Numer 458 - Zdrada

Był czwartek - 6 marca. Do tej pory nie odwiedzałam w ogóle Arka w jego sali. O jego stan pytałam się tylko za pośrednictwem lekarzy albo pielęgniarek.

Sytuacja między mną a Kamilem była taka dziwna... Ciężko jest ją określić. Pisał do mnie wiele wiadomości, jak bardzo mnie kocha i jak bardzo mnie przeprasza. Odpisałam mu po kilku jego wiadomościach, że ja muszę przemyśleć wiele rzeczy i że powinien przeprosić Arka a nie mnie.. Na szczęście bądź na nieszczęście Arek nie złożył oskarżenia, co mnie zdziwiło. Myślałam, że będzie się chciał zemścić na Kamilu..


Jak zwykle poszłam więc do szkoły. Po zjedzonym śniadaniu pojechałam z mamą... Dzień w szkole minął mi jakoś spokojnie. Napisałam sprawdzian z polskiego, ale w ogóle się nie przejmowałam. Napisałam go tak po prostu, język polski wchodzi mi do głowy z taką łatwością, że tak uwielbiam się go uczyć. 


Po tym ciężkim dniu czekałam przy szafce Magdy. Akurat się przebierała, a zakładając wysokie kozaki, do tego wiązane, było nieuniknione, że trochę sobie pod szkołą poczekamy. W końcu zastał nas dzwonek na kolejną lekcję, a Magdzie zostało jeszcze pół buta
- Naprawdę musisz kupować sobie takie buty? - spytałam
- A czemu nie?
- Przecież ty je godzinę zakładasz..
- Nie przesadzaj... To tylko 5 minut przerwy
- Ta miała 15 minut, Magda... - zwróciłam się do niej
- Dobra, niech ci będzie

Po 2 minutach wyszłyśmy na zewnątrz.
- Uwielbiam to górskie, jeszcze zimowe powietrze... - odezwała się Magda i zrobiła ogromny wdech
- Ja też - odezwałam się i zrobiłam również wielki wdech
Zamknęłam na chwilę oczy, gdy nagle Magda z wielką siłą złapała mnie za rękę i krzyknęła
- Popatrz, tam przy tej jodle!
Spojrzałam się więc na teren zielony przed szkołą i na tę jodłę, o której mówiła. A pod nią stał Kamil... Tak mój Kamil Juszczak! Ale nie był sam. Stała przy nim jakaś wymalowana jak mumia blondynka.  W sumie wyglądała jak lalka Barbie.. Strasznie sztuczna... Nic by mnie nie zdziwiło, gdyby tylko rozmawiali, ale fakt, że Kamil objął ją w pasie i zaczęli się całować, sprawił, że zrobiło mi się najpierw niedobrze. A potem moje oczy zalały się łzami..
- To mój Kamil? - spytałam Magdę i się w nią wtuliłam
- Tak...
Nie wiedziałam więc, co mam zrobić. Stałam jak wryta. I patrzyłam się, jak się obściskują..
- Idź do niego! - Magda była pełna energii, aby podejść do Kamila, ale ją na chwilę zatrzymałam
- Co ja mu powiem? - płakałam dalej
Magda złapała mnie za rękę i podeszłyśmy do nich. Nawet nas nie zauważyli
- Przepraszam! - aż rozdarła się Magda
A Kamil z tą dziewczyną oderwali się natychmiastowo od siebie i dopiero teraz odkryłam, że ta dziewczyna jest z mojej klasy - Karolina.
- Boże święty - wykrzyknęłam.... - Wy... wy jesteście nienormalni!
Uderzyłam Kamila odruchowo z liścia! I pobiegłam na przystanek.... Wsiadłam w autobus i pojechałam do szpitala. Chyba nawet nie chciałam tam wchodzić. Poszłam na tył szpitala i usiadłam na krawężniku kostki brukowej. Płakałam.... A twarz miałam czarną od tuszy do rzęs... Wyjęłam telefon i postanowiłam zadzwonić do Iwony...


***Arek***

Otworzyłem na chwilę okno. Zobaczyłem, że ktoś centralnie pod naszym oknem siedzi na krawężniku i płacze. Wychyliłem się przez okno... Poznałem ją... To była Wiktoria. Nie wiedziałem, dlaczego płacze... Chciałem coś do niej powiedzieć... Ale co? Ostatnio się pokłóciliśmy... Nie przychodziła do nas w ogóle, przez co cierpiałem nie tylko ja, ale i Kacper.
Nagle zauważyłem, że otarła łzy i wyciągnęła telefon.. Zadzwoniła gdzieś... Podsłuchiwałem rozmowę.

