Wyjazd na Mazury był dla mnie ogromnym wyzwaniem... Jechałam tam w końcu z Arkiem, więc z jednej strony nie miałam się czego obawiać, ale z drugiej... Jechałam tam z jego znajomymi, których tak naprawdę dobrze nie znałam. Poznałam ich tylko przez kilka godzin na urodzinach Arka, nie wiedziałam więc, co to są za ludzie i czy można im zaufać. Arek jednak zapewniał mnie, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku.
W piątek rano wstałam więc dość wcześnie, chciałam jeszcze przed szkołą spakować walizkę. Nie musiałam jechać pociągiem do Krakowa. Arek zapewnił mnie, że przyjedzie po mnie i prosto z Zakopanego pojedziemy na Mazury. Na moje szczęście okazało się, że moja matematyczka zachorowała, więc jak zwykle w poniedziałki zaczynałam o 9:40, tak tym razem nie mam dwóch matematyk , więc zaczynianie zajęć w poniedziałek o 11:35 nie brzmi aż tak źle :)
Po powrocie ze szkoły, usiadłam jeszcze chwilę przy zadaniu domowym z niemieckiego i poszłam wziąć prysznic. Akurat gdy byłam w łazience, Arek podjechał pod dom. Mama krzyknęła do mnie z kuchni, że Aruś już jest, ale nie mogłam przecież wyjść w połowie kąpieli.
Mama, jak to mama - zaprosiła Arka do salonu i ugościła herbatą. Myślała, że jest zmęczony podróżą i obawiała się o mnie, czy Arek dowiezie mnie całą i zdrową na miejsce, ale.... jak się okazało o wiele, wiele później.. powody były zupełnie inne....
***
O godzinie 8:00, przed samym treningiem Arek dostał SMS-a z przychodni, że proszą o pilną konsultację.. Serce zaczęło bić mu szybciej.. Wiedział, czego może się spodziewać i gdy zapukał do gabinetu lekarza, wiedział, co się święci...
- Badania nam potwierdziły... Powrót białaczki.. Bardzo nam przykro...
Arek był na to przygotowany... Ale wiedział, co poprzednim razem w jego życiu zrobiła białaczka, do czego doprowadziła. Nie chodziło o jego organizm, bardziej zależało mu na życiu prywatnym. Po raz pierwszy zakochał się na zabój i stracił ukochaną. Teraz znów ją odzyskał. I czy miałby nadal ją stracić?! Nie chciał tego.... Pragnął jej...
- Panie doktorze - wydusił z siebie po chwili milczenia
- Tak?
- Kiedy mam poddać się leczeniu?
- Jak najszybciej...
- Ja... ja teraz wyjeżdżam na weekend z dziewczyną..
- Musi pan już w poniedziałek stawić się nam w szpitalu.. Nie mamy na co czekać, a może stać się jeszcze gorzej...
- Koniec z treningami?
- Jak na chwilę obecną - kategoryczny... Pan już raz spotkał się nie tylko z białaczką, ale i nowotworem.. Wcześniej była to ostra białaczka szpikowa. Teraz jest ona lżejsza, ale... nie mamy pewności, czy się nie przerodzi w ostrzejsze stadium
Arek załamał ręce... Chciał już normalnego życia... Tak bardzo tego pragnął. Pragnął tego, co pokazują w tych wszystkich filmach - kochająca żona, dzieci... Może i w tej kwestii był zbyt staroświecki, ale to było jego marzenie. A choroba? Przekreśliła mu to wszystko w jednym momencie.
Wrócił do pustego mieszkania i usiadł zmęczony na kanapie... Na stoliku były jeszcze zdjęcia ze studniówki. Nie schował ich.. Lubił je oglądać w wolnych chwilach, a teraz patrzył na nie, jak na wspomnienia, które nigdy nie wrócą. Wydawał się na nich taki uśmiechnięty z Wiktorią. Chciał zawsze widzieć ją taką szczęśliwą. Położył się na kanapie i zamknął oczy...
Poczuł nagle dreszcz... Miał przed oczami ich pierwszy pocałunek.. Teraz ich wspólne chwile miały od tak minąć?
"Jeśli kogoś kochasz, pozwól mu odejść" - nagle do głowy mu przyszedł ten cytat, który znalazł gdzieś w Internecie. Wcześniej było to dla niego bzdurą. A teraz? Brzmiało zbyt realnie
- Chcę tylko jej szczęścia - powiedział na głos, jakby z kimś rozmawiał - A ja i moja choroba nie damy jej tego.
Podniósł się zamaszyście z kanapy i poszedł się pakować. Chciał spędzić z Wiktorią te ostatnie wspólne chwile... Bo musiał to zakończyć... Nie chciał, aby się nad nim użalała i nad jego chorobą. Nie chciał, aby była z nim tylko dla współczucia. To nie tak powinien wyglądać związek.
Gdy podjechał pod jej dom w Zakopanem, pani Kasia wyszła mu na spotkanie i zaprosiła na herbatę i chociaż nie miał ochoty, wszedł niechętnie.
- Wiktoria dopiero bierze prysznic - powiedziała uśmiechnięta jak zawsze pani Kasia - Mówiłam jej, że przyjechałeś, ale.....
