Numer 500 - ***

 Wracali więc do domu. Wiktoria była bardzo zmęczona i usnęła w samochodzie. Arek nie mógł się skupić na drodze... Kątem oka spoglądał na Wiktorię i w końcu postanowił się zatrzymać gdzieś na uboczu. Lampa uliczna idealnie oświetlała twarz jego ukochanej. Położył dłoń na jej policzku i nie oderwać od niej oczu.

- Gdybyś tylko wiedziała, co ja czuję i co muszę przeżywać.... - powiedział i tę iście romantyczną chwilę przerwał SMS.

Arek wyciągnął z kieszeni spodni telefon. 

- Znów ten cholerny szpital - powiedział po zobaczeniu tylko numeru telefonu.

"Przypominamy o jutrzejszych badaniach o godzinie 12:00 w naszym szpitalu. W związku w przyjęciem do szpitala prosimy zabrać ze sobą potrzebne rzeczy - piżama, przybory toaletowe , a także aktualne badania i badania z przebycia poprzedniej choroby. Życzymy miłego wieczoru"

- Niech się pocałują w dupę z tym miłym wieczorem! - krzyknął i rzucił telefonem na tylne siedzenie

Wiktoria wyczuła hałas i ruszyła się. Arek postanowił więc jechać dalej, aby w razie gdyby się obudziła, nie zastała ich w niezręcznej sytuacji...

A myśli dręczyły go całą drogę. Jak to miał w ogóle rozegrać? Z dnia na dzień czuł się coraz gorzej i bał się, że nie dojedzie do Zakopanego, ale chciał jedynie wysadzić Wikę przed domem... A może nie przed domem? Musiał z nią poważnie porozmawiać.. Ale jak w ogóle miał zacząć tę rozmowę? "Przepraszam Wiktoria, ale to nie sensu?" Zbyt głupie. A może po prostu "Nie możemy być razem". Chyba zbyt banalne.. Ale z drugiej strony on jest przecież zwykłym człowiekiem. Nie stać go na bardziej wartościowe słowa i chociażby powiedziałby o tym piękną polszczyzną i w dodatku poezją, to i tak nie dorównałby się do Wiktorii - jak na nią mówił w myślach "polonistka" Wynikało to z tego, że jego Wiktoria kocha język polski i sama mu mówiła , że chce studiować filologię polską.

 

Gdy zaczęło świtać, wjechali akurat do Zakopanego. Promienie słońca  oświetlały twarz Wiktorii, przez co obudziła się. Przetarła oczy i chciała zamaszyście się podnieść, ale ograniczył ją pas bezpieczeństwa.

- Dzień dobry -  powiedział do niej Arek

- O! Takie widoki chciałabym widzieć codziennie po przebudzeniu - zaśmiała się

Jednak Arkowi nie było do śmiechu, skupił się na drodze, gdy nagle powiedział całkiem poważnie

-  Chciałbym z tobą porozmawiać...

- O czym?

- Możemy gdzieś pojechać? Jakieś spokojne miejsce?

- Na łonie natury? - spytała również poważnie

-Tak będzie najlepiej

Wiktoria pokierowała więc Arka na jakąś łąkę, jej ulubione miejsce ciszy w mieście. Gdy podjechali na miejsce, Arek poprosił Wikę, aby wyszła z samochodu. Czuła, że to coś poważnego. Czyżby coś się wydarzyło w jego życiu? Może to ona coś zrobiła? Różne myśli chodziły jej po głowie.

- Co się dzieje? - spytała, gdy już oboje stali przed maską samochodu

Arek westchnął głęboko i schował na moment twarz w dłoniach.

- Przepraszam, ale nie wiem, jak mam w ogóle zacząć tę rozmowę - w tym momencie spojrzał jej prosto w oczy i Wiktoria widziała w nich, jak mocne emocje targają nim w środku

- Coś się dzieje? Martwię się o ciebie - złapała go za ramię 

Chociaż Arek miał ochotę przytulić Wiktorię i przestać tak myśleć, chcieć być przy niej, ale teraz... Przecież już powoli dochodzi do wielkiej odwagi, aby w końcu to wyznać.. Nie chciał tak bardzo z nią się rozstawać, ale to było jedyne wyjście. Tak bynajmniej uważał.

