Numer 457 - Daj mi spokój...

*Wiktoria *

Następnego dnia nie chciałam iść do szkoły. Zeszłam rano niechętnie na śniadanie 
-Jak się czujesz? - spytała mama
-A jak mam się czuć? Widziałaś sama co Kamil zrobił Arkowi....
-Widziałam.. Kamil był o ciebie zazdrosny.
-Mamo.. Ale czy naprawdę musiał... Przecież Arek ma białaczkę, do tego nowotwór na jelicie.. A oni... A oni się bili... - powiedziałam złamanym głosem
Tata postanowił odezwać się w tej dyskusji 
-Chcesz go odwiedzić? - spytał
-Arka? - od razu się rozpromieniłam - Bardzo!
-Masz coś dzisiaj w szkole bardzo ważnego? Jakiś sprawdzian czy coś?
-Nie... Skądże..
Mama spojrzała na tatę dość dziwnie 
-Zawiozę cię do szpitala...
-Naprawdę?! - byłam taka szczęśliwa - Dziękuję Ci tato! - rzuciłam się mu na szyję..
-Kamil - mama zwróciła się do taty - Co ty robisz?
-Chyba trzeba walczyć o szczęście? - spytał - Arek jest twoim przyjacielem? - zadał mi pytanie
-Tak.. - odpowiedziałam.
-Lepszy przyjaciel niż zazdrosny chłopak

Po zjedzonym śniadaniu poszłam na górę i przebrałam. Założyłam jeansy i granatową bluzę z długim rękawem. Włosy związałam w warkocza... Nie malowałam się...
Tata czekał już na mnie na dole razem z Okiem i Mateuszem. Mieliśmy pojechać razem do szpitala. 

Chłopcy siedzieli z tyłu i śmiali się do rozpuku. A mi nie było do śmiechu. 
-Nie przejmuj się - powiedział tata - Wszystko będzie dobrze
-Nic nie będzie dobrze.. Ja w ogóle nie powinnam dopuścić do takiej sytuacji. 
-Ten twój Kamil nie jest ciebie wart..
-Nawet gdy ma tak samo na imię jak najwspanialszy mężczyzna w moim życiu - po raz pierwszy się uśmiechnęłam
-Tak.. Nawet wtedy... - tata również się uśmiechnął.

Podjechaliśmy pod szpital. Olek tak bardzo chciał wejść do środka, więc weszliśmy we czwórkę. 

Arek leżał nadal w swojej sali. Szliśmy więc korytarzem. Tata był pod wrażeniem, że wszyscy mnie tutaj znają. Staliśmy pod salą Arka. 
-To my zostaniemy tutaj - powiedział tata i usiadł z moimi braćmi na korytarzu.
A ja zapukałam i weszłam do środka. Kacper spał, a Arek patrzył się w sufit. 
-Cześć - powiedziałam bez entuzjazmu
Arek mi jednak nie odpowiedział 
Usiadłam więc na krześle obok jego łóżka.
-Ja bym... Chciała cię bardzo przeprosić za to, co się stało wczoraj.. Ja w ogóle nie powinnam do tego dopuścić. Ja w ogóle nie powinnam mu powiedzieć, że tutaj przychodzę...
-Wstydzisz się bycia wolontariuszką?-spytał ozięble
-Ależ skąd! Po prostu.. Kamil stwierdził, że więcej czasu spędzam tutaj niż z nim.. On był zazdrosny.. Ale nie wiedziałam, że jest w stanie tak wybuchnąć....
-Szkoda że wcześniej nie powiedziałaś w ogóle, że masz chłopaka
-To świeża sprawa...
-Jak świeża?
-Niecały tydzień..
-I już jest taki zazdrosny?
-On jest... W sumie to.. Był zawsze spokojny... Ale też wina leży u każdego z nas.. Niepotrzebnie mu mówiłeś, że jestem taka...
-Przepiękna?-spytał - Mówiłem prawdę. Nie lubię kłamać
-Arek... Ja naprawdę chciałabym cię przeprosić.. To co zrobił ci Kamil, jest niewybaczalne.. Masz głowę zabandażowaną i w ogóle.. Wycięli ci tego guza...
-Aż tak bardzo się mną interesujesz? - widziałam, że i on zaczął robić się nerwowy
I miałam wrażenie, że powie coś więcej, gdy do sali wszedł tata
-Przepraszam bardzo.. - a za nim wbiegł Olek i Mateusz - Dzownili z klubu, muszę jechać.. - wyjął z kieszeni klucze - Masz, bo znając życie nie masz przy sobie swojego kompletu.. Nie przeszkadzam.. I życzę szybkiego powrotu do zdrowia - powiedział do Arka
I już prawie wyszedł, gdy Olek cofnął się i zrobił coś, co ja zawsze robię,, gdy się z nim żegnam, pocałował mnie w policzek 
-Cześć, Wika! - powiedział i wyszli z sali
Arek odprowadził ich wzrokiem 
-Twoja idealna rodzina.. Czemu ja takiej nie mam...
-Nie masz, ale zawsze możesz taką stworzyć. Kto wie, jaką kobietę los ci podstawi pod drzwi...
-Myślałem, że już ją poznałem... Ale chyba mnie oszukała.
-Arek - złapałam go za rękę
Jednak szybko się wyrwał
-Daj mi spokój! Przychodzisz tutaj nie wiem w ogóle po co... I tak lekarze dają mi mało szans. Chemioterapia za jakieś 1.5 tygodnia... A im dłużej czekam tym mniej życia mi zostaje...
-Ale ty musisz walczyć!
-Tylko ja już nie mam dla kogo.. I nie przypominaj mi sytuacji z wczoraj. Wiem co mówię, nie mam dla kogo walczyć! I sama dobrze o tym wiesz, że wszystko zniszczyłaś!!

A moje oczy zalały się łzami... 
-Wynoś się stąd! Nie chcę cię więcej widzieć!
A ja wstałam z krzesła.. Spojrzałam się na niego i powiedziałam 
-Jeśli tylko tego pragniesz...

I wyszłam z sali zalana łzami. Wpadłam na korytarzu na doktora Jasińskiego, ale przemknęłam szybko obok niego...


***
Arek leżał i wpatrywał się w sufit.. Był na nią zły, że go okłamała.. On chyba naprawdę się w niej zakochał... Ale czy to jest możliwe... Gdybym ją kochał, robiłby wszystko, aby nie cierpiała, a co on teraz zrobił? Nakrzyczał prosto w twarz i kazał się wynosić.. 
Do sali wszedł doktor Jasiński
-Po badaniach wiemy, że nie ma przerzutów.. Możemy już niedługo przygotowywać się do chemioterapii.. Potrzebujemy jednak tylko twojej zgody - podał mu papierek i długopis.
W czasie wczytywania się, zwrócił się do Arka
-Widziałem, jak Wiktoria zapłakana wybiegła.. Tylko jej nie skrzywdź. Czuwała przy tobie podczas operacji i po niej.. Chciała zobaczyć cię chociaż na chwilę przez szybę, a sterczała ponad godzinę... Jeśli mogę Ci coś radzić, to nie schrzań tego. Ja w swoim życiu popełniłem taki błąd...

Wziął od Arka zgodę i wyszedł z sali.. A młody piłkarz nie wiedział, co ma o tym wszystkim myśleć.. To go po prostu przerażało. 


--------------------------------------------------------------------------------------------------


                                   kiki2000

Komentarze