Był już koniec lipca. Przygotowania do ślubu szły pełną parą. Wszyscy byli zaganiani, a najbardziej Kasia z Kamilem. Chcieli, aby wszystko wypadło jak najlepiej. Media nie wiedziały o ślubie syna najwybitniejszego skoczka narciarskiego, co tylko ich wszystkich cieszyło.
Kasia załatwiała wszystkie sprawy z organizacją wesela, to ona patrzyła na dekorację, była z Młodymi na degustacji dań... Chciała być jak bardziej obecna w przygotowaniach i zaznaczyć swoją rolę - rolę Matki.
Patrycja czuła się jak najlepiej. Zagrożenie już minęło, a synek rósł jak na drożdżach. Piotrek był wniebowzięty. Dla mężczyzn to naprawdę cudowna chwila, kiedy pierwsze dziecko jest płci męskiej. Skakał więc z radości, robił wszystko, aby Patrycji było dobrze.
Kasia z Kamilem również nie posiadali się ze szczęścia, jednak myśl, że zostaną tak młodo dziadkami, trochę ich przerażała, ale chyba nie tak bardzo, jak ta, że ich 19-letni syn będzie niedługo mężem i ojcem.
Wiktoria jednak dalej przeżywała stratę ukochanego.
Arek usunął już Instagrama, więc nie miała żadnej nadziei, że kiedyś go zobaczy. Media sportowe milczały na temat zniknięcia zawodnika Wisły Kraków.
Młoda dama Stoch, zadziorna i dążąca zawsze do celu, po swojej mamie, postanowiła zdecydować się na większy krok.
Wyszła któregoś ranka na zewnątrz i usiadła w altanie.
Od kilku tygodni szukała numeru trenera Wisły Kraków.
Odebrał dopiero za 4 razem.
- Halo - powiedział
- Halo. Dzień dobry. - odezwała się - Nazywam się Wiktoria Stoch i jestem..
Jednak przerwał jej
- Wiem, kim Pani jest. Poznaliśmy się w szpitalu w Zakopanem.
- Tak, właśnie tak...
- Czego Pani ode mnie oczekuje..
- Nie mam z Arkiem żadnego kontaktu.. Nie mam jego numeru telefonu, do tego usunął wszystkie konta na mediach społecznościowych. Ja naprawdę muszę z nim porozmawiać... Gdyby mógł mi Pan pomóc.
- My również nie mamy kontaktu. Bardzo chciałbym Pani pomóc...
- A mama Arka? Wtedy był jeszcze niepełnoletni, musieliście mieć jakieś dane kontaktowe
- Tak. Mamy numer mamy Arkadiusza, ale wyjeżdżając do Niemiec, zmieniła numer.
- A numer Arka?
- Również zmieniony
Z jej niebieskich oczu popłynęła łza i zaczęła wciągać nerwowo nosem powietrze.
- Pani Wiktorio. - powiedział z nutą współczucia w głosie - Wiem tylko tyle, że wyjechali do Niemiec, gdzie Arek przechodzi w szpitalu w Monachium chemioterapię...
- Monachium? - spytała pełna nadziei, że może tak go znajdzie
- Tyle wiem od jego matki, ale... dzwoniłem już do Monachium
- I co pan wie? - mając nadzieję na jakieś informację na temat zdrowia Arka
- Markiewicza tam nie ma.. I nigdy nie było.
- Jak to?
- Dzwoniłem, pytałem.. Żadnego pacjenta o nazwisku Markiewicz i imieniu Arek nie było w szpitalu na żadnym oddziale, a na pewno nie przechodził żadnej chemioterapii.
- Jak to? - znów łzy płynęły po jej policzkach
- Nie wiemy nic i dla nas również to nie jest komfortowa sytuacja. Moglibyśmy jakoś pomóc, znaleźć pieniądze, wspierać go. Jednak brak kontaktu nam to ogranicza..
- Ale gdyby Pan miał jakieś informacje.... Poinformuje mnie Pan?
- Oczywiście....
- Dziękuję Panu bardzo... Jak będę coś wiedziała, to również się do Pana odezwę..
- Dziękuję.. To dla nas bardzo ważne... Arek był dla nas kimś więcej niż zwykłym zawodnikiem
- A dla mnie był kimś więcej niż zwykłym mężczyzną... Znaczył dla mnie o wiele więcej
---------------------------------------------------------------------------------
kiki2000
Komentarze
Prześlij komentarz