*Wiktoria*
Nadeszła niedziela. Nie mogłam spać całą noc. Arek miał przejść swoją pierwszą chemioterapię. Dowiedziałam się od lekarzy, że miała się rozpocząć o 16:30. Nie wiedziałam, dlaczego tak późno i w dodatku w niedzielę, ale postanowiłam, że nie będę się ich pytać.
Rano pojechaliśmy do kościoła. Byłam zdenerwowana, że w pewnym momencie zapomniałam tekstu jednej z pieśni.... Dobrze, że razem ze mną śpiewa chórek dziewczyn, więc one mi "pomogły"...
Gdy wróciliśmy do domu, chciałam jak najszybciej pojechać do szpitala. Mama jednak nie chciała mnie nigdzie wypuścić bez jedzenia. Zjadłam więc sałatkę przygotowaną do obiadu, bo na sam obiad nie miałam ochoty zostać.
Poszłam szybko na górę i się przebrałam. Założyłam
Włosy spięłam w kucyka, wzięłam jeszcze torebkę i poszłam na przystanek. Wsiadłam w autobus i pojechałam prosto do szpitala.
Byłam tam już o 12:30... W tę niedzielę miałam mieć kolejny występ , tym razem o 14:00. Tak bardzo chciałam, aby Arek podczas tego występu również mi towarzyszył i mnie wspierał.
Gdy byłam już w szpitalu, poszłam najpierw do sali Arka. Leżał na łóżku i oglądał coś w telefonie.
- Cześć - powiedziałam
- Hej - odpowiedział bez żadnego entuzjazmu.
- Co oglądasz? - spytałam - Wczoraj Napoli grało z AC Milanem. Muszę przyznać, że w drugiej połowie naprawdę było gorąco - zaśmiałam się
- Oglądasz piłkę? - spytał
- Czy to aż takie dziwne? - usiadłam przy nim
- Trochę... Jessica nienawidzi piłki.
- Nie każda dziewczyna musi podziwiać piłkę, ja na przykład uwielbiam oglądać sport... Od malutkiego będąc w brzuchu mamy, oglądałam z nią skoki..
Spojrzałam nagle na telefon. Arek oglądał serial o Annie German zrealizowany dawno, bo w 2012 roku... Oglądał odcinek 8, jak Anna była po wypadku i mogła wrócić do domu i jej mąż nosi ją na rękach, zajmuje się domem, a ona jest zrozpaczona, że nie może wstać.
- Wciągnąłeś się? - spytałam
- Nawet nie wiesz, jak bardzo...
- Będziesz na moim występie dzisiaj?
- Jak najbardziej... O której?
- O 14:00
- Co dzisiaj śpiewasz?
- Annę Jantar... 9 utworów
- Już nie mogę się doczekać - uśmiechnął się
Obejrzałam więc z nim odcinek... I aż się popłakałam, gdy się pokłócili, gdy mąż jej się oświadczył i gdy z jego pomocą mogła chodzić... I usiadła do fortepianu...
- Nie płacz - powiedział Arek i otarł moją łzę z policzka swoją dłonią
- Łatwo ci mówić... Oglądam ten serial już trzeci raz i zawsze mnie wzrusza.
- Lubisz takie seriale?
- Lubię seriale, które przekazują jakąś prawdę życiową. I ten taki jest.
- Ja nie mam nigdy czasu na filmy i seriale. Wolny czas z Jessicą spędzałem, chodząc po galeriach handlowych.
- To ja w galerii byłam.... Na zakupach... - zaczęłam rozmyślać.... - W grudniu...
- Co?! - wykrzyknął Arek - Ja z Jessicą bywałem minimum 2 razy w tygodniu.
- Boże święty - westchnęłam - Co tam można robić tyle razy.... Ja bym tak nie mogła
Nagle do sali wszedł Marcel.
- Przepraszam... - powiedział do mnie - Zaraz zaczynamy
- Dobrze, już idę.. - powiedziałam
Marcel wyszedł z sali
- Dobrze, ja też się zbieram - powiedział Arek - Muszę się jakoś odprężyć przed tym...
