W poniedziałek 12 lipca o 7:00 Wiktoria miała wylot z Krakowa do Zambii.
Tata wywiózł ją na lotnisko , gdzie czekały już na nią siostry zakonne. Wsiadły w samolot i poleciały. Wiktoria bała się trochę... W końcu wylatywała do Afryki z zakonnicami, miała szerzyć słowo Boże wśród dzieci... Jednak czy podoła temu zadaniu? Tylko o to się martwiła.
Gdy doleciały na miejsce, wsiadły w samochód i przejeżdżały przez afrykańskie tereny.... Zrobiła jedno zdjęcie krajobrazu i wysłała do rodziców.
Najbardziej bolał ją fakt, że Arek do tej pory się do niej nie odezwał. Wiedziała, że mogła postąpić inaczej... Od razu rzucili się sobie w ramiona, a potem sama powiedziała, że musi sobie wszystko przemyśleć... Czy to było odpowiednie rozwiązanie tej sytuacji? Nie wiedziała.... Ale powiadomienie, że użytkownik @arkadiusz.markiewicz zaczął cię obserwować , sprawiło, że poczuła energię i siłę do działania, że on nadal ją kocha i poczeka na jej decyzję.... To było niesamowite uczucie.
Dojechały na miejsce późnym popołudniem.... Dotarły do małej wioski, gdzie czekał na nie ksiądz z Polski, mieszkał w Krakowie i przyjeżdża do Zambii od kilku lat.
*Wiktoria*
- Cieszę się, że was widzę - powiedział i przywitał się z nami - Mamy dla was przygotowane te oto chatki.... - wskazał na 3 domki, które znajdowały się 400 metrów od wioski - Rozgośćcie się .. Zaraz kolacja..
Weszłyśmy więc do domków... Ja zajmowałam jeden z nich z siostrą Łucją. Zostawiłam walizkę i nałożyłam na siebie sweterek, ponieważ zrobiło się nieco chłodniej. Wyszłyśmy jednak na zewnątrz
- Gdybyście potrzebowały mediów, jak prąd - bo teraz wiadomo - telefony ładować trzeba... 3 kilometry stąd jest punkt misyjny całej Zambii. Tam możecie zawsze podjechać .. Gdybyście chciały zadać jeszcze jakieś pytania, jestem do waszej dyspozycji. Jutro z rana przedstawię was mieszkańcom
Weszłam więc do swojego domku i położyłam się na tym niewygodnym łóżku. Miałam ze sobą 2 powerbanki schowane na dnie walizki, zawsze mogły się przydać i byłam doskonale przygotowana na afrykańskie warunki. W nocy jednak nie mogłam usnąć... Siostry modliły się jeszcze, a ja postanowiłam do nich dołączyć. Napisałam przed snem SMS-a do mamy i taty, że już jestem, leżę na łóżku i rano poznam mieszkańców wioski...
Siostra Łucja przed snem przygotowała sobie jeszcze kilka śpiewników... Stwierdziła, że dzieci kochają śpiewać i będzie nam przez śpiew łatwiej nawiązać kontakt.. Był to dobry pomysł. Znam to przecież ze swojego doświadczenia , prowadzę przecież zajęcia dla dzieci... One KOCHAJĄ śpiewać.
Wstałam rano przed 6:00. Noc była dla mnie ciężka... Miałyśmy w domku wydzielone miejsce na "łazienkę", chociaż tak bym tego nie nazwała.
Poszłam się przebrać. Założyłam więc
Włosy spięłam w koka , założyłam okulary przeciwsłoneczne na głowę i byłam już gotowa. Wyszłam z domku i udałam się na śniadanie z innymi siostrami. Narzekać nie mogłam, chociaż wiadomo... Jestem przyzwyczajona do mojego jedzenia domowego...
Po zjedzonym śniadaniu wyszłyśmy wszystkie i udałyśmy się do wioski wraz z księdzem. Zaczęłam się trochę stresować.
Gdy dotarłyśmy na miejsce to chmara dzieciaków rzuciła się na księdza misjonarza.... A było ich ponad 30... Ksiądz witał się z nimi po imieniu, pytał co u nich słychać.. Cała rozmowa odbywała się po angielsku. Dobrze, że chociaż znałam ten język. Ksiądz misjonarz powiedział dzieciom, że będą mu pomagały również inne osoby i po kolei nas przedstawił
- Jestem Wiktoria! - powiedziałam i uśmiechnęłam się do nich szeroko.