- Halo.... Iwona? Nie wiedziałam, do kogo mam z tym zadzwonić... Magda już o wszystkim wie.... Nie wiem jak ci mam w ogóle to powiedzieć.... Ja naprawdę już nie wiem, co mam robić... Chyba wszystko pomiędzy mną a Kamilem zaczęło się psuć od momentu, jak... jak zaatakował Arka. Pisał do mnie co chwilę, że mnie kocha i mnie przeprasza... Ale gdy za każdym razem pisałam mu, że to nie mnie powinien przeprosić, tylko Arka, to wysyłał mi jakieś głupie wiadomości, że on nie będzie tego kaleki przepraszał, że on jest chory i powinien zdychać... Wiesz, jakie to jest... Przykre... Tak.. Przykre... Ja naprawdę spędziłam z Arkiem... Chyba najlepsze chwile w moim życiu.. Ja się przy nim.. poczułam trochę inaczej... A Kamil był o to zazdrosny... I dzisiaj..... - tutaj wciągnęła dużo powietrza-  Wychodzę z Magdą ze szkoły, a on... a on się obściskuje z Karoliną z mojej klasy... Ja.... Ja nie wiedziałam co mam zrobić
Aż się oburzyłem..  Jak to? Kamil ją zdradził... A Wiktoria tak przez niego cierpi.. Wszystko przez tego palanta.. Przysłuchiwałem się dalej.
- Ja.. Nie wiedziałam, co mam zrobić.. Magda tam od razu chciała na niego nakrzyczeć. Ale ja nie chciałam.. Podeszłyśmy... I ja... Ja się rozkleiłam.. Po prostu się popłakałam... Uderzyłam go z liścia i uciekłam... A Magda tam chyba z nimi została... Jestem pod szpitalem.. Nawet nie mam odwagi, aby wejść do środka i udawać szczęście przed tymi wszystkimi dzieciakami... Widząc ich cierpienie na onkologii. Jak spojrzę Arkowi w oczy, po tym.. co przeszliśmy........ Tak... Tak... Wiesz... Ja byłam z Kamilem.... Tak... Nie kochałam go... On tak się o mnie starał, że chciałam spróbować.. I spróbowałam chyba za mocno, bo ja nie mogę się pozbierać... Dopiero co wysyłał mi wiadomości , że tak mnie kocha i chce być ze mną na zawsze, a dzisiaj co? Tak mnie... skompromitował.. Wiesz, jak wygląda w jego oczach zerwanie w XXI wieku? Zmienił kolor czasu na messengerze i nasze nicki...  Nawet nie miał odwagi mi powiedzieć, że to już koniec... A do bicia był pierwszy... Ja nie wiem, co zrobię... Co ja mam Iwona zrobić? Nie... To jest zły pomysł... Ja nie mogę powiedzieć prawdy... Nie teraz... Ja muszę wspierać tych pacjentów. A wiesz, jak ciężko patrzeć na nich, a lekarze mi tylko mówią, że temu czy tej zostało kilka miesięcy życia.... Wiesz co mi ostatnio doktor Jasiński powiedział? Że mam wspierać Arka, ponieważ przy mnie się rozpromienił i miał chęć do walki... A ja nie mogę go uratować, bo wszystko spieprzyłam... A ja... Ja tak nie mogę patrzeć mu w oczy i powtarzać, że wszystko będzie dobrze.. Ja bym tak bardzo chciała w to uwierzyć. A on już nie chce walczyć.. A jak się nie weźmie w garść, to  to będzie koniec...

Nie wierzyłem w to , co ona mówi... Chciałem ją jakoś wesprzeć, ale nie wiedziałem jak.. Nagle do sali wszedł lekarz... Poinformował mnie, że w niedzielę odbędzie się moja pierwsza chemioterapia... Zgodziłem się..
Postanowiłem zadzwonić do mamy. Jednak ta nie odbierała. Napisałem jej więc SMS-a, że w niedzielę przede mną pierwsza dawka chemioterapii, jeśli to ją w ogóle interesuje...
Usiadłem ciężko na łóżku... Po jakiś 30 minutach do sali weszła uśmiechnięta jak nigdy Wiktoria.
- Jak się macie, chłopaki?! - spytała pełna energii
- Dobrze..... - odpowiedzieliśmy razem
- Co macie takie posępne miny? Coś się stało?
- Wierzysz, że wszystko będzie dobrze? - spytałem
- Tak - odpowiedziała mi natychmiast
- To trzymaj kciuki... W niedzielę mam pierwszą chemioterapię
Widziałem jej zdziwienie...
- Trzymam kciuki.. Nie przejmuj się!

Chociaż nie wiedziała, jak bardzo się stresuję.. Chyba bardziej niż ona swoim pierwszym występem tutaj w szpitalu...


--------------------------------------------------------------------------------------

                              kiki2000

Komentarze