Ale widziałam , jak trzęsą mu się ręce... Dotknęłam jego dłoni
- Nie denerwuj się... Będzie dobrze
- Spróbuję - uśmiechnął się nerwowo.
- To ja już pójdę - powiedziałam
Gdy wychodziłam, nagle w drzwiach minęłam się z kobietą, którą już kiedyś tutaj widziałam.... Po chwili sobie przypomniałam. To była matka Arka... Czyżby plany o przenosinach były realne?
Poszłam zdenerwowana do sali. Większość pacjentów już była i czekała. A ja stałam za kulisami i nie wiedziałam, co mam zrobić... Jak się zachować.
Gdy ponownie zostałam przedstawiona, wyszłam na scenę... Zauważyłam, że na końcu sali na wózku siedzi Arek.. A przy nim.. Jego mama. Coś jej szepnął do ucha, gdy publiczność przywitała mnie wielkimi brawami.
Marcel zaczął grać na klawiszach, a ja śpiewać.
Dzień - wspomnienie lata,
dzień - słoneczne ćmy (aha),
nagle w tłumie w samym środku miasta
ty, po prostu ty.
Dzień - godzina zwierzeń,
dzień - przy twarzy twarz (aha),
szuka pamięć poplątanych ścieżek,
lecz czy znajdzie nas?
Tyle słońca w całym mieście,
nie widziałeś tego jeszcze -
popatrz, o popatrz!
Szerokimi ulicami
niosą szczęście zakochani -
popatrz, o popatrz!
Wiatr porywa ich spojrzenia,
biegnie światłem w smugę cienia -
popatrz, o popatrz!
Łączy serca, wiąże dłonie,
może nam zawróci w głowie też?
La la la la la la la.
La la la la la la la.
La la la la la la la.
La la la la la la laaa...
Dzień - powrotna podróż,
dzień - podanie rąk (aha),
ale niebo całe jeszcze w ogniu
chcę zatrzymać wzrok.
Tyle słońca w całym mieście,
nie widziałeś tego jeszcze -
popatrz, o popatrz!
Szerokimi ulicami
niosą szczęście zakochani -
popatrz, o popatrz!
Wiatr porywa ich spojrzenia,
biegnie światłem w smugę cienia -
popatrz, o popatrz!
Łączy serca, wiąże dłonie,
może nam zawróci w głowie też?
Dzień - wspomnienie lata. (x4)
dzień - słoneczne ćmy (aha),
nagle w tłumie w samym środku miasta
ty, po prostu ty.
Dzień - godzina zwierzeń,
dzień - przy twarzy twarz (aha),
szuka pamięć poplątanych ścieżek,
lecz czy znajdzie nas?
Tyle słońca w całym mieście,
nie widziałeś tego jeszcze -
popatrz, o popatrz!
Szerokimi ulicami
niosą szczęście zakochani -
popatrz, o popatrz!
Wiatr porywa ich spojrzenia,
biegnie światłem w smugę cienia -
popatrz, o popatrz!
Łączy serca, wiąże dłonie,
może nam zawróci w głowie też?
La la la la la la la.
La la la la la la la.
La la la la la la la.
La la la la la la laaa...
Dzień - powrotna podróż,
dzień - podanie rąk (aha),
ale niebo całe jeszcze w ogniu
chcę zatrzymać wzrok.
Tyle słońca w całym mieście,
nie widziałeś tego jeszcze -
popatrz, o popatrz!
Szerokimi ulicami
niosą szczęście zakochani -
popatrz, o popatrz!
Wiatr porywa ich spojrzenia,
biegnie światłem w smugę cienia -
popatrz, o popatrz!
Łączy serca, wiąże dłonie,
może nam zawróci w głowie też?
Dzień - wspomnienie lata. (x4)
Uwielbiałam, jak publiczność się uśmiecha i śpiewa razem ze mną.