Usiedliśmy wszyscy na ziemi w ogromnym kółku. Opowiadałyśmy dzieciom skąd dokładnie jesteśmy, że będzie im głosić naukę Bożą i mówić o naszej religii. A ja miałam przede wszystkim śpiewać i tańczyć z dziećmi.
Siostra Łucja podała mi tamburyn. A ja podawałam dzieciom tekst pieśni religijnej "Jezus siłą mą". Powoli uczyliśmy się tekstu piosenek, aż w końcu zaczęliśmy śpiewać
- Jesteście gotowi? Próbujemy? - spytałam
Chociąż na początku nie byli przekonani, to gdy ksiądz Adam powiedział, że będzie pomagał, to od razu się zgodziły i przystąpiliśmy do wspólnego śpiewania. Ja wybijałam rytm na tamburynie, a siostra Anna wszystko dokładnie dokumentowała telefonem - robiąc nam zdjęcia i nagrywając.
Chociaż za pierwszym razem nie wyszło nam idealnie, to z każdym kolejnym było już coraz lepiej. Wiedziałam, że ciężko jest nauczyć się takim dzieciom języka polskiego, ale znały księdza Adama, który kiedyś próbował ich uczyć, więc szło im bardzo dobrze. A głosy afrykańskie mają w sobie magiczną moc, siłę i ale i wielką energię do działania. To było niesamowite.... Jeden z chłopczyków przyszedł do mnie na kolana i uczyłam go grać na tamburynie. Siostra Anna zrobiła nam razem zdjęcie.
Jezus, daje nam zbawienie,
Jezus, daje pokój nam.
Jemu składam dziękczynienie,
chwałę serca mego dam.
Ref. Jezus siłą mą, Jezus pieśnią mego życia.
Królem wiecznym On niepojęty w mocy swej.
Dziś znalazłem to, czego szukałem do dzisiaj.
Sam mi podał dłoń, bym zwyciężał w każdy dzień.
W Jego ranach uzdrowienie,
w Jego śmierci życia dar.
Jego krew to oczyszczenie,
Jego życie chwałą nam.
Ksiądz Adam poinformował nas,że następnego dnia przyjadą ubrania i żywność dla mieszkańców, które zostały zbierane w Polsce.
- Jutro zajmiemy się ich rozdawaniem - powiedział do mnie po zaśpiewaniu piosenki
- Dużo tego? - spytałam
- Zależy dla kogo. Dla nich będzie to ogrom rzeczy, dla nas marna garstka.....
Patrzyłam się na te dzieci, które chodziły w porwanych ubraniach, boso.... Strasznie wychodzone.. Widok ten sprawiał, że chciało mi się płakać.. Dlaczego świat jest taki niesprawiedliwy?
Zaczęłam więc opowiadać dzieciom skąd pochodzę że mieszkam w górach , opowiadałam jak się żyje, że można zjeżdżać na nartach. Zaczęłam więc uczyć dzieci kolejnej piosenki religijnej "Pan jest pasterzem moim" na melodię góralską. Zaśpiewaliśmy więc znowu razem
Potem znów siedzieliśmy w kółku i opowiadaliśmy o sobie. Ja opowiadałam, że gram na wielu instrumentach, pokazywałam dzieciakom filmiki jak gram i śpiewam. Bardzo im się podobało.
Po południu dzieci oprowadziły nas po swojej wiosce. Było to dla nich fascynujące, że mogą pokazać innym ludziom , gdzie mieszkają. Mocno zaprzyjaźniłam się z chłopem, który siadł mi na kolanach podczas gry na tamburynie. Miał na imię Teri. Poprosił mnie, abym jutro pograła z nim w piłkę, którą dostał kilka lat temu, gdy misjonarze przywieźli do ich wioski rzeczy i żywność. Jak mogłam się nie zgodzić?
Gdy wieczorem wróciliśmy do naszych chatek, zadzwonił na wideo-rozmowie do mamy.
- I jak tam jest ? - spytał tata
- Bardzo fajnie... Dzisiaj śpiewaliśmy piosenki, opowiadaliśmy o sobie, dzieci oprowadziły nas po swoich domach.
- Jak wizja Afryki? - spytała mama - Jak ci się to podoba?
- Jest niesamowicie, że mogę poznać ich kulturę, ich sposób bycia... Jednak sama wizja jest przerażająca.. Bieda, głód.. Dzieci chodzą boso w porwanych ubraniach... Jutro ma przyjechać transport żywności i ubrań. Mamy się zająć ich rozdawaniem.
