*Kasia*
Był 6 marca, pojechałam z Wiktorią do szkoły... Po południu miałam jechać na zakupy z Piotrkiem. Mieliśmy kupić jakieś ubrania, w końcu następnego dnia rano miał lot do Oslo na Raw Air. To on został wybrany z całej kadry B.
Jednak napisał mi SMS-a, że nie potrzebuje ubrań i chciałby spędzić to popołudnie ze swoją ukochaną... Rozumiałam go. W końcu mieli się nie widzieć przez prawie 2 tygodnie.
Gdy wróciłam do domu, Kamil robił akurat obiad.
- Czuję coś pysznego - powiedziałam już w przedpokoju
- Tak czuć moją zapiekankę? - zaśmiał się
- A dziwisz się? - spytałam
- No nie wiem
Karolek odrabiał pracę domową w jadalni. Iza również siedziała nad zeszytem i odrabiała matematykę, a Kamil w przerwach między gotowaniem podchodził do nich i im pomagał....
Olek i Mateusz oglądali jakąś bajkę w salonie...
- Dzisiaj pisałam 3 sprawdziany i dwie kartkówki... - powiedziałam... - Chcę chociaż coś dzisiaj sprawdzić. Przecież przez weekend kibicujemy Piotrkowi, a w sobotę muszę być na uczelni...
- Pracowity weekend się nam szykuje...
- Bardziej produktywny - odezwałam się do męża
Usiadłam przy stole w kuchni.
- Wiktorii nie ma? - spytałam
- Nie ma
- Dzisiaj nie miała jechać do szpitala, sama mi tak mówiła w samochodzie
- Może chciała do tego Arka... Piszą już w gazetach, że leży w szpitalu, ale nikt nie wie, dlaczego...
- Naprawdę jest anonimowy w tym szpitalu..
- Wiktoria nad nim czuwa - powiedział mąż - Gdy wtedy wszedłem do środka, siedziała przy nim... Jeśli ona tak zajmuje się każdym pacjentem, to ja nie wiem...
- Moim zdaniem ona tak bardzo zajmuje się tymi wyjątkowymi...
- Myślisz, że ona z tym Arkiem?
- Przecież to widać...
Nagle drzwi wejściowe otworzyły się, a do domu wbiegła zapłakana Wiktoria. Weszła od razu do kuchni, nie witając się w ogóle z rodzeństwem.
- Co się stało, kochanie? - spytałam
- Mamo.... - usiadła zapłakana przy stole
- Coś z Arkiem? - zadał jej pytanie Kamil
- Też...
- Co się stało? - spytałam dalej
Podniosła głowę i wytarła łzy, a Kamil podał jej kawałek ręcznika papierowego...
- Kamil mnie zdradza... Z taką dziunią z mojej klasy.. .Widziałam dzisiaj, jak się z nią całuje pod szkołą...
Córka się wtuliła się we mnie...
- Będzie dobrze, kochanie... Wszystko będzie dobrze...
- Nic nie będzie dobrze.. - zaczęła gorzej płakać - Arek w niedzielę ma chemioterapię, ja mam w niedzielę również kolejny występ, a słyszałam od lekarzy, że.. jego mama załatwia jakieś papiery, aby go przenieść do innego szpitala... Ale nikt nie chce mi nic powiedzieć...
I zapłakana poszła na górę.
Poszłam za nią.. Niechętnie wpuściła mnie do pokoju. Nic nie mówiłyśmy... Milczałyśmy.. A dokładnie ja milczałam, a Wiktoria wtuliła się we mnie i ciągle płakała...
I chodź w naszym domu działy się ludzkie dramaty, to Piotrek spędzał błogie chwile ze swoją ukochaną.
*Piotrek*
Już od dawna chciałem zrobić coś większego.. Patrycja jednak nie chciała się ze mną nigdzie umówić. Poszliśmy do jej domu, bo jej rodzice pojechali na cały tydzień w delegację...
Patrycja poszła do kuchni, a ja razem za nią. Zrobiliśmy sobie na obiad lasagne..
Usiedliśmy przy stole..
- Czyli opuszczasz mnie na 2 tygodnie? - spytała
- Tak..
- Ale mam nadzieję, że szybko nam minie ten czas
- Ja też mam taką nadzieję..
- Musisz się uczyć do matury
- Ty też - zauważyłem...
- Ty chyba bardziej... Ciebie w ogóle w szkole nauczyciele nie znają.. - zaśmiała się
Po zjedzeniu odstawiliśmy naczynia do zlewu. Postanowiłem pozmywać. Gdy wyszedłem z kuchni, Patrycja siedziała na kanapie.. Usiadłem obok niej.
- Co oglądasz? - spytałem
- Nie ma właśnie nic w telewizji..
- A ja mam lepszy program - zasugerowałem
- Jaki?
- Co powiesz na to... historia dwójki ludzi, zakochani od momentu, gdy byli nastolatkami, po kilku perturbacjach są w końcu razem, biorą ślub i mają dzieci...
- Co to za film?
- Życie - odpowiedziałem
Patrycja spojrzała się na mnie...
- O czym ty mówisz?
Nagle wstałem z kanapy.. Wiedziałem, że to ten moment i że chcę zrobić to od dawna.. Uklęknąłem na jedno kolano. Wyjąłem z kieszeni małe granatowe pudełeczko
- Żarty sobie robisz? - spytała
- Nie..
Spojrzałem jej prosto w oczy
- Patrycjo Sobczak... Czy zostaniesz moją żoną?
Otworzyłem w końcu pudełeczko
- Piotrek... - szepnęłam... - Zgadzam się.. .Tak! Tak!
Włożyłem jej pierścionek na palec i pocałowałem w usta...
Całowaliśmy się zbyt namiętnie, aż w końcu wylądowaliśmy na łóżku w jej sypialni i długo się kochaliśmy....
Poprosiłem ją jednak, abyśmy powiedzieli swoim rodzinom, dopiero jak wrócę z Raw Air. Bardzo bym chciał, abyśmy powiedzieli to w spokoju.... A nie , teraz na biega, przed moim wyjazdem..
Gdy wychodziłem z jej domu , pocałowałem ją jeszcze w usta...
Pożegnaliśmy się przed moim dwutygodniowym wyjazdem, a w domu na pytania rodziców "dlaczego jestem szczęśliwy?", odpowiadałem "że jadę na Raw Air", przecież nie mogłem im powiedzieć, że biorę ślub. Jeszcze nie teraz
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz