Numer 456 - Przeszczep... Kamil w szpitalu...

Znowu nie spałam całą noc. Myślałam o koncercie, o Arku...  I jego słowach, że nie śpiewam tylko dla niego... W dodatku chciał mnie chyba pocałować..
Nie mówiłam nikomu o moich relacjach z Arkiem. Po co ktokolwiek miałby coś wiedzieć. 

W poniedziałek rano założyłam 



I pojechałam z mamą do szkoły 
- Nic się nie chwaliłaś, jak tam było na koncercie?
-Cudownie.. Widziałam po twarzach tych ludzi, że twórczość Anny German jest dla nich wciąż żywa.
-To chyba dobrze...
-Jak dla mnie to nawet bardzo dobrze. Wiesz, mamo.. Ja naprawdę zrozumiałam, że ja chcę w życiu chyba tylko śpiewać...
-Naprawdę? - spytała - Pamiętaj, że zawsze z tatą będziemy cię wspierać we wszystkich twoich decyzjach, ale myślę, że lepiej mieć chyba jakiś zawód... Na wszelki wypadek.
-Nie wybiegam aż tak w przyszłość i nie wiem do końca, co będę robić i co studiować.. Ale kocham śpiewać..
-Najważniejsze jest w życiu robić to, co się kocha. Nie uważasz?
-Ty, mamo, kochasz historię i uczysz historii, tata kochał od małego skakać i skakał i to jak - uśmiechnęłam się
-Pamiętaj, zawsze miej marzenia... Idziesz dzisiaj do szpitala?
-Dzisiaj nie - odpowiedziałam - Może jutro.
-Wracamy razem?
-Nie.. Jestem umówiona z Magdą i Iwoną, bo dawno się nie widziałyśmy
-Ok. Jak coś, to zadzwoń.
-Dobrze, mamo

Wysiadłyśmy z samochodu. Na korytarzu zaczepił mnie Kamil i na przywitanie pocałował mnie w policzek. 
-Cześć - powiedział
-Hej..
-Jak tam było u babci? - spytał
-Dobrze. Wróciliśmy późno, już nie chciałam do ciebie pisać..
-Może się gdzieś spotkamy? Dzisiaj?
- Nie.. Dzisiaj jeszcze nie.. Dzisiaj jestem umówiona z Magdą i Iwoną.
-Może mnie z nimi zapoznasz? - spytał
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć 
-Dzisiaj mamy porozmawiać o babskich sprawach. Iwona ma jakieś problemy.. Innym razem na pewno was zapoznam.
-OK.. - pocałował mnie w drugi policzek - Już lecę. Pa
-Pa


Rozstaliśmy się więc pod szafkami. Poszłam pod swoją salę i nie mogłam się doczekać, aż ten dzień się skończy. 