- Nie śpieszy się nam - powiedział do kobiety - dziewczyna mojego kolegi - Maja pracuje do 16:00, więc zanim oni wyjadą z Krakowa to nam trochę zejdzie.
- Wiadomo, ile my - kobiety potrzebujemy czasu na przygotowanie - Sama od rana szykowałam się do wyjazdów z Kamilem, a jak jeszcze były to jakieś gale czy coś w tym rodzaju to już nie wspomnę.
- Wspiera pani męża? - spytał zagadkowo
- Tak, zawsze to robiłam.Nigdy nie zapomnę momentu, jak miał wypadek... Nigdy tak szybko nie pojechałam do szpitala... Naprawdę takie momenty... Łączą zakochanych... - zamyśliła się na moment - Ale nikomu nie życzę, aby aż tak martwić się o zdrowie ukochanej osoby... Tutaj był wypadek, złamana ręka, zerwane więzadła... A jak ludzie chorują? Teraz na każdym kroku nowotwory... I to już u malutkich dzieci... Co kilka lat sprzedaję swoje sukienki na aukcjach internetowych i przekazuję na onkologię dziecięcą, ale widzę , że za każdym razem dzieci jest coraz więcej...
Arek zląkł się... "Nikomu nie życzy"... Czyli najbardziej swoim dzieciom.. To go utwierdziło w przekonaniu, że nie może zrobić tego Wiktorii
- Wiktoria też z panią chodziła do szpitala? - spytał
- Do Kamila?
- Tak...
- Tak, była ze mną... Tak bardzo martwiła się o tatę... Ale kto się o niego nie martwił? Cała Polska drżała...
- A te wizyty na onkologii? - powiedział półgłosem
- Też ze mną chodziła.. Chyba dlatego teraz jest tam wolontariuszką... Ale i tak tam przeżyła swoje na onkologii
Arek spojrzał na nią pytająco.
- Poznała tam wiele dzieci.. Mocno związała się z tym małym Kacprem... Po tym jak... straciła ciebie... było jej ciężko i nikt nie mógł jej pomóc. To był najtrudniejszy okres w jej życiu... Potem zmarł Kacper.. Załamała się. Poczuła, że nie ma już nikogo.
- Nie mówiła mi o tym
- Nie chce pewnie do tego wracać.. A ona szukała ciebie w każdy możliwy sposób. Była w kontakcie z trenerem klubu.
W tym momencie po schodach zeszła Wiktoria z walizką.
-Jestem gotowa! - powiedziała uśmiechnięta od ucha do ucha
- To ja porywam pani córkę - uśmiechnął się Arek i podszedł do dziewczyny, aby ją pocałować
- Bawcie się dobrze... I zadzwoń do mnie, jak dojedziecie na miejsce! - pożegnała ich Kasia w drzwiach, a młodzi wsiedli do samochodu i pojechali prosto na Mazury.
- Nie mogę się doczekać - westchnęła Wiktoria
- Mazur czy tego, że spędzisz ze mną ten weekend? - spytał, uśmiechając się zawadiacko
Starał się przy niej zachowywać tak, aby nie wydało się, że jest chory. Chciał spędzić jak najlepiej ten weekend, aby oboje go wspominali na zawsze i to jak najlepiej
- Oczywiście, że Mazur! - zrobiła mu na złość - Nigdy nie byłam na Mazurach
- Osz ty! - zaśmiał się
Gdy minęli Kraków, Wiktoria włączyła radio w samochodzie... Obecna muzyka jakoś nie wpadała jej w ucho, kochała stare klasyki i nagle znalazła radio idealne dla siebie. Akurat piosenka już leciała, a Wiktoria poczuła się w swoim żywiole i zaczęła śpiewać
Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Bo miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze
- Chyba nie możesz żyć bez śpiewania - powiedział do niej Arek
- Jakbyś odkrył Amerykę - zaśmiała się i zaczęła śpiewać dalej
A gdy Arek po raz kolejny usłyszał refren... Poczuł, że ta piosenka idealnie wkomponowała się w jego dotychczasową sytuację... Próbował skupić się na drodze, ale kątem oka spoglądał na Wiktorię. Kochał ją i co do tego nie miał żadnych wątpliwości. Czy jednak był gotowy, aby to wszystko zostawić? Widział jej szczęście, jej uśmiech i nie chciał za żadne skarby, aby to się skończyło... Nie chciał jej łez.
Gdy dojechali na miejsce, Maciek z Pauliną już na nich czekali pod pensjonatem. Wszyscy się przywitali uściskiem
- A Bartek z Mają? - spytał Arek Maćka
- Bartek dzwonił, że będą za pół godziny.
- Wchodzimy? - wskazała na pensjonat Wiktoria - Trochę tu zimno na dworze
Weszli więc wszyscy i zameldowali. Weszli tylko na chwilę do swoich pokoi, a potem przenieśli się do salonu gier, gdzie czekali na ostatnią parę z ich mazurskiej eskapady.
Na środku wielkiej sali stał bilard. Arek z Maćkiem od razu chcieli pochwalić się swoimi umiejętnościami. Paulina z Wiktorią stały obok pod ściną i rozmawiały.... Miały wiele wspólnych tematów. Obie uwielbiały stare filmy, były romantyczkami i do tego kochały sport. To je łączyło. Po jakiś 20 minutach pod pensjonat przyjechali Bartek z Mają. Przywitali się ponownie wszyscy miłym uściskiem i chłopcy wrócili znów do gry w bilarda.