Nasz zalatany świat z siedemdziesiątych lat
niewiele czasu sam dla siebie ma.
A po zamknięciu bram po dyskotekach gra.
Bo młody rytm, beat, nie beat,
porywa go. Skąd on to zna?
Co wieczór to przynosi z dnia.
Staruszek świat nie wygląda na tyle lat,
Staruszek świat jeszcze w klapie by nosił kwiat,
Staruszek świat lubi wspomnieć niemodny czas,
choć śpieszno mu, choć mu pilno do gwiazd.
Nasz zwariowany świat z siedemdziesiątych lat
zatańczy walca raz na jakiś czas.
l pójdzie z rąk do rąk za neonowy krąg.
I raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy,
pomiesza dni, pomyli sny.
Staruszek świat nie taki zły.
Staruszek świat nie wygląda na tyle lat,
Staruszek świat jeszcze w klapie by nosił kwiat,
Staruszek świat, lubi wspomnieć niemodny czas,
choć śpieszno mu, choć mu pilno do gwiazd.
Staruszek świat lubi wspomnieć niemodny czas,
choć śpieszno mu choć mu pilno do gwiazd.
niewiele czasu sam dla siebie ma.
A po zamknięciu bram po dyskotekach gra.
Bo młody rytm, beat, nie beat,
porywa go. Skąd on to zna?
Co wieczór to przynosi z dnia.
Staruszek świat nie wygląda na tyle lat,
Staruszek świat jeszcze w klapie by nosił kwiat,
Staruszek świat lubi wspomnieć niemodny czas,
choć śpieszno mu, choć mu pilno do gwiazd.
Nasz zwariowany świat z siedemdziesiątych lat
zatańczy walca raz na jakiś czas.
l pójdzie z rąk do rąk za neonowy krąg.
I raz, dwa, trzy, raz, dwa, trzy,
pomiesza dni, pomyli sny.
Staruszek świat nie taki zły.
Staruszek świat nie wygląda na tyle lat,
Staruszek świat jeszcze w klapie by nosił kwiat,
Staruszek świat, lubi wspomnieć niemodny czas,
choć śpieszno mu, choć mu pilno do gwiazd.
Staruszek świat lubi wspomnieć niemodny czas,
choć śpieszno mu choć mu pilno do gwiazd.
Gdy zaczęłam śpiewać kolejną piosenkę , Arek uśmiechał się do mnie szeroko. Odwzajemniłam jego uśmiech
Wielka dama tańczy sama
Z wielką damą igra czas
Na niedzielę zamówiła tort
Wielka dama wielki gest
Przyszła dola i niedola
Przyszedł smutek blady gość
Rozłożyli wachlarz pełen trosk
Zjedzą damie cały tort
Wielka dama znów tańczy sama
Gubi czerwony szal
Cztery gamy dla wielkiej damy
A dalej tańczy czas
Wielka dama smutkiem pijana
Połyka złote łzy
Wielka dama dumna i sama
W sukni z wilgotnej mgły
Na, na, na...
Wielkiej damie na kolanie
Usiadł wielki czarny kot
Mruży ślepia liczy złote łzy
Dama gładzi go pod włos
Poszła dola i niedola
Poszedł smutny srebrny pan
Wielka dama okręciła szal
No i dalej dalej w tan
Wielka dama znów tańczy sama
Gubi czerwony szal
Cztery gamy dla wielkiej damy
A dalej tańczy czas
Wielka dama smutkiem pijana
Połyka złote łzy
Wielka dama dumna i sama
W sukni z wilgotnej mgły
Na, na, na...
Z wielką damą igra czas
Na niedzielę zamówiła tort
Wielka dama wielki gest
Przyszła dola i niedola
Przyszedł smutek blady gość
Rozłożyli wachlarz pełen trosk
Zjedzą damie cały tort
Wielka dama znów tańczy sama
Gubi czerwony szal
Cztery gamy dla wielkiej damy
A dalej tańczy czas
Wielka dama smutkiem pijana
Połyka złote łzy
Wielka dama dumna i sama
W sukni z wilgotnej mgły
Na, na, na...