- Pokazałaby ci Pawełka, ale poszedł przed chwilą spać - powiedziała mama
- Nic nie szkodzi, może jutro połączymy się wcześniej, zależy co jutro będziemy dokładnie robić i ile nam z tym zejdzie. Odezwę się jutro jak coś... Do zobaczenia - pomachałam do kamery.
Usiadłam na swoim prototypie łóżka... Siostra Anna przesłała mi pełno zdjęć z dzisiejszego dnia. Znalazłam tam fotografię swoją i Teri'yego, jak siedział mi na kolanach i graliśmy na tamburynie.
Wstawiłam to zdjęcie na swojego Instagrama z napisem
"Na fotografii jestem ja i Teri. Teri jest mieszkańcem Zambii kocha grać w piłkę , bawić się z kolegami i to co nas łączy, kocha śpiewać i tańczyć chwaląc Boga... Teri jest taki sam jak my wszyscy, tylko dlaczego my mówimy, że Afryka to inny świat? Nieprawda. My się niczym nie różnimy... To, że ja mam zielony kombinezon, a Teri ma porwaną koszulkę? Rzeczy materialne nie są ważne, ale dla Europejczyków w dzisiejszym świecie są najważniejsze... To niebywałe, jak dla Teriego i jego pozostałych kolegów najważniejsze jest to, że ktoś się z nimi pobawi, usiądzie, poopowiada... Uczmy się od nich.... Afrykanie są mądrzejszymi ludźmi od tych wykształconych na Oxfordzie zadufanych w sobie Europejczyków... Dobranoc... Widzimy się jutro, muszę naładować baterię,bo Teri chce pograć ze mną w piłkę"
Następnego dnia wstałam dość wcześnie jak ostatnio. Założyłam na siebie
Włosy ponownie związałam w koka. Udałam się z siostrami na poranną modlitwę i na śniadanie. Poszłyśmy od razu do wioski. Czekałyśmy na transport , który miał chwilowe opóźnienie. Przyszedł po chwili do nas ksiądz Adam
- Witam... Dostałem przed chwilą informację, transport będzie za jakieś pół godziny.
Poszłam więc do dzieci, ponieważ już stały w większej grupie i czekały na nas i na to, co będziemy robić.
Zapytały się mnie, na co czekamy.
- Czeka na was niespodzianka... Musicie jednak trochę poczekać.
- A co to za niespodzianka?
- Jak wam powiem, to nie będzie to już niespodzianka. - uśmiechnęłam się
Zrobiłam sobie z nimi wspólne selfie i w tym momencie podjechał samochód najpierw jeden, potem drugi i trzeci. Mieli ogromne kartonowe pudła. Dzieci były zdziwione, co w nich się znajduje. Podbiegły i nagle chciały wszystko rozszarpać. Zabrałyśmy jednak pudła do naszych domków , było w nich pełno żywności, ubrań, nawet i buty. Jakieś zabawki. Przez prawie 3 godziny podzieliłyśmy wszystkie rzeczy, popakowałyśmy w pudełka, podpisałyśmy imionami dzieciaków i wraz z księdzem Adamem poszłyśmy do wioski, aby je rozdawać.
Siostra Anna znowu wszystko udokumentowała i wieczorem ponownie przesłała mi zdjęcia. Wstawiłam jedno z nich jak wręczam Aice - małej dziewczynce paczkę. Podpisałam je pewnym dłuższym fragmentem
"Proszę sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zamiast rozwijać cywilizacyjnie Afrykę, wysyłamy tam żywność. Nikomu nie zależy na tworzeniu konkurencji i nikogo nie interesuje los ludzi dziesiątkowanych przez choroby, głód i niedobory wody. Rozwój cywilizacji, gospodarki światowej to postęp technologiczny dający coraz większe szanse na przeżycie w trudnych warunkach, a przez to wzrost liczby ludności. Ale są ludzie, którzy chcą to powstrzymać. "- Zbigniew Jaworski. A ja się cieszę, że nadal mogę im pomagać. Do zobaczenia jutro! Chłopaki chcą mnie zabrać na boisko!"