O 14.05 wyszłam ze szkoły i poszłam na autobus. Pojechałam do domu Magdy, bo tam miałyśmy się spotkać. 
Magda z Iwoną czekały już tylko na mnie.
-Cześć, dziewczyny - powiedziałam, wchodząc do środka
-Hejka!
Przywitałam się z nimi przytulasem. 
-O co chodzi? - spytała Magda - Bo od kilku dni jesteś smutna...
-Juszczak coś ci zrobił? - spytała Iwona
-Nie.. Ale on nas traktuje bardzo poważnie.
Usiadłam zmęczona na kanapie. 
-Zrobić Ci coś do picia? - spytała Magda
-Możesz cappuccino
-Ok
Magda zniknęła w kuchni, ale szybko krzyknęła, żebyśmy z ploteczkami poczekały na nią... 
Gdy wróciła po kilku minutach z ogromnym kubkiem mojego ulubionego napoju, to mogłam już w końcu rozmawiać...
-Bo jak wiecie.. Wczoraj miałam ten występ.
- No wiemy..
-Przed nim poszłam do sali Arka
-Uuu - zaśmiała się Magda
-Trzęsły mi się ręce, ale Arek wspierał mnie, że wszytko będzie dobrze...
-I jak to się skończyło?
-Poszłam do tej sali... I gdy weszłam na scenę było pełno ludzi.. Arek też tam siedział.. I tak mi jakoś było.. Lżej na sercu, że wiecie.. Że mnie wspiera...
-Co było dalej?
-Jak śpiewałam to się uśmiechał i dawał mi taką siłę.. A gdy śpiewałam "Jesteś moją miłością", to patrzyliśmy się sobie w oczy...
-Miłość rośnie wokół nas - zaśpiewała Iwona piosenkę z "Króla lwa"
-Bez takich.. Dziewczyny.. I gdy wszyscy bili mi brawo.. Arek.. Wręcz zdenerwowany wyszedł... Pobiegłam za nim.. I ja się przed nim rozkleiłam, że wyszedł,  a myślałam, że mnie wspiera.. I pytałam się, czemu on nic nie mówi.. A on mnie.. Przytulił... I ogólnie tak.. Ciepło mi się rozlało po całym ciele... 
A Magda z Iwoną robiły ogromne oczy 
-I tak czułam się wiecie... Cudownie.. I on mi powiedział, że wyszedł, bo nie mógł znieść, że nie śpiewam tylko dla niego...
Dziewczyny patrzyły się na mnie i nie wierzyły, co ja mówię 
-I gdyby nie to, że weszła pielęgniarka, to byśmy się pocałowali.. A potem mi powiedział, że to był najcudowniejszy prezent w jego życiu, bo wczoraj miał 18ste urodziny
Po chwili milczenia Magda się odezwała 
-Wiktoria, on po prostu leci na ciebie, jak nic...
-No co wy.. Ja mam przecież chłopaka!
- Ale ty go nie kochasz! - wrzasnęła Iwona i po raz pierwszy widziałam ją zdenerwowaną
-Ja nie wiem, co mam zrobić.. - rozpłakałam się, gdy nagle zadzwonił mój telefon.
Magda pierwsza spojrzała na wyświetlacz i powiedziała
-Doktor Jasiński
A ja wzięłam nerwowo telefon i odebrałam. Mieliśmy sie kontaktować w sprawie Arka
-Wiktorio.. - zaczął poważnym głosem
-Tak?
- Chciałaś, aby cię informować o stanie pacjentów, a przede wszystkim Arka.
-Tak....
A moje serce biło strasznie szybko 
-Dzisiaj miał mieć przeszczep szpiku kostnego.. Arek zemdlał przed nim.. A później okazało się, że nie możemy zrobić tego przeszczepu
-Jak to??
-Arek ma nowotwór
-Jaki!? - popłakałam się
-Nowotwór w jelicie... My nie możemy zrobić tego przeszczepu, zanim nie usuniemy guza.
-Kiedy miałby tę operację?
-W tę środę...
-Jak on się czuję??
-Na razie dobrze, ale świadomość kolejnego nowotworu sprawiła, że dobiliśmy go psychicznie..
-Boże... Czy.. Czy ja mogę go odwiedzić?
-Dzisiaj już nie.. Pacjent jest słaby. Jeśli wszystko będzie dobrze, jutro jak najbardziej.
-Dziękuję bardzo za informację
-Nie ma za co.. Ale nie pozwól, aby się poddał. Masz wielką moc przekonywania. A on ci jedynej ufa bezgranicznie.

Rozłączyłam się i że łzami w oczach opowiedziałam dziewczynom co się stało.. Jednak nie miałam ochoty już z nikim rozmawiać i wróciłam do domu.. Akurat rodziców nie było.. Dom był pusty, więc mogłam sama wypłakać się w poduszkę. 


Następnego dnia założyłam 


Pojechałam do szkoły. Kamila jak na razie nie widziałam. Ucieszyłam się, że nie będzie widział moich podkrążonych oczu. 
Jednak po wyjściu z budynku, czekał na mnie 
-Dzisiaj nie możesz mi odmówić - uśmiechnął się
- Mogę - odpowiedziałam
-Jak to?
-Muszę jechać do szpitala
-Po co?
-Jeden z pacjentów.. Wczoraj wyszło, że ma nowotwór.. On sobie nie poradzi i z białaczką i nowotworem.. Muszę przy nim być.. - popłakałam się, lecz Kamil był wściekły
-Czemu ci pacjenci, którzy zaraz umrą są ważniejszi ode mnie?! - krzyknął
-Nie mów tak! Oni nie umrą, oni muszą walczyć!