-  Wiktoria, sam nie wiem, jak mam zacząć tę rozmowę, ale chciałbym, abyś wiedziała, że ... cię kocham i będę cię kochał

Wiktoria zatrzymała się w półkroku, jakby nie wiedziała, jak ruszyć z miejsca

- Ty chcesz się .... - oddychała z każdym oddechem ciężej - ty chcesz się ze mną rozstać?

Arek dotknął dłoni Wiktorii

- Nie chciałem, żeby to tak zabrzmiało, ale... myślę, że to jest najlepsze wyjście... - spuścił głowę

Wiktoria gwałtownie wyrwała swoją dłoń

- Najlepsze wyjście?! - nabuzowała się emocjonalnie -  Co to znaczy najlepsze wyjście??!

- Chcę ci powiedzieć, że stawiam karierę na pierwszym miejscu - skłamał, patrząc jej prosto w oczy

- Arek.... - powiedziała szeptem - Co to ma znaczyć? - do jej oczu powoli napływały łzy

Chciał do niej podejść, przytulić ją i pocieszyć, ale było to niemożliwe. Wiktoria wykonała dwa , długie kroki w tył.

- Chcesz mi powiedzieć, że to koniec?! - krzyczała - Że już to , co pomiędzy nami było.... się skończyło?!

- To nie tak, Wiktoria

Podeszła do niego i patrząc prosto w oczy, próbując powstrzymywać łzy, rzekła:

- To wytłumacz mi... Jak?!

- Wiktoria...

- Co, Wiktoria?! - uderzyła go w klatkę piersiową - Co?! - po raz kolejny zadała mu cios - Fajnie było zabawić się ze mną, co nie?! - i kolejny cios - Bo niesamowicie to brzmi "zaliczyć córkę Stocha"??!!! Chciałeś się popisać przed kolegami, że mnie wyrwałeś?! Bo naprawę dumnie to brzmi, co nie?!  Owinąłeś mnie wokół palca? A nie zauważyłeś, że ja się w tobie zakochałam?! Że byłeś dla mnie kimś więcej, niż zwykłym mężczyzną?!? - po raz kolejny dostał pięścią w klatkę piersiową

- Nigdy tak cię nie traktowałem - powiedział dumnie - Zawsze wiele dla mnie znaczyłaś

- To co się zmieniło od tych kilku godzin?! A może ja po prostu nie sprostałam twoim łóżkowym oczekiwaniom?! 

- Byłaś niesamowita - szepnął

- To co ja ci takiego zrobiłam?! - rozpłakała się - Coś zrobiłam źle?! 

- Nic nie zrobiłaś źle, to nie jest twoja wina...

Wiktoria westchnęła, po czym wytarła łzy .

- Czyli jak wczoraj śpiewałam piosenkę o rozstaniu dwóch osób... dlatego się zamyśliłeś?! - spytała - Bo już to chciałeś zrobić od dawna?!

- Zastanawiałem się, jak ci to powiedzieć..

- Ale wpadłeś na niesamowity pomysł, że lepiej będzie mnie wcześniej zaliczyć?!!?

- Chciałem spędzić z tobą chwile, które będę pamiętać do końca życia... - westchnął

- Ty gadasz takie głupoty na poważnie? - spytała, ale odpowiedziało jej głuche milczenie - A może... masz nawrót? - złapała jego dłoń - Już cię raz straciłam przez chorobę, teraz nie mam zamiaru stracić cię po raz drugi.

Gdy Arek usłyszał słowa o chorobie, nerwowo przełknął ślinę

- Ja będę przy tobie, ja będę cię wspierać! Przecież ja cię, kocham, Arek! Zrozum to! 

Teraz to Arek wyrwał swoją dłoń

- Możemy już nie podejmować tego tematu?! - zdenerwował się - Chciałem ci tylko zakomunikować, że to już koniec i nie zadawaj zbędnych pytań! Spędziłem z tobą wiele niesamowitych chwil, będę je pamiętać do końca życia i wiedz, że masz w moim sercu specjalne miejsce... I to tyle! 