Wiktoria zabrała Paulinę i Maję do głównego salonu, gdzie przy kominku piły herbatę. Śmiały się, opowiadały o swoich drugich połówkach, ale Wiktoria zauważyła, że Maja dziwnie się jej przygląda przez cały ten czas.
Gdy wieczorem wszyscy wrócili do swoich pokoi, Wiktoria poszła wziąć prysznic. Po 30 minutach wyszła z łazienki w mokrych włosach i owinięta ręcznikiem. Arek leżał akurat na łóżku i gdy ją zobaczył, zrobił wielkie "WOW"
- Co się gapisz? - zaśmiała się Wiktoria
- Jesteś taka piękna - powiedział po chwili milczenia, a w jego głosie było tyle szczerości, że Wiktoria usiadła na brzegu łóżka, po czym pochyliła się nad swoim chłopakiem i namiętnie się pocałowali...
- A co byś powiedziała, jakbym zdjął ten ręcznik? - uśmiechnął się zawadiacko, a Wiktoria przeczesała ręką swoje mokre włosy
- Oj nie wiem, nie wiem - kokietowała go - Musiałabym się spytać mamy... - po czym położyła się na łóżku
Arek objął ją swoim ramieniem i tak leżeli na łóżku, wtuleni w siebie
- Wiesz.... Muszę ci coś powiedzieć... - zaczęła zagadkowo Wiktoria, przez co na ciele Arka pojawił się momentalnie pot... Denerwował się.. A jak coś wie? To byłby dla niego ogromny cios... Miał już w głowie pełno scenariusz, jak wybrnąć z całej te sytuacji, gdy Wiktoria dopowiedziała swoją myśl - Jak graliście w bilarda, my siedziałyśmy w salonie i gadałyśmy. Nic nadzwyczajnego. Zwykłe damskie plotki, ale przez cały ten czas... Maja tak dziwnie na mnie patrzyła... Jakbym chyba była jej największym wrogiem.. Nie uważasz?
Arek odetchnął ulgą.
- Nie wiem, o co może jej chodzić - powiedział
- Ja też nie - Wiktoria wtuliła się w jego nagi tors
- Ale może też zauważyła, jak podczas moich urodzin Bartek patrzył na ciebie... - westchnął
- Na mnie? - Wiktoria zamaszyście wstała
- A to ty tego nie widziałaś? Nie gadaj... Mnie na samą myśl ściskało... - powiedział bardziej zdenerwowany Arek
- Nie zwracałam na to uwagi... Dobrze mi się z nim gadało..
- Ja widziałem ten jego wzrok, który wręcz zawisł na tobie.. Maja też to musiała zauważyć.
- Nie wydaje mi się..Wyglądają na zakochanych...
- My też - Arek pochylił się nad swoją ukochaną i zgarnął z obojczyka jej mokre, długie włosy.... Delikatnie całował jej szyję..
- My nie wyglądamy na zakochanych. My się kochamy... - poprawiła swojego chłopaka Wiktoria
- To też racja.. - oderwał się tylko na chwilę od jej szyi i powoli schodził niżej.... Gdy już dotarł do krawędzi ręcznika i zaraz miał go zdjąć, gdy nagle usłyszeli pukanie do pokoju.... - Jak zawsze umieją wyczuć moment! - zdenerwował się Arek , a pukanie nie ustępowało
- To idź otwórz, a ja pójdę przebrać się w piżamę w łazience... - powiedziała Wika i po chwili zniknęła za drewnianymi drzwiami
Arek mozolnie wstał i udał się do drzwi od pokoju. Po drugiej stronie stała.... Maja!
- Maja? Coś się dzieje? - spytał Arek
- Wiktoria jest w pokoju?
Arek wiedział, że na pewno chce o niej porozmawiać..
- Nie ma jej, wyszła - skłamał, lecz powiedział to ciut głośniej, aby Wika, która była w łazience, usłyszała to
- Mogę wejść do pokoju? Nie chcę o tym rozmawiać na korytarzu...
- Ok, wejdź....
Maja usiadła w fotelu i od razu zwróciła swój wzrok w stronę drzwi od łazienki.
- Byłeś w łazience? Nie zgasiłeś światła....
- Miałem zamiar wchodzić... Niech się świeci! O czym chciałaś pogadać? - spytał
- O twojej Wiktorii - powiedziała stanowczym głosem
- Coś z nią nie tak? Bo nie rozumiem o co może ci chodzić
- O co mi chodzi? - zaczęła się denerwować , co było słychać po drżącym głosie i dłoniach
- No tak.... Mówiła mi, że się wszystkie świetnie dogadujecie, więc dla mnie to jeszcze lepiej... Nie chciałbym, aby czuła się obco wśród moich znajomych
- To jej powiedz, żeby nie czuła się zbyt dobrze przy moim Bartku! - krzyknęła
Arek nie zrozumiał tego napadu gniewu i chciał jakoś uspokoić Maję, ale było tylko coraz gorzej
- Ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi.... - mówił
- Jak to możesz nie widzieć? Przyprowadziłeś na te swoje urodziny jakąś dziewczynę.. - Arek szybko jej przerwał
- To nie jest jakaś dziewczyna! - zdenerwował się - To jest Wiktoria, jesteśmy parą i jeśli będziesz cokolwiek chciała powiedzieć na jej temat, przemyśl! Ok?! - krzyczał bardziej niż ona, przez co Maja uspokoiła się i schowała głowę w ramiona
- Na tych twoich urodzinach widziałeś pewnie, jak Bartek spoglądał na Wiktorię.... - mówiła dalej ze spuszczoną głową
- Tak, widziałem.... Nie umknęło to mojej uwadze... - westchnął
- Wiesz... Mi się wydaje, że on... że on ciągle o niej myśli... Chyba ten nasz wyjazd nie wyjdzie nikomu na dobre...