I zapłakana pojechałam do szpitala. Pobiegłam od razu do sali Arka. Kacpra nie było.. Czyżby coś było z nim poważnego? 
Widziałam Arka, który patrzy się prosto w sufit 
-Arek... - szepnęłam i zapłakana usiadłam obok niego
Spojrzał się na mnie.. I podniósł rękę. Wytarł łzy z moich policzków. 
-Obiecaj mi, że będziesz walczyć, dobrze? - złapałam go za rękę
-Myślisz, że to  ma sens?
-Ma - odpowiedziałam
-Nie ma...
-Ma, bo masz dla kogo walczyć!
-Nie ma dla kogo! - krzyknął
-Pamiętaj, że masz mnie!
I odruchowo przytuliłam się do niego... 
A Arek gładził ręką moje włosy 
-Nie płacz.. Proszę..
-A komu ja teraz będę śpiewać? - uśmiechnęłam się, a Arek ponownie wytarł moje łzy. - Pójdę do łazienki.. Umyć twarz - powiedziałam i poszłam do łazienki, która była na drugim końcu sali.
I gdy już miałam wycierać buzię, usłyszałam, jak ktoś wchodzi do sali. Po głosie rozpoznałam Juszczaka.
-Gdzie Wiktoria??! - spytał
-Chodzi ci o tę przepiękną wolontariuszkę? - spytał Arek
-Niech Ci nie będzie tak wesoło! - krzyknął
-A co mi zrobisz?! - słyszałam jak Arek wstał chyba z łóżka
-Bo to moja dziewczyna!
-Wiktoria jest z takim palantem!?
I usłyszałam, że doszło do szarpaniny. Wyszłam więc z łazienki 
-Arek! Kamil! Uspokójcie się!
I w tym momencie Kamil popchnął Arka z taką siłą, że piłkarz upadł na podłogę.. 
-O Boże! - wrzasnęłam i od razu znalazłam się obok Arka. Dotknęłam jego twarzy - Kamil, zawołaj lekarzy!!
I gdy lekarz i pielęgniarka weszli na salę, od razu zabrali go na blok operacyjny. A ja szłam razem z nimi, trzymając Arka za rękę... Aż do końca.. 
Gdy zniknął za białymi drzwiami, Kamil poszedł do mnie.. Widział, że płakałam... 
-Idź stąd!! - krzyczałam - Widziałeś, co zrobiłeś?!?!
Kamil bez słowa opuścił więc szpital. Napisał mi tylko wiadomość, że ma mnie dość i że zniszczy Arka. 
Czekałam więc pod blokiem.. Napisałam do mamy wiadomość.. Mama przyjechała do mnie po kilku minutach. Wspierała mnie przez cały czas. A ja jej opowiedziałam wszystko.. A dosłownie prawie wszystko, prócz tego, że Arek prawie mnie pocałował. 

Arek wyjechał z bloku po 19.00
-Pacjent musi teraz odpoczywać - powiedział do mnie lekarz - Możecie wejść do niego jutro...
-A mogę go tylko zobaczyć? Przez szybę? - spytałam lekarza
-Tak.. Ale tylko przez szybę..

Gdy spojrzałam na Arka z zabandażowaną głową... Zalałam się łzami 
-Wycięliśmy tego guza - powiedział do mnie lekarz - Ale rokowania nie są dobre..
-A gdybym to ja oddała swój szpik? - spytałam
-Przeszczep już nie wchodzi w grę... Musimy na razie podawać leki.. Planujemy już niedługo pierwszą chemioterapię. Arek jest już dorosły, dlatego nie potrzebujemy zgody matki...

Patrzyłam się na niego jeszcze przez godzinę... I wróciłam z mamą do domu. 
Na szczęście mama nie dobijała mnie w samochodzie...


-------------------------------------------------------------------------------------------


                                kiki2000

Komentarze