cienie piramid,
i zorze polarne, i sen pod palmami,
stubarwne motyle, baśniowe ogrody
i miasta w ogrodach cudownej urody.

Być może, gdzie indziej... lecz sercu jest droższa
piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza.

Być może, być może, że wszystko gdzieś lepsze
i ptaki, i gwiazdy, i śpiew, i powietrze,
że były gdzieś nawet szczęśliwsze narody
i drzewa wdzięczniejsze od wierzby u wody.

Być może, gdzie indziej... lecz sercu jest droższa
piosenka nad Wisłą i piasek Mazowsza.


I na koniec zostawiłam absolutny hit Anny German. Marcel zagrał emocjonunący wstęp do utwory A. German.

A ja zaczęłam śpiewać...

Człowieczy los nie jest bajką ani snem.
Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
Człowieczy los niesie z sobą żal i łzy.
Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły.

Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.

Uśmiech odsłoni przed tobą siedem codziennych cudów świata.
Tęczowym mostem zapłonie nad dniem, co ulata.
Marzeniom skrzydeł doda, wspomnieniom urody.
Pomoże strudzonemu pokonać przeszkody.

Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.

Uśmiechaj się, uśmiechaj się!


I zakończyłam piosenkę z uśmiechem na ustach. I gdy po dłuższej chwili wszyscy, ci co mogli wstali i zaczęli klaskać... Ukłoniłam się i uśmiechnęłam i nagle zobaczyłam, że Arek zamaszyście wstał i zdenerwowany wyszedł z sali.... Zrobiło mi się strasznie smutno.. Powstrzymywałam oczy od płaczu. Starałam się, on mnie wspierał, a teraz co? Uciekł... Wyszedł... Tak po prostu...


A ci ludzie nadal tak stali i bili mi brawo. Ukłoniłam się jeszcze raz i powiedziałam do mikrofonu.

- Dziękuję państwu bardzo za uwagę. Mam nadzieję, że chociaż osłodziłam Państwu trudy tego szpitalnego życia i oderwałam Państwa od rzeczywistości.

Zeszłam ze sceny, a wręcz z niej zbiegłam. Nie wzięłam nawet torebki, tylko chciałam pobiec za Arkiem. Pielęgniarki  i lekarze zaczepiali mnie , gratulując i chwaląc mój talent. Jedna z pielęgniarek popłakała się nawet. Jednak ja odpowiadałam im zdawkowo. Chciałam teraz znaleźć tylko Arka. Nic nie miało dla mnie takiego znaczenia.

Weszłam do jego sali. Kacpra nie było, a Arek nie zdążył się jeszcze położyć na łóżku, stał na środku sali

- Arek... - powiedziałam

- Wiktoria? - odwrócił się w moją stronę

Popatrzeliśmy sobie prosto w oczy... Nie wiedziałam, czy mogę się rozpłakać, więc chciałam powstrzymać łzy.

- Udało mi się... Wszystko mi się udało... Było dobrze... Był wspaniale - powiedziałam - Tak jak mi mówiłeś... Wypadło wszystko bardzo dobrze - Arek jednak nic mi nie powiedział, stał tylko i patrzył się na mnie - Arek.... Nic nie powiesz?

Arek podszedł jednak do mnie o kilka kroków bliżej. Nasza odległość była bardzo bliska i bardzo niebezpieczna.

- Wyszedłeś... - zapłakałam - Wyszedłeś i zostawiłeś mnie tam.. A ja myślałam, że ty mnie wspierasz, że trzymałeś za mnie kciuki.. Uśmiechałeś się... Nie podoba ci się? - płakałam coraz bardziej

I nagle Arek złapał mnie za rękę i przyciągnął ku sobie. Wtuliłam się w jego umięśnioną klatkę piersiową...

- Arek... Czemu ty nic nie mówisz? - spytałam

Arek jednak pogłaskał mnie po głowie...

- Nie mogłem znieść ... - zaczął

- Czego? Tego, że śpiewam? Nie lubisz muzyki? Nie lubisz artystów?!

- Nie.... Nie mogłem znieść, że... że nie śpiewasz tylko dla mnie...

W tym momencie spojrzałam się na niego, dalej będąc w niego wtulona...

- Arek.. Co ty mówisz? - spytałam

I gdy nagle zobaczyłam, że niebezpiecznie nasze twarze się do siebie zbliżają, ktoś wszedł niepostrzeżenie do sali... Była to pielęgniarka, a my odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni.

- Panie Arku - powiedziała - Pan nie może wstawać

- Ale ja byłem na występie... - powiedział trochę zmieszany

- Rozumiem... Wiktoria ma cudowny głos...

- Anielski - poprawił pielęgniarkę

- Och tak.. Anielski... A wybranie repertuaru Anny German było strzałem w dziesiątkę - zwróciła się do mnie - Mam nadzieję, że niedługo będzie kolejny koncert.

- Zobaczymy - powiedziałam - Ale ja już nie przeszkadzam, wpadnę może w przyszłym tygodniu  - już chciałam wyjść, kiedy Arek złapał mnie za rękę

Pielęgniarka spojrzała się na nas i postanowiła wyjść...

- Wiktoria.. - zaczął Arek - To był... najwspanialszy prezent urodziny w moim życiu...

- Jak to? - zdziwiłam się. Spojrzałam nagle na kalendarz na ścianie... - Dzisiaj już 24 lutego....

Nagle nie wiedziałam, co mam zrobić i chyba działałam pod wpływem impulsu

- To wszystkiego najlepszego! - powiedziałam szybko  i pocałowałam Arka w policzek - Muszę już iść! Pa! - i wybiegłam z sali.


I potem przez całą drogę zastanawiałam się, co ja takiego zrobiłam...


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



                                        kiki2000


Komentarze