Wiktoria stanęła jak wryta

- Czyli to koniec? - spytała na niego z litością

- Tak, jeszcze coś ci wytłumaczyć?

Oburzyła się... Miała dość... Nie chciała przeżyć nigdy w życiu takiej chwili. 

- Podwiozę cię do domu - powiedział

- Ty się słyszysz?! Już nie jestem twoją dziewczyną i nie mam z tobą nic wspólnego! - podeszła do samochodu i wyjęła z bagażnika swoją walizkę, trzasnęła na koniec całą swoją siłą drzwiami od bagażnika i poszła w przeciwną stronę. Na koniec krzyknęła do Arka - Ale pamiętaj! Ja tak tego nie zostawię!!

 

Doszła na przystanek autobusowy. Gdy na nim usiadła, dopiero teraz uszły z niej wszystkie emocje, zaczęła płakać. Chciała, aby to co się przed chwilą stało, nie było prawdą. Ale tak niestety nie było.  Wsiadła w autobus i przyjechała do domu. Na jej szczęście, mamy już nie było, musiała wcześniej być w pracy. W domu zastała tatę z małym Pawełkiem. 

Weszła więc do domu i zostawiła walizkę w przedpokoju. Zawiesiła kurtkę na wieszaku i usiadła na szafce, aby zdjąć buty. 

Słyszała, że tata idzie zobaczyć, kto przyszedł do domu.

- A kto tu wchodzi i nie dzwo... - urwał w środku zdania , gdy zobaczył córkę - Wiktorka? - uśmiechnął się na widok córki - Dzwoniłem do ciebie od 3 godzin, nie odbierałaś, mama odchodziła od zmysłów, miałaś wrócić, ok, zaufaliśmy ci, ale powinnaś... - jednak znów przerwał swoją wypowiedź, gdy zobaczył łzy na jej policzkach. Podszedł bliżej córki , dotknął jej twarzy i łapiąc za brodę, podniósł ją do góry - Co się stało, kochanie? - w jego oczach było widać strach, a wiele czarnych myśli przechodziło mu przez głowę

- Jesteś sam w domu? - spytała

- Pawełek śpi w salonie.

Wiktoria złapała tatę za rękę i się do niego przytuliła.Poszli do salonu. Pawełek spał sobie smacznie rozłożony na fotelu, więc oni usiedli na kanapie na przeciwko siebie

- Mów, kochanie, bo mnie już roznosi wewnętrznie - powiedział Kamil - Co się stało?

- Bo.... Bo my teraz wróciliśmy z tych Mazur i ... Arek chciał się gdzieś zatrzymać... I ... i on mi powiedział, że... że to koniec i ... i.... i... i się rozstaliśmy - powiedziała płacząc, tuląc się do swojego taty

- Ale jak to?! - Kamil był w szoku

- Powiedział mi coś w stylu, że mnie kocha i że wszystkie nasze wspólne chwile zachowa w pamięci, ale karierę stawia na pierwszym miejscu.... 

- Dupek - skomentował to zachowanie Kamil

- Tylko dlaczego on mi powiedział, że mnie kocha?

- Naoglądał się pewnie wielu komedii romantycznych i  myśli, że to takie fajne, jak kobieta będzie na niego czekała całe życie..

- Jak to czekała?

- Pewnie ma kogoś innego, albo... coś się dzieje w jego życiu i musi wyjechać, nie chciał ci mówić, abyś się nie martwiła, a jest przekonany, że ta sytuacja kiedyś minie i wrócicie do siebie.

- Tato... - patrzyła prosto w jego oczy - Czemu mężczyźni tacy są? - spytała

- Jacy? 

- Że jak  coś się zaczyna dziać na poważnie, to uciekają...

- To nie tylko mężczyźni tacy są - odparł - Jak... pomiędzy mną a twoją mamą... robiło się poważniej, to ona uważała, że tak nie powinno być i gdy ja robiłem kolejne kroki w przód to mama się wycofywała.