Arek powiedział sobie w myślach "Żebyś wiedziała" - w końcu za 3 dni miał być w szpitalu i znów leżąc na łóżku będzie się zastanawiał, czy odrzucenie całego jego szczęścia było dobrym pomysłem. Nie chciał więc już więcej nad tym rozmyślać. Maja zauważyła jego znużenie i postanowiła opuścić ich pokój, wcześniej jednak szepnęła do Arka "Pilnuj tej swojej Wiktorii'
"Gdybyś tylko wiedziała, że zaraz wyleci z mych rąk" - powiedział sobie w duchu i ledwo gdy Maja opuściła ich pokój, z łazienki wyszła Wiktoria... Wyglądała na zasmuconą.
- Ja naprawdę nie wiedziałam, że jesteście takimi spiskowcami i najchętniej to bym wróciła już do domu. Łączycie mnie i Bartka - ty jako mój chłopak i Maja jako dziewczyna Bartka. Wy naprawdę macie nierówno pod sufitem...
- Ale Maja nie wiedziała, że tu jesteś - próbował się jakoś wytłumaczyć
- Ale wiesz co, Arek? Wcale mnie to nie obchodzi, czy ona wiedziała, czy nie i co by zrobiła, jakby wiedziała... Bo po gdybaniu to... - nie dokończyła swojej myśli - Możesz iść się myć, ja idę spać
Wiktoria położyła się na dużym małżeńskim łóżku w pokoju i wyjęła z walizki książkę "Duma i uprzedzenie"... Klasyk, który każdy musi przeczytać... Dopiero co go zaczynała, była na 13 rozdziale, ale była pewna jednego, że ta noc jest zwiastunem cichych dni, przez co przez ten weekend skończy książkę autorstwa Jane Austen..
Gdy Wiktoria się obudziła o 7:30, Arek jeszcze spał. Po wczorajszej kąpieli położył się obok niej na łóżku, po czym wyjął telefon i spędził cały wieczór.... Na przeglądaniu social mediów? A może robił cokolwiek innego? Tylko Arek wiedział, że jego historia wyszukiwań przepełniona była informacjami na temat powrotu białaczki, sposobów leczenia i skutków dla organizmu...
Wiktoria wstała z łóżka i spojrzała na książkę, która leżała na stoliku nocnym. Zostało jej tylko 70 stron do przeczytania. Rzuciła na nią jeszcze kątem oka, po czym wzięła z walizki rzeczy i poszła do łazienki.
Zrobiła poranną toaletę, ubrała się w wyjęte z walizki ubrania. Następnie rozpuściła swoje długie włosy, zrobiła makijaż i wyszła z łazienki.
Arek siedział w piżamie na krańcu łóżka i patrzył na Wiktorię.
-Dzień dobry - powiedział jej na przywitanie
- Cześć - odpowiedziała mu zdawkowo i podeszła do walizki, aby wyjąć z niej ładowarkę do telefonu. Padała jej bateria, a zapomniała podładować telefonu wieczorem.
- Idę się ubrać - powiedział Arek.
- To idź. Bronię ci?
Odpowiedziało jej milczenie i trzask drzwi do łazienki.. Wiktoria usiadła na łóżku i schowała głowę w dłonie.... Nie chciała się rozpłakać, ale to było silniejsze od niej. Pokłócili się o jakiś ludzi, których ona tak do końca nie znała. Teraz przechodzili ciche godziny podczas ich pierwszego wspólnego wyjazdu... Chciała, żeby to jak najszybciej minęło, ale i tak była dalej zniesmaczona po tym, że jej Arkowi przeszło przez głowę myśl, że Bartek i ona.... Sama nie mogła sobie takich bzdurnych rzeczy wyobrazić, a co dopiero on.
Wstała i wytarła oczy z łez... Wciągnęła powietrze nosem i podeszła do drzwi łazienki. Zawahała się przez chwilę... Jednak postanowiła zapukać do drzwi.
- Arek.....
- Tak? - odpowiedział jej ponurym głosem
- Schodzimy na śniadanie?
- A może dasz mi chwilę się ogarnąć?! Myślisz, że jak ty jesteś gotowa, to ja potrzebuję minuty! Świat nie kręci się wokół ciebie!