Wielkiej damie na kolanie
Usiadł wielki czarny kot
Mruży ślepia liczy złote łzy
Dama gładzi go pod włos
Poszła dola i niedola
Poszedł smutny srebrny pan
Wielka dama okręciła szal
No i dalej dalej w tan
Wielka dama znów tańczy sama
Gubi czerwony szal
Cztery gamy dla wielkiej damy
A dalej tańczy czas
Wielka dama smutkiem pijana
Połyka złote łzy
Wielka dama dumna i sama
W sukni z wilgotnej mgły
Na, na, na...
Zaśpiewałam jeszcze kilka innych piosenek Anny Jantar, w tym "Nic nie może przecież wiecznie trwać", "Najtrudniejszy pierwszy krok", "Baju baj", "Mój, tylko mój", "Przetańczyć tobą chcę całą noc". Przyszedł czas na ostatnią piosenkę.
To już przedmieścia gorzki smak
Autobus rusza w krótki rejs
Zdyszana biegnę z żartu w żart
Z podróży w podróż, z wiersza w wiersz
I kocham, pragnę, tracę tak
Jakby się chwilą stawał rok
Jak gdyby świat
Wymykał mi się z rąk
To, co mam (to, co mam)
To radość najpiękniejszych lat
To, co mam (to, co mam)
To serce, które jeszcze na wszystko stać
To, co mam (to, co mam)
To młodość, której nie potrafię kryć
To wiara, że
Naprawdę umiem żyć - umiem żyć.
Autobus rusza w krótki rejs
Zdyszana biegnę z żartu w żart
Z podróży w podróż, z wiersza w wiersz
I kocham, pragnę, tracę tak
Jakby się chwilą stawał rok
Jak gdyby świat
Wymykał mi się z rąk
To, co mam (to, co mam)
To radość najpiękniejszych lat
To, co mam (to, co mam)
To serce, które jeszcze na wszystko stać
To, co mam (to, co mam)
To młodość, której nie potrafię kryć
To wiara, że
Naprawdę umiem żyć - umiem żyć.
(gdy śpiewałam refren, w pewnym momencie Arek posłał mi całusa)
Już jesień i latawców klucz
A w kinach tyle pustych miejsc
Z niedawnych zdarzeń ścieram kurz
Babiego lata wątłą sieć, ooo...
I jestem wiatrem, śpiewam wiatr
I jestem łąką, trawy źdźbłem
Jak biały jacht
W nieznany płynę dzień
To, co mam (to, co mam)
To radość najpiękniejszych lat
To, co mam (to, co mam)
To serce, które jeszcze na wszystko stać
To, co mam (to, co mam)
To młodość, której nie potrafię kryć
To wiara, że
Naprawdę umiem żyć - umiem żyć.
A w kinach tyle pustych miejsc
Z niedawnych zdarzeń ścieram kurz
Babiego lata wątłą sieć, ooo...
I jestem wiatrem, śpiewam wiatr
I jestem łąką, trawy źdźbłem
Jak biały jacht
W nieznany płynę dzień
To, co mam (to, co mam)
To radość najpiękniejszych lat
To, co mam (to, co mam)
To serce, które jeszcze na wszystko stać
To, co mam (to, co mam)
To młodość, której nie potrafię kryć
To wiara, że
Naprawdę umiem żyć - umiem żyć.
Po moim występie publiczność wstała i biła mi brawo, Arek był taki szczęśliwy, ale jego mama wręcz przeciwnie. Nagle któraś ze starszych pań siedzących w pierwszym rzędzie, złapała mnie za rękę i powiedziała
- A czy... mogłabyś, kochana zaśpiewać mi coś jeszcze Anny German?
Nagle cała sala zaczęła mnie poprosić...
- Dobrze - powiedziałam do mikrofonu - Ale tylko jedną piosenkę.