- Niemożliwe - zaśmiała - Przecież mama teraz jest wpatrzona w ciebie jak w święty obrazek i do tego szaleńczo zazdrosna!

- Ale na początku było inaczej

- Jakoś nigdy nie opowiadaliście tak dokładnie o waszych początkach

- Chcesz posłuchać?

- Tak...

Nagle Kamil spojrzał na zegarek, co zauważyła Wiktoria

- Mogę nie iść do szkoły? - spytała, robiąc takie maślane oczka

- Wiesz, co powiedziałaby mama?

- Wiem - i głosem udającym Kasię mówiła - "Jesteś w klasie maturalnej, najważniejsza powinna być dla ciebie nauka"

Kamil zaczął się śmiać, mówiąc:

- Dobra, jakby się mama czepiała, ja ci podpiszę usprawiedliwienie

- Jestem już pełnoletnia, sama mogę sobie napisać

- Ja ci napiszę - zaakcentował siebie w tym zdaniu, uśmiechając się

- Złóż autograf, to moja wychowawczyni będzie przeszczęśliwa - zaśmiała się

- Ok, ale to są cenne sprawy

- Rozumiem powagę sytuacji - zaśmiała się Wiktoria

- To może herbatki na otarcie łez? - spytał Kamil 

- Jak ty zrobisz, to z chęcią...

- Wiadomo, ja robię najlepsze herbaty w mieście!

- Może to jakiś biznes przyszłości?

- Że co?

- Jakaś herbaciarnia

- Wystarczy mi, że prowadzę klub i sklep. Miałem tam dzisiaj jechać, ale .... przecież herbata z tobą sama się nie napije - zaśmiał się

Po kilku minutach wrócił do salonu z dwoma kubkami herbaty

- To opowiadaj - uśmiechnęła się Wiktoria, ale tę chwilę przewał SMS do Kamila

- O! Mama - odezwał się Kamil i zaczął czytać na głos - "Wiktoria w domu? Bo ja nie wiem, co zrobię. Dzwonić na policję? Ten Arek też nie odbiera"

Wystukał coś w klawiaturę i odłożył telefon

- Co tam napisałeś?

- "Jest już w domu, bezpieczna, pijemy sobie herbatkę. Żałuj"

- Kocham was - zachichotała 

-  A my ciebie - odpowiedział jej Kamil

- No to może teraz w końcu mi opowiesz?

- A tak bardzo chcesz?

- Oczywiście!

- No to poznałem twoją mamę 13 stycznia..

- Tato.... - popatrzyła na niego z litością - Nie chcę suchych dat, proszę, chociaż i tak jestem pełna podziwu, że pamiętasz. Nawet ja nie pamiętam, kiedy poznałam Arka - lecz ugryzła się w język na samą myśl o chłopaku

- No to może zacznę od tego, że i tak byłem zmęczony po Turnieju Czterech Skoczni, ale musiałem jechać na trening i miałem zielone na skrzyżowaniu, to jadę, a tu jakaś kobieta wyjeżdża na środek drogi jak ma czerwone, ja z jednej strony zły,  a z drugiej próbuję coś zrobić, aby wiesz.... nie rozbić się , ale się nie udało... No to wysiadłem z samochodu i idę w jej stronę, a ona siedzi w tym samochodzie, płacze... Więc ja już... cała energia i to nabuzowanie zeszło ze mnie, no bo nie będę krzyczał, jak ona płacze. I tak się poznaliśmy... Urzekło mnie w mamie to... Że jest taka inna, naprawdę szczera i jeszcze ten jej uśmiech, jak poznała, kim jestem.. I potem znów się spotkaliśmy u Stefana  i Marceliny, mieszkali wtedy w takim domku tutaj w Zakopanem, bo wtedy budowali ten dom w Szczyrku i wtedy poznałem mamę jako... niezwykłą kobietę. Taką uwodzicielką i kokieterkę. Bo Stefan śmiał się, że zaprosił innych skoczków , a mama wymieniała zagraniczne gwiazdy i śmiała się, że są przystojni, ale żeby nic nie mówić jej chłopakowi

- Czyli mama była z tym Adrianem?