Wiktoria była zaskoczona... Spytała ze spokojem, a odpowiedziały jej nerwy. Ona sama święta nie była i umiała pokazać pazurki
- W końcu jeśli w sprawach z nami idzie ci tak wolno i pobieżnie to może chociaż w sprawie ubrania się działasz szybko i skutecznie! - krzyknęła i wyszła z pokoju , trzaskając mocno drzwiami
Słowa Wiktorii uderzyły mocno w ego Arka - w jego najczulszy punkt. Chłopak już po minucie wyszedł ubrany i przyszykowany z łazienki i zszedł na śniadanie. Przy wielkim stole siedział Maciek z Pauliną i Bartek. Maja z Wiktorią poszły do stolika z talerzykami i nakładały sobie jedzenie.
- Jak się spało? - spytał Bartek Arka
- Możesz nie pytać? - warknął
- Ooo! Ktoś tu wstał lewą nogą - zaśmiał się Bartek
- Oj Bartuś, nie trafiłeś! - odezwała się Wiktoria z oddali - Spał po drugiej stronie łóżka!
"Bartuś!" - te słowa zadziałały na Arka jak płachta na byka i nawet nie tknął śniadania. Wiktoria usiadła obok swojego chłopaka również bez słowa...
Każdy widział tę napiętą atmosferę między nimi i Maciek postanowił włączyć wielki telewizor na ścianie. Akurat był to kanał sportowy i wyjątkowo wywiad z tatą Wiktorii sprzed X lat.
Wszyscy widzieli, jak Wiktoria była wpatrzona w ojca jak w obrazek. Byli zaskoczeni, ale od razu zrozumieli jaka cudowna więź ich łączy.
"- Niesamowite uczucie wygrać? - zadano pytanie
- Niesamowitym uczuciem było, jak moja żona czekała na mnie na lotnisku... Zrobiła mi ogromną niespodziankę... Byłem taki zmęczony po tych Igrzyskach, jeszcze ta oficjalna część w Warszawie... Wyssała ze mnie resztki energii, a potem ląduje w Krakowie, jedynie o czym marzę to ciepłe łóżko, a tu nagle widzę w oddali moją żonę -Kasię. I wtedy dla mnie nic się nie liczyło.. Ani to, że jestem zmęczony, że czekają na mnie dziennikarze, że mam w torbie medale z Igrzysk Olimpijskich... Rzuciłem to wszystko w kąt, nic nie było ważne, tak jak to, że chciałem teraz przytulić się do mojej żony i ją pocałować. I to zrobiłem, zawirowałem nią jeszcze wokół... Potrzebowałem tego... Bo człowiek potrzebuje w swoim życiu miłości, czułości, zrozumienia i wsparcia i ja... od Kasi otrzymuję te wszystkie wartości i nigdy jej się za to nie odpłacę... Mamy cudowne dzieci, wiem, że nie byłoby Piotrusia, Wiktorki i Karolka gdyby nie Kasia...
- Jak dzieci zareagowały na to, że wróciłeś z Igrzysk?
*Kamil uśmiechnął się*
- W drzwiach powitała mnie oczywiście Wiktorka. Kibicuje tacie z całego serca i nawet skoków w Sapporo nie pomija!
- Prawdziwa fanka
- Prawdziwa córeczka tatusia, ale też i rodowita góralka! Ale jaka ona jest uparta! Śmiejemy się z żoną, że to po niej, chociaż Kasia zapiera się, czym tylko może... Chociaż rodzice nigdy nie rozgraniczają , które dziecko jest dla nich najważniejsze , to mnie i Wiktorię łączy cudowna więź. Poród rozpoczął się, jak mnie nie było w domu i moją żonę wspierali moi rodzice...
- Czy trójka dzieci wystarczy?
- Dzieci nigdy nie za wiele! - zaśmiał się - Ale to jest nasza wspólna decyzja.. Wiem, że mnie nie ma w domu przez pół roku i że cała odpowiedzialność wychowania i opieki spoczywa na Kasi. Do tego Kasia pracuje , więc jest to dla niej podwójnie ciężkie. Jestem Jej ogromnie wdzięczny. Ale nie ukrywam, że zawsze marzyła mi się duża rodzina! Wiele dzieci, więc przekłada to się na wiele wnuków... Pokazują zazwyczaj w telewizji, jak te ogromne rodziny spotykają się przy jednym stole z okazji ważnych uroczystości. Chcę stworzyć coś takiego...
- Twoje dzieci pójdą w twoje ślady?
- Nie wiem... Piotrek próbuje sił w skokach i będę go zawsze wspierał, ale nawet gdyby chcieli zostać astronautami, artystami , kucharzami - będę je wspierał. Jestem ojcem, który wychowuje i kocha, a nie nakazuje..."
Wywiad się skończył, a Wiktoria nadal spoglądała na tego młodego tatę...
- Nic się nie zmienił - powiedziała po chwili milczenia - Teraz nam powtarza to samo, że nas kocha i że zawsze będzie nas wspierał
- Jak zareagował na chłopaka? - spytała Paulina
- Boi się, widzę to w jego oczach. Jestem jego córeczką, a każdy ojciec boi się o chłopaka swojej córki i często mu nie ufa.... Piotrek też początkowo był nie ufny... Za to na przykład Olek.. Od razu się polubili!
Arek nie komentował tych słów, ani nie brał żadnego udziału w tej rozmowie.