Następnego dnia wstałam około 5:00. Nie mogłam spać.. Tutejszy klimat mi nie sprzyjał. Ubrałam się w
Włosy związałam w warkocza . Wyszłam na zewnątrz. Chciałam się przewietrzyć. Włączyłam na chwilę transmisję danych. Arek był akurat dostępny. Nagle zadzwonił do mnie przez wideo-rozmowę
- Cześć- powiedział
- Cześć - uśmiechnęłam się na samą myśl, że zobaczyłam Arka. Leżał jeszcze na łóżku, był nieco zaspany.
- Jak tam twoja Zambia? - uśmiechnął się - Widziałem te 2 zdjęcia
- Jak na razie wszystko dobrze.... Dzisiaj idę z nimi na ich boisko, dostałam specjalne zaproszenie, mamy grać w piłkę nożną.
- A jak wrócisz, to pograsz ze mną? - uśmiechnął się szeroko
- Arek...Ja jeszcze nie dałam ci żadnej odpowiedzi... Zrozum mnie, że nie jest mi łatwo powiedzieć, że chcę być z tobą, skoro nie widziałam cię dwa lata... Myślę, że musimy się jeszcze lepiej poznać.... To nie tylko miłość, to poznanie się jest najważniejsze...
- Rozumiem cię doskonale, Wiktoria, ale.... ja bardzo chciałbym z tobą porozmawiać.
- Arek nie mam czasu.... Idę na śniadanie.... Jeśli będę chciała z tobą porozmawiać, to zadzwonię do ciebie...
- Ale..
Ale ja już się rozłączyłam
Poszłam rano na śniadanie, a potem razem z innymi siostrami poszłyśmy się pomodlić. Po jakiś 2 godzinach poszłyśmy grać z dziećmi w piłkę, a ja puszczałam różne piosenki z internetu i do nich tańczyliśmy.
Gdy nadeszła niedziela, dzieciaki bardzo nie mogły się doczekać mszy świętej. Wstałam rano około 6:30. Z dnia na dzień spało mi się coraz lepiej. Założyłam więc
Włosy rozpuściłam... Wzięłam tamburyn i poszłam z siostrami na mszę. Dzieci już czekały na nas .. Usiadłam więc z boku i miałam odpowiadać za oprawę muzyczną. Wystukiwałam więc rytm i na początek mszy zaśpiewałam "Jezus siłą mą". Dzieciaki znały tekst, więc bez problemu włączyły się w naszą liturgię.. A sama msza bardzo im się podobała. To coś bezcennego widzieć ich radość. Na koniec zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia i każdy z nas miał chwilę dla siebie..
Chociaż Zambia nie ma dostępu do morza przeszłam się prawie 2 kilometry nad jezioro Walilupe. Usiadłam na brzegu... Wiatr wiał prosto w moją twarz i moje włosy znajdowały się we wszystkich stronach ... Zrobiłam sobie kilka zdjęć..... Oparłam telefon o kamień, aby niektóre z nich wyglądały, jakby ktoś mi robił je z ukrycia. Wstawiłam jedno z nich na swojego Instagrama
"Czy Afryka to tylko piasek, brak wody i bieda? Nie... to piękno przyrody, a w takich miejscach jak te - spokój, wyciszenie, miejsce na przemyślenia..... "
Usiadłam przy samym brzegu jeziora i zaczęłam rozmyślać nad swoim życiem i przede wszystkim nad Arkiem... Czego ja tak naprawdę chcę... I zrozumiałam jedno... Kocham Arka, ale niech on o mnie powalczy... Przecież każda kobieta by tego chciała.... Żeby facet się o nią starał...
Gdy wróciłam do wioski, siostry zakonne czekały na mnie z wieczorną modlitwą... Po modlitwie położyłam się spać..
Następnego dnia wstałam wypoczęta... Już nie targały mną wewnętrzne emocje i myśli o Arku. Ubrałam się
Od rana dzieci już na nas czekały, a my miałyśmy dla nich zajęcia... Zebraliśmy się w małej salce - jeśli tak to mogę nazwać. Tam siostry zakonne prowadziły katechezy dla dzieci, ja im oczywiście pomagałam na tyle, na ile mogłam, ale teraz to one mogły się wykazać.. Uczyły o Bogu, o Jezusie Chrystusie... I wtedy zrozumiałam, że te dzieci potrzebują Boga, do którego mogą się ze wszystkim zwrócić. To było niesamowite, że te dzieci tak uważnie tego słuchały....
Gdy nadszedł piątek , wstałam dość wcześnie. Założyłam
Tekst pochodzi z https://www.tekstowo.pl/piosenka,religijne,jezus_sila_ma.html







Komentarze
Prześlij komentarz