- Tak, był zazdrosny, jak widział mnie z mamą.. Kasia uznawała mnie za kolegę, a ja ją pokochałem... można powiedzieć, że od pierwszego wejrzenia.

- I jak to się wszystko rozwinęło?

- Piotrek Żyła wyczuł, że ja.... zakochałem się w mamie i wpadł na genialny pomysł, aby nas połączyć, dopiero kilka lat temu mi się do tego przyznał. Więc Kasia jeździła z nami na zawody, spędzaliśmy ze sobą wiele czasu i im bardziej ją poznawałem, tym bardziej ją kochałem.. Urzekała mnie tą swoją prostotą, ale i wyjątkowością. 

- Kiedy ją pocałowałeś po raz pierwszy?

Uśmiechnął się na samo wspomnienie.

- Graliśmy w butelkę w Oberstdorfie,trochę nas tam było, ogólnie sporo osób z innych nacji i tutaj Stefan Kraft mieszał sporo.

- Naprawdę? 

- Najpierw dał wyzwanie Gregorowi Schlierenzauerowi, żeby pocałował mamę... Wiedział, że Gregor podkochiwał się w mamie i jak tylko widziałem ten pocałunek, to robiłem wszystko, aby się powstrzymać i mu nie przywalić.

- Naprawdę? - zaczęła się śmiać

- Byłem zakochanym po same uszy młodym człowiekiem, Kasia była pierwszą kobietą w życiu, która tak na mnie działała

- Niemożliwe?! Nigdy wcześniej z żadną?

- Nie.. Chociaż otrzymywałem wiele propozycji, ale...  to nie było dla mnie. Ja byłem zafiksowany na punkcie skoków, wygrałem TCS, byłem podekscytowany i nagle poznaję taką piękność! 

- Ale to dokończ ten Oberstdorf!

- I potem padło na mnie, wziąłem wyzwanie, co miałem do stracenia? I Kraft do mnie "Pocałuj Kasię" - Kamil zawiesił głos

- A ty czekałeś na lepszy i bardziej romantyczny moment? - spytała

- Skąd wiesz?

- Widać to, tatuś w twoich oczach

- A więc... Tak jak mówisz, czekałem na lepszy moment i pocałowałem Kasię w policzek, ale wiesz jak bywa wśród kolegów, podpuszczali mnie, i uległem i pocałowałem mamę w usta... I nigdy tego nie żałowałem, bo podczas tego pocałunku... Zapomnieliśmy o bożym świecie, oboje chyba tego chcieliśmy.

- Po tak krótkim czasie?

- No tak... Mówię, że to było wyjątkowe uczucie i jest do tej pory

- I jak na to mama?

- Uciekła ode mnie, wybiegła na korytarz, a Gregor oczywiście poszedł za nią na prośbę Krafta, który podał mu klucze do pokoju

- NIE! Nie gadaj?!

- No tak... 

- Pozwoliłeś na to?

- Oczywiście, że nie! Wybiegłem za nimi, a ich już nie było! Serce mi waliło.. Nagle słyszę krzyk mamy i podbiegłem do pokoju Gregora i Krafta, zamknięte! Wyważyłem drzwi i znalazłem się w odpowiednim momencie, mama by się przed nim nie obroniła

- Jesteś jej obrońca?

- Tak... Poszarpałem się trochę z Gregorem i wróciliśmy z Kasią do pokoju... I tam po raz drugi mnie pocałowała... Sama stwierdziła, że inaczej sobie wyobrażała ten nasz pocałunek - uśmiechał się na same wspomnienia - Ale wtedy wpadła policja, bo Gregor działał zbyt szybko. Wylądowałem na policji, składałem zeznania, a że Gregor ma pieniądze, doszło do sprawy w sądzie, która obróciła się przeciwko niemu, bo to mama złożyła skargę na niego, że chciał dopuścić się gwałtu... Przegrał sprawę, wylądował w więzieniu

- Dlatego go tak nie lubisz? 

- Kleił się do mamy okropnie... A potem jak się znów z nim spotkała...

- Wtedy co wylądowała w szpitalu?