Zwróciłam się do Marcela, aby zaczął grać krótki wstęp. A ja zaczęłam śpiewać
Człowieczy los nie jest bajką ani snem.
Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
Człowieczy los niesie z sobą/trudy żal i łzy.
Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły.
Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.
Uśmiech odsłoni przed tobą siedem codziennych cudów świata.
Tęczowym mostem zapłonie nad dniem, co ulata.
Marzeniom skrzydeł doda, wspomnieniom urody.
Pomoże strudzonemu pokonać przeszkody.
Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.
Uśmiechaj się, uśmiechaj się!
Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
Człowieczy los niesie z sobą/trudy żal i łzy.
Pomimo to można los zmienić w dobry lub zły.
Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.
Uśmiech odsłoni przed tobą siedem codziennych cudów świata.
Tęczowym mostem zapłonie nad dniem, co ulata.
Marzeniom skrzydeł doda, wspomnieniom urody.
Pomoże strudzonemu pokonać przeszkody.
Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz.
Uśmiechaj się, uśmiechaj się!
I gdy w końcu się ukłoniłam, znów dostałam pełno braw. Podziękowałam wszystkim i zeszłam ze sceny. Pożegnałam się z Marcelem i wychodząc, zauważyłam, że pod salą czeka a mnie Arek ze swoją mamą
- Dzień dobry! - powiedziałam
- Dzień dobry - odpowiedziała mi bez entuzjazmu
- Mamo... To jest Wiktoria, Wiktorio.. to jest moja mama
Podałyśmy sobie ręce.
- Arek mi powiedział, że ... się przyjaźnicie - odezwała się kobieta
- Tak - odpowiedziałam - Jestem tutaj wolontariuszką.
- Wiem, Arek mi opowiedział..
Po chwili milczenia powiedziała
- Masz ładny głos
- Dziękuję - uśmiechnęłam się
- Skąd inspiracje w takich starych gwiazdach?
- Uwielbiam wracać do takich archiwalnych piosenek...
Arek zwrócił się nagle do mamy
- Ostatnio śpiewała Annę German... Żałuj, że wtedy nie przyjechałaś.
- Nie mogłam... Ale to bardzo fajne, że lubisz śpiewać takie piosenki.. Może pojedziemy do sali?
- Tak - odpowiedział Arek
Mama wzięła Arka i zawiozła go do sali. Gdy weszliśmy tam razem.. Arek spojrzał man zegarek. Była 15:50..
- Mamo... Możesz nas zostawić samych? - spytał
Spojrzała na nas niechętnie
- Owszem - odpowiedziała
Weszliśmy do sali, pomogłam położyć się Arkowi.
- Wiktoria... Nawet nie wiesz, jak się boję... - szepnął mi do ucha... A jego ręce były bardziej drżące niż wcześniej, głos mu się łamał... Mówił bardzo zdenerwowany
- Ale nie masz czym się bać - złapałam go za ręce.
- Wiktoria... Możesz mi coś obiecać?
- Co?
- Że nigdy o mnie nie zapomnisz
Uśmiechnęłam się
- Arek.. Ja zawsze będę o tobie pamiętać.
- Dziękuję...
Po chwili spytał mnie
- Zaśpiewasz mi coś?
- Dzisiaj nie byłeś zły, że nie śpiewałam tylko dla ciebie? - uśmiech nie schodził mi z ust..
- Byłem... Bo chcę, żebyś śpiewała tylko dla mnie
I w tym momencie delikatnie się nade mną pochylił..
- Wiktoria... - szepnął mi do ucha, kładąc swoją prawą dłoń na mojej szyi, po czym wręcz zatopił się w moich ustach.. Pocałunek był delikatny, subtelny... A jednak sprawił, że poczułam się jak w niebie... Gdy po chwili oderwaliśmy się od siebie, dokończył swoją myśl - Ja zrozumiałem, że... ja ciebie tak naprawdę kocham.
I w tym momencie to ja wręcz wbiłam się w jego usta... Po wszystkim przytuliliśmy się do siebie...