Po śniadaniu wszyscy wybrali się do muzeum kajakarstwa i wybrali się na spacer po okolicy. Bartek zaprosił całą ich paczkę na obiad. Sam stawiał, więc wszyscy tym bardziej się zgodzili, bo przecież kto by odmówił? Po obiedzie wybrali się na narty. Tak! Mazury to nie tylko kraina jezior, również można pojeździć tam na nartach. Po wysiłku fizycznych poszli wszyscy na kolację, tym razem nie było już stawiania, ale naprawdę zjedli niesamowite potrawy mazurskiej kuchni.
Arek jednak podczas tego całego dnia zachowywał się dziwnie, z nikim nie rozmawiał, był bardzo przygaszony. Więc gdy wszyscy mieli wychodzić z restauracji i wrócić do hotelu, Arek złapał Wiktorię za rękę i powiedział:
- My się jeszcze przejdziemy, wrócimy później! - Wiktoria spojrzała na Arka zagadkowo, ale nie protestowała.
- Ok, jak coś , to dzwońcie - powiedziała Maja i gdy czwórka załogi wróciła do hotelu, Arek z Wiktorią poszli na spacer do lasu
- Nie wiem, czy wyjście z tobą, gdy jest ciemno do lasu jest bezpieczną opcją - powiedziała, po czym skrzyżowała ręce na piersi. Szli z odstępem, bo chociaż Arek chciał dotknąć Wiktorię, dziewczyna była zła i się burzyła
- Boisz się mnie? - spytał
- Nie wiem, bo jeśli uważasz, że świat kręci się wokół mnie, to pewnie chciałbyś to zmienić - burknęła
- Przepraszam! - krzyknął, po czym zatrzymał się na środku drogi i w tym momencie zaczął padać deszcz.
Wiktoria chciała schować się gdzieś pod drzewem i prosiła Arka, aby wrócili do hotelu, ale chłopak nie miał zamiaru jej słuchać. Uklęknął na obu kolanach i wzniósł głowę wraz z rękoma do góry
- Deszcz nie jest nam straszny! Bo ja cię kocham, Wiktoria! Kocham cię! Pamiętaj to do końca życia! Przepraszam cię strasznie za wszystko! - spojrzał jej prosto w oczy i z prawdziwą szczerością, miłością i żalem powiedział - Bo ... bo ja cię tak strasznie kocham!
- Wariat! - uśmiechnęła się Wiktoria
- Ale twój! - odpowiedział jej Arek
Wiktoria nie wahała się ani chwili, wyszła spod tego drzewa i spojrzała na przemoczonego Arka... Koszulka przykleiła się do jego ciała, rzeźbiąc każdy mięsień bardzo dokładnie.
Stała przed nim i mierzyła go wzrokiem. Nie wiedziała, co chciała zrobić. Była już cała przemoczona , ale nie aż tak jak Arek... Serce biło jej jak szalone. Jak go miała nie kochać?
- Wybaczam ci! - krzyknęła na cały głos i nie zważając na to, że dzieliła ich wielka kałuża i warunki nie były zachęcające, podbiegła do Arka , który podnosił się z ziemi. Rzucili się sobie w ramiona i mocno przytulili. Arek czuł oddech Wiki na swojej klatce piersiowej, przycisnął ją mocniej do swojego ciała i wplótł dłoń w jej pachnące włosy...
- Myślałem, że te ciche dni będą trwały wiecznie - powiedział - A ja bym nie mógł znieść tego.... Była to dla mnie katorga!
Wiktoria podniosła głowę i spojrzała na niego swoimi niebieskimi oczami.
- Myślisz, że mi nie było ciężko? - spytała
Arek pochylił się nad nią i zostawił na jej ustach delikatny, ale pełen miłości pocałunek. Ponownie spojrzeli sobie w oczy
- A możesz mi wytłumaczyć, w jakich naszych sprawach jestem wolny? - uśmiechnął się, odgarniając brązowy kosmyk włosów z twarzy ukochanej
Wiktoria uśmiechnęła się zawadiacko i schowała twarz w jego tors
- Nie powiesz? - zaśmiał się
- Wymsknęło mi się - parsknęła śmiechem
- Kocham ten twój śmiech - powiedział i złapał jej podbródek, który uniósł do góry
- Przysięgnij mnie - zastrzegła Wiktoria - Że już nigdy nie będzie takich cichych dni - wyciągnęła w jego stronę prawą dłoń z wystającym najmniejszym palcem
Obiecali sobie więc koniec takich dni, ale Arek nie mógł jej tego obiecać. Teraz widział jej radość w oczach, szczęście i uśmiech pełen miłości... Nie chciał widzieć jej smutnej, nie chciał, aby sterczała przy jego szpitalnym łóżku. Lekarz wysłał mu SMS-a, że to ponownie ostra białaczka szpikowa. Chciał więc przez te 2 ostatnie dni być szczęśliwy, aby do końca życia utkwiły mu w pamięci. Pocałował więc Wiktorię w czoło i obejmując ją ramieniem wrócili do hotelu...W drodze powrotnej rozpętała się okropna burza i gdy otworzyli drzwi swojego pokoju, zgasło światło w całym pensjonacie
- Ojej! - krzyknęła Wiktoria - I co teraz?
Arek zamknął za nimi drzwi
- Będziemy w ciemnościach - uśmiechnął się - Mam nadzieję, że teraz będziesz się czuła bezpiecznie?