- Ostro się pokłóciliśmy. Cholernie jestem o mamę zazdrosny, a jak mi powiedziała, że się z nim spotkała... Zdemolowaliśmy dom... Wybiegła, powiedziała, że nie wróci... A potem dostaję telefon, że jest w szpitalu po ataku nożownika.... I że straciła nasze dziecko.. Nie powiedziała mi wcześniej o ciąży, przez to okropnie się obwiniałem o to...

- Ale to już minęło - dotknęła ramienia taty

- Tak, ale wiem, że gdybym tak nie zareagował,to by do tego nie doszło

- Nie obwiniaj się już, to było dawno

- Ale mama do tej pory nie wie, że jak patrzę na tę bliznę na jej ciele, to chce mi się płakać.

- To opowiedz, co się działo po Oberstdorfie...

- Spotykaliśmy się w wolnych chwilach, ja z głową pełną wyobrażeń, a dla mamy byłem kolegą... Ale w końcu ją zaprosiłem na kolację. Zrobiłem na niej wrażenie, tańczyliśmy przy świecach, bo nie było prądu... I ja tak naprawdę zawsze oczekiwałem czegoś więcej... Jak byliśmy w Azji... Podrzuciliśmy sobie walentynki do pokoi hotelowych... Całowaliśmy, potem pocałowałem mamę przed kamerami... Ale była zła... 

- Nie chciała, żeby media to widziały...

- A widzieli to wszyscy...  Jednak powiem ci, że nie cofnąłbym czasu... Ale potem... widziałem, że im bardziej się starałem, tym bardziej mama ode mnie odchodziła i chociaż nakryła tego swojego Adriana na zdradzie i ja się z nim pobiłem i ratowałem ją z każdej sytuacji.. To ja wątpiłem... Potem gdy Kasia mnie pocałowała, to ja uciekłem... Myślałem, że pewnie ze mnie żartuje i z moich uczuć

- Oj, tato - uśmiechnęła się

- Ale jak dla mnie to był cios i wpadłem na "genialny pomysł"

- Co to było?

- Widziałem, że do mamy zalecał się... Dawid Kubacki

- Ten, co już nie żyje?

- Tak.... Postanowiłem ich ze sobą... połączyć i zorganizowałem im spotkanie... Ale mama była zła... Ale Dawid do końca życia kochał się w mamie i chociaż miał żonę i dzieci... To jednak ta jego Marta to była niezła agentka i tak naprawdę nikt nie wie, czy te dzieci były do końca jego.

- Co to były za akcje w tamtych czasach... 

- Przecież ten wypadek, w którym braliśmy udział jako skoczkowie, to był spisek Marty.

- Co?!

- No tak.... Naprawdę wiele się działo w naszym życiu... Ale potem pojechaliśmy do Planicy i tam ja i twoja mama... pod wpływem alkoholu... Rozumiesz?

- No tak...  

- I po tym.... Mama się do mnie nie odzywała, była zła  i obwiniała mnie o to , co się stało, a ja zawsze jej mówiłem, że jakby tego nie chciała, to by do tego nie doszło... I mieliśmy ciche dni... Potem na przykład, spotkaliśmy się w Wielkanoc i twoja babcia, a moja mama myślała, że Kasia to jakaś sprzątaczka... Wtedy też byłem okropnie zły na mamę... 

- Ale jak to dalej szło?

- Mama miała mdłości, źle się czuła, ale nie podejrzewała u siebie ciąży i poszła dopiero na badania do szpitala i w Dzień Matki dostałą wyniki, że to jest ciąża, a ja żyłem w nie wiedzy.. Pojechała do swoich rodziców, cała zapłakana.A w dodatku teściu mnie na początku nie znosił, więc sprawa się bardziej komplikowała... I w końcu postanowiła wrócić... A my - skoczkowie mieliśmy jechać na zgrupowanie, ale wszystko się przedłużyło i postanowiliśmy spędzić te kilka godzin u Stefana. I wtedy z całą siłą wpadła do tego domu mama , krzycząc, że "wszystko zrozumiała co ze mną i musi porozmawiać z Marceliną", ale spotkała tam mnie!