- Arek.. Ja nie wiem, jak to będzie...
- Ale co będzie?
- Z naszym życiem...
Arek przesunął się na swoim łóżku i złapał mnie za rękę... Położyłam się obok niego, wtulona w klatkę piersiową Arka...
- Zależy od tego... co ty do mnie czujesz... - szepnął mi do ucha...
- Myślałam, że mój pocałunek był odpowiedzią...
- Ale ja chcę to usłyszeć...
Popatrzyłam prosto w jego oczy.
- Też cię kocham.... I twój niespotykany kolor oczu... I twój garbaty nos - zaśmiałam się
- A ja twój niewyparzony język - również się zaśmiał
Nasze dłonie były złączone, a my patrzyliśmy sobie prosto w oczy.
- Boję się... - szepnął
- Ale nie masz czego..
- A właśnie, że mam... Że jakiś palant mi ciebie odbierze...
Spojrzałam głębiej w jego oczy.
- Nie ma takiej opcji.
- A teraz mi coś zaśpiewasz?
- Ale tylko dla ciebie?
- Tak... Tylko dla mnie
I zaczęłam śpiewać... Piosenkę Anny German, po rosyjsku, a dokładnie jej cover
Gori, gori moja zwjezda
Zwjezda ljubwi priwjetnaja
Ty u mjenja adna zawjetnaja
Drugoj nje budi nikagda
Ty u mjenja adna zawjetnaja
Drugoj nje budi nikagda
Zwjezda ljubwi, zwjezda wolszjebnaja
Zwjezda moich minuwszich dnjej
Ty budjesz' wjeczno njeizmjennaja
W duszje izmuczjennoj mojej
Ty budjesz' wjeczno njeizmjennaja
W duszje izmuczjennoj mojej
Łuczjej twoich njebjesnoj siłoju
Wsja żizni moja azarjena
Umru li ja, ty nad mogiłoju
Gori sijaj, moja zwjezda
Umru li ja, ty nad mogiłoju
Gori sijaj, moja zwjezda
Zwjezda ljubwi priwjetnaja
Ty u mjenja adna zawjetnaja
Drugoj nje budi nikagda
Ty u mjenja adna zawjetnaja
Drugoj nje budi nikagda
Zwjezda ljubwi, zwjezda wolszjebnaja
Zwjezda moich minuwszich dnjej
Ty budjesz' wjeczno njeizmjennaja
W duszje izmuczjennoj mojej
Ty budjesz' wjeczno njeizmjennaja
W duszje izmuczjennoj mojej
Łuczjej twoich njebjesnoj siłoju
Wsja żizni moja azarjena
Umru li ja, ty nad mogiłoju
Gori sijaj, moja zwjezda
Umru li ja, ty nad mogiłoju
Gori sijaj, moja zwjezda
I gdy skończyłam śpiewać, Arek położył swoją dłoń na moim policzku.
- Piękna jesteś...
I nagle do sali wszedł lekarz.
- Arkadiuszu... Nie mamy na co czekać
I nagle do sali weszły pielęgniarki i zabrały Arka... Trzymałam go za rękę do samego wejścia na salę..
A gdy chciałam pod nią czekać, matka Arka wyprosiła mnie.
- Idź stąd, Arek nie potrzebuje ciebie... Ma Jessicę!
Oddaliłam się więc i czekałam na drugim końcu korytarza. I gdy Arek opuścił salę, chciałam do niego podejść, ale jego mama zatarasowała mi drogę..
- Karetka już czeka - powiedziała do syna
- Mamo.. Jaka karetka? - spytał
- Załatwiłam ci leczenie w Niemczech. Lepsze to, niż tutaj w tym... Zakopanem...
I złapała za wózek z synem.. Pobiegłam za nimi. Arek krzyczał wręcz moje imię, a ja jego... Nasze dłoni dotknęły się na chwilę... I tyle go widziałam...
----------------------------------------------------------------
kiki2000

Komentarze
Prześlij komentarz