- Z tobą - objęła go w pasie i przyciągnęła do siebie - Zawsze - po czym wspięła się na palcach i złożyła na jego ustach gorący pocałunek, który rozpalił Arka do czerwoności i w tym namiętnym pocałunku wylądowali na łóżku.
- Kocham cię - szepnął i przejechał dłonią po policzku Wiktorii, zatrzymując się kciukiem na jej ustach
Dziewczyna poczuła dreszcze na całym ciele.
- Arek.... - wtuliła się w jego ciepłą dłoń, po czym dorwała się do jego koszulki i sama nie wiedziała, co tak naprawdę chce z nią zrobić
- Jesteś gotowa? - spytał z poważną miną, a ona wpatrzona w niego jak w święty obrazek przytaknęła ruchem głowy
Po tym geście oboje zatopili się w swoich objęciach i w mgnieniu oka ich ubrania były już na podłodze.
Podczas tej upojnej nocy można było usłyszeć ich imiona, która same siebie pragnęły i prosiły o to, aby ta chwila trwała wiecznie. Wyznania miłości nie były rzucane na wiatr, płynęły prosto z serca, przez co w tych namiętnych chwilach nabrały większego wymiary. Wiktoria nigdy się tak nie czuła. To był jej pierwszy raz i zawsze się go bała - jak wyjdzie, jak ona się będzie zachowywać, jak to w ogóle wygląda. Arek już był obeznany w tym temacie. Tak mu się wydawało, ale kochając się z Wiktorią poczuł się jakoś inaczej - że tak naprawdę jest mężczyzną i że to Wiktoria mu zaufała. Czuł pewnego rodzaju odpowiedzialność za ten wieczór. Jednak Wiktoria była dla niego wyjątkową kobietą, podczas tej nocy czuł z nią wyjątkową więź, a ciepło jej ciała przyprawiało go o dreszcze. Tak samo na nią działał jego dotyk. Każde muśnięcie ustami, przejechanie kciukiem po części ciała sprawiało, że Wiktoria drżała... Nie ze strachu, ale z podniecenia.
Kochali się długo, ale ta noc była pełna pasji, zmysłów i namiętności. Oboje czuli się jak w niebie i gdy w końcu położyli się na łóżku, Wiktoria wtuliła się w jego nagi tors i powiedziała do niego proste:
- Dziękuję
Arek był lekk zdziwiony
- Za co? - spytał
- Za to , że sprawiłeś, że ta noc była dla mnie wyjątkowa i sprawiłeś, że mój... mój pierwszy raz był wyjątkowy - po czym pocałowała go w usta - I chcę, żeby te chwile trwały wiecznie.... - wtuliła się w niego mocniej, po czym ich dłonie splotły się w mocnym uścisku
"Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciał" - powiedział sam do siebie....
Wiktoria wyciągnęła ich splecione dłonie na wysokość oczy i zaczęła mówić
- Myślę, że to może i za wcześnie na takie deklaracje, ale... chciałabym spędzić z tobą resztę życia... Żebyśmy... byli razem do końca naszych dni - spojrzała prosto w jego oczy - Mieli dzieci... - uśmiechnęła się... - Jak chłopczyk, to musi być podobny do ciebie - złapała go za policzek
Arek uśmiechnął się delikatnie , bo nie chciał pokazywać, jak każde to słowo rani go wewnątrz...
- Myślę, że nigdy nie można planować - westchnął, odbiegając wzrokiem w drugi kąt pokoju
- Dlaczego?- spytała Wiktoria, dotykając jego twarzy
- Jeśli chcesz Pana Boga rozśmieszyć... Powiedz mu o swoich planach... Tak mówią
- I niech mówią co chcą - powiedziała Wiktoria - Ale ja i tak... tylko ciebie kocham... - po czym nachyliła się nad nim i przejechała językiem po jego wargach
- Jeszcze ci mało? - zaśmiał się Arek, obejmując ją w pasie i przyciągając do siebie, obsypywał ciało ukochanej pocałunkami....
Po raz kolejny tej nocy kochali się, tym razem namiętniej i Wiktoria wiedziała jedno, tę noc zapamięta na długo.
Arek obudził się bardzo wcześnie... Pierwszym widokiem po otwarciu oczu była niewinna twarz Wiktorii. Ucałował ją w czoło, tak by jej nie zbudzić, po czym wstał z łóżka i udał się do łazienki. Gdy wrócił z niej już ubrany i gotowy na nowy dzień, Wiktoria przecierała oczy. Usiadł więc obok niej i ucałował jej dłoń
- Dzień dobry - powiedział do niej, uśmiechając się od ucha do ucha
- Dzień dobry - odpowiedziała mu pocałunkiem
- A to za co? - spytał
- Za wszystko - uśmiechnęła się i po chwili zniknęła za drzwiami łazienki
Po kilkunastu minutach wyszła z niej już ładnie ubrana i umalowana. Miała na sobie
Na głowie zaś burza loków...
- Wyglądasz ... nieziemsko - powiedział Arek, po czym złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie tak, że Wiktoria usiadła mu na kolanach
- Tak się do mnie przymilasz... Coś chcesz? - zaczęła bawić się jego włosami
- Chcę tylko ciebie - i pocałował ją w policzek
- Jak spędzamy dzisiejszy dzień?
- Sam nie wiem
I tak naprawdę leniuchowali aż do obiadu, na który wybrali się do restauracji. Gdy weszli do niej po 15:00, było w niej już pełno ludzi w starszym wieku
- Co jest? - spytał Bartek
Maja podeszła do kelnera i spytała o sytuację, odpowiedział jej, że o 16:00 jest specjalny wieczorek seniora ze śpiewem
- No to mamy niezły ubaw - powiedział Maciek
- Nie przesadzajcie - może być fajnie - odezwała się Wiktoria, po czym zamówili jedzenie i usiedli przy stoliku.
Nagle do restauracji wbiegł mężczyzna w garniturze i powiedział, że ich diwa rozchorowała. Gorączkowo szukali jakiegoś zastępcy, ale... było ciężko, a przecież żal kraje serce, jakby mieli seniorów wyprosić. I wtedy na pomoc wpadła Wiktoria, która zaoferowała swoją pomoc. Podeszła do nich i przedstawiła się
- Ja mogę zaśpiewać - powiedziała
- Mogłaby pani? - spytał pan w garniturze
- Tylko musiałabym znać repertuar
- Anna German w większości dzisiaj króluje
- To trafił pan w dziesiątkę
Arek mrugnął okiem do ukochanej i powiedział do znajomych, że będzie to cudowny wieczór
Mężczyzna w garniturze usiadł przy fortepianie, a Wiktoria miała zostać poproszona na środek
- A teraz przed państwem gwiazda dzisiejszego wieczoru - Wiktoria Stoch!!
Całe towarzystwo biło brawa, a Wiktoria w kwiatowej sukience wyszła na środek.
- Dzień dobry, państwu! - powiedziała - Mam dzisiaj zaszczyt tutaj dla państwa zaśpiewać...
I gdy rozbrzmiewały pierwsze dźwięki, Wiktoria poczuła się w swoim świecie. Zamknęła oczy i zaśpiewała ponad 15 utworów Anny German - tych bardziej ale i tych mniej znanych. Arek siedział ze znajomymi i był w nią wpatrzony. Czuł się sam jak w niebie przy jej anielskim głosie.
- Masz prawdziwy skarb - powiedział Bartek, co spowodowały krwiożerczy wzrok Mai.
- Mamy dla państwa jeszcze jedną niespodziankę - uśmiechnęła się Wiktoria i znów zaczęła śpiewać
Podczas wykonywania tej piosenki jej wzrok uciekał w stronę Arka...
żyła tam Jagna dobra i czysta, i chodził do niej Jan kancelista.
Akurat to była niedziela, kręciła się karuzela,
Zabrał tam Jagnę kochanek czuły i całkiem zmącił jej miły umysł.
Myśli tej małej - białe zeszyty,
A on był dla niej, jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł
On ją zabierał nieraz na łódki, a ona jego leczyła smutki.
Posłuchaj pan, panie wędrowny: nastał ten dzień niewymowny
- Odszedł bez słowa kochanek podły, na nic się zdały płacz jej i modły.
Myśli tej małej - białe zeszyty,
A on był dla niej, jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł
Kto by uwierzył w całym Makowie, że dla niej światem był jeden człowiek?
Przez niego więc siebie zabiła ta, co z miłości tańczyła
Bóg jej wybaczył czyny sercowe i lody podał jej malinowe.
Myśli tej małej - białe zeszyty,
A on był dla niej, jak młody bóg,
żebyż on jeszcze kochać mógł
Wróci do ciebie jeszcze ta trumna, gdzie leży twoja kochanka dumna.
Bo taki, co kochać nie umie - przegra, choć wszystko rozumie.
Bóg cię pokarze swą nieczułością za to, żeś gardził ludzką miłością.
Myśli tej małej - białe zeszyty,
A tyś był dla niej więcej niż Bóg,
Pokłoń się do jej martwych nóg
Zapadła głęboka cisza i po chwili cała publiczność wstała i biła brawo przez kilka minut. Wiktoria speszyła się. Spojrzała na Arka, ale ten wbił wzrok w ziemię. Czyżby mu się nie podobało? Ukłoniła się kilkukrotnie, ale publiczność nadal stała.
- Dziękuję państwu bardzo - powiedziała Wiktoria do mikrofonu
Nagle jedna starsza pani podeszła do dziewczyny i złapała ją za rękę
- To ja , Pani , dziękuję - powiedziała ze łzami w oczach, a Wiktoria mocniej ścisnęła jej dłoń i uśmiechnęła się
Wiktoria zeszła ze sceny i wróciła do stolika znajomych. Oni również jej gratulowali, lecz Arek nawet nie zauważył, że jego dziewczyna dosiadła się do nich. Wiktoria złapała go za kolano
- Halo! Arek! - powiedziała
A on jakby wyrwał się ze snu.
- O! Wiktoria, już jesteś? - zdziwił się
- Aruś nam się zasłuchał i odleciał - powiedział Maciek
- Można tak powiedzieć - westchnął
Nie chciał nikomu mówić, co tak naprawdę leży mu na sercu. Zamówili więc jeszcze deser i wrócili do pensjonatu. Musieli już się pakować i o 20:00 wyruszyli w drogę powrotną...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
kiki2000


Komentarze
Prześlij komentarz