- Czyli wszystko się skomplikowało?

- Była w szoku, ale powiedziała mi, że jak wrócę, to porozmawiamy i przez całe zgrupowanie o niczym innym nie myślałem.. A potem się spotkaliśmy u mnie w domu i podała mi dwa zdjęcia USG...

- Jak się czułeś? 

- Ja się cieszyłem, a Kasia myślała, że.... moja reakcja będzie inna, ale mama sama stwierdziła, że wychowa dziecko sama, nie chce mej pomocy, a ja tak naprawdę... w tym momencie poczułem na sobie wielką odpowiedzialność. Wiesz, jak ciężko było przekonać ją co do mojej osoby?

- Mama jest twarda, naprawdę.

- Potem moja mama wkroczyła do akcji... Chciała przekupić twoją mamę, aby wyjechała i zostawiła mnie w spokoju. Kasia pieniędzy nie wzięła.... A potem odwiedziłem Kasię w Boże Narodzenie, nadal była zła, podeszła do szafki, chciała mi pokazać nasze wspólne zdjęcie i powiedziała, że byliśmy wtedy szczęśliwy i wtedy odeszły jej wody płodowe... Dzwonię na pogotowie, a oni nie mają wolnych karetek, bo była wtedy wielka świąteczna akcja, coś się paliło bodajże .... I zostałem kierowany, jak odebrać poród, a potem telefon mi padł i sobie musieliśmy radzić sami

 - Bałeś się?

- Bardzo... Ale odebrałem poród... Wtedy zrozumiałem, że kocham Kasię jeszcze bardziej. A potem zamieszkaliśmy razem i ciągle się kłóciliśmy. Na Igrzyska poleciałem po kłótni, potem mama wpadła na pomysł, że wystąpi w reklamie bielizny, aby zrobić mi na złość... Ciągle sobie docinaliśmy... Ale jednak Piotrek powoli zbliżał nas do siebie i gdy 13 stycznia wypadał w niedzielę, wróciłem w nocy z zawodów z Czech, aby Kasia nie wiedziała i rano zrobiłem jej niespodziankę, zawiozłem Piotrka do dziadka, a ja zabrałem Kasię na skrzyżowanie i się oświadczyłem i od razu poszliśmy zapisać datę ślubu...

- A co było dalej?

- Ślub i potem wasza  piątka

-  Dobra, to Piotrka spłodziłeś w Planicy, a mnie?

Kamil wybuchnął śmiechem

- Naprawdę chcesz to wiedzieć?

- Przecież to chodzi o mnie!

 - To jeśli chodzi o ciebie, to była podróż poślubna na Wyspy Kanaryjskie, ale więcej ode mnie nie wyciągniesz! - zaczął się śmiać

Kamil widział, że Wiktoria przez chwilę zapomniała o tym feralnym rozstaniu z tym pożal się Boże Arkiem. Kamil miał ochotę go roztrzaskać, ale był teraz z córką.

W tym momencie obudził się Pawełek

- Ciocia! - powiedział, patrząc na Wiktorię

- Jestem, kochanie

- Mama?

- Na zakupach - powiedział Kamil

Wiktoria zajęła się więc Pawłem do momentu, aż Patrycja wróci z zakupów. Kamil miał jechać do klubu, ale nie chciał zostawiać  Wiktorii. Widział, że nadal głęboko to wszystko przeżywała i gdy Kasia wróciła do domu, Kamil podszedł do niej i szepnął

- Rozstał się z nią, po powrocie z Mazur... Nie jest dobrze. - powiedział Kasi, która stała , będąc w szoku

Ale Kasia wiedziała jedno, musi być teraz z córką. Wbiegła po schodach na górę i zapukała do pokoju córki...

- Można, można - powiedziała Wiktoria

Kasia weszła do pokoju, a tam Wiktoria siedziała przy fortepianie i grała utwór Mateusza Ziółko "Legiony"

- Stare jak dla mnie, ale takie piękne...

- O miłości - odezwała się Kasia

- Bo miłość jest piękna - mówiła, grając - Ale nie każdy może ją poczuć

Kasia podeszła do córki i ją przytuliła

- Co ci powiedział?

- Że mnie kocha , ale kariera jest na pierwszym miejscu...

- Oj... - Wiktoria wtuliła się mocniej w mamę

- Czemu tacy są mężczyźni?

-  Nie wiem....

- Ale myślisz, że on może skłamał? 

Kasia spojrzała wymownie na córkę

- Ale że jak ?

- Mam złe przeczucia

- Jakie?

- On jest taki... Był taki smutny... On od dawna to planował... On... Może na nawrót?

- Myślisz, że to znowu białaczka?

- Myślę... Nie wiem nic...

- Teraz kochanie, wymaż go na chwilę z pamięci... Zatęskni i wrócicie do siebie... Skup się teraz na maturze... 

- Tak... Teraz to priorytet... Ale  sam wiedział, że matura jest dla mnie ważna, a on przed tym stresującym okresem... mnie zostawił

- Ale jeśli myślisz, że to nawrót.... Choroba nie wybiera

- Wiem..

Kasia pocałowała Wiktorię w czoło i zostawiła córkę w pokoju

 

***

Arek wszedł do szpitala idealnie o wyznaczonej godzinie, wykonana mu - jego zdaniem - setki badań i trafił na salę. Położył się na łóżku i zamknął oczy... Widział tę płaczącą twarz Wiktorii.. 

- Jaki jestem głupi - powiedział na głos

Dopiero później rozejrzał się po sali, aby zobaczyć, czy na pewno jest na niej sam... Poczuł się jak wtedy w Zakopanem, zły na cały świat, że to jemu się przytrafił, ale tutaj nie miał obok tego fajnego chłopczyka Kacpra i wiedział, że Wiktoria nie będzie co drugi dzień wchodzić przez te białe drzwi i witać wszystkich z uśmiechem. 

Wyjął telefon, aby tylko na nią popatrzeć.. W galerii miał mało swoich zdjęć, w domu miał w pudełku te ze studniówki...

- Matura! - krzyknął na cały głos, gdy zrozumiał, że teraz Wiktoria przeżywa najbardziej stresujący moment w życiu, a on ją tak perfidnie porzucił. - Głupi ja!

Na telefonie przejrzał tylko te kilka zdjęć Wiktorii i postanowił wejść na media społecznościowe, ale wejście na konta Wiktorii były zablokowane

- Pomyślała - powiedział sam do siebie - Nigdy nie wątpiłem w to, że jest przebiegła - zaśmiał się 

Ale ta noc należała do bardzo ciężkich w jego życiu. Czekał na wyniki badań , wiedząc w głębi serca, że to będzie jak wyrok i już następnego dnia przed śniadaniem dostał informację

- Ostra białaczka szpikowa na 100% - powiedział lekarz - Musimy szybko działać, bo białaczka mocno postępuje... Za miesiąc może już ciebie nie być - był szczery do bólu

I chociaż Arek marzył o tym, żeby... powiedzieć o wszystkim Wiktorii.. To jednak wizja nieszczęsnego, ostatniego miesiąca , jej matury.. dobijała go

- Przecież powiedziałem, że ją kocham... 

I wtedy dostał powiadomienie SMS, szybko go otworzył i przeczytał i nie tylko treść była zaskakująca, ale również to , skąd on miał jego numer

"Nie wiem, co zrobiłeś mojej siostrze, ale te smutne, miłosne piosenki grane na fortepianie od 2 godzin są strasznie dobijające. Olek"

Uśmiechnął się tylko na trochę, ale chociaż wiedział, co robi jego Wiktoria, miał małego informatora. Jednak serce krajało mu się, gdy wyobrażał sobie smutną Wikę, która gra na fortepianie....

Arek odzwonił pod ten numer

- Halo? - odezwał się dziecięcy głos

- Hej, młody... - powiedział Arek - Możemy się umówić, tak że.....

 Po minucie usłyszał

- Oczywiście. Pa!

- Pa! - powiedział już po szybkim rozłączeniu Olka... Poczuł się o wiele lepiej

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


                                                                               kiki2000

 


